czwartek, 31 października 2013

ROZDZIAŁ X
''TAJEMNICE TO DRUGA TWARZ, KTÓREJ NIE MOŻNA SIĘ POZBYĆ NAWET AKTORSTWEM''
Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom. 
- Na Merlina Malfoy, nie teraz! - oburzona syknęłam przeciągle zamykając z trzaskiem książkę - masz pojęcie, która godzina?!
- Granger nie jestem przecież kretynem i znam się na pieprzonym zegarku - Ślizgon zdenerwowany moją postawą wyraźnie postanowił mi dopiec
- Nie jesteś kretynem? Ah racja. Jesteś arystokratycznym imbecylem - wystawiłam język w stronę Malfoya mając nadzieję, że rozwścieczę go jeszcze bardziej. Nie mogłam się bardziej pomylić. Chłopak nagle przybrał iście obojętny wyraz twarzy, a w stalowych tęczówkach na nowo zagościł dobrze znany mi chłód.
- Jak sobie chcesz - odpowiedział wzruszając ramionami i beznamiętnie wpatrując się w ścianę. Przestraszyłam się i skruszona zapytałam cichutko
- Malfoy... Smoku, czy w jakiś sposób Cię uraziłam?
- Nie przyszedłem tu po to, żeby rozmawiać o sobie i swoich wspomnieniach nieszczęśliwego dzieciństwa w arystokratycznym rodzie, gdzie rodzina spogląda jedynie przez pryzmat. 
- W takim razie co sprowadza Cię do mojego skromnego pokoju? - zirytowałam się
- Chciałem tylko pogadać.
- No więc możemy kontynuować rozmowę rano, albo w Hogwarcie, to bez różnicy! - zaperzyłam się wstając z miejsca
- To nie może tak długo czekać, bo... bo ja nie chcę odkładać tego na później! - policzki tlenionego przybrały kolor dojrzałych wiśni, a ja zdziwiona i poddenerwowana zarazem zapytałam ze złością
- Ale czego nie chcesz odkładać człowieku? 
- Cholera jasna Granger, przyszedłem tutaj, bo chciałem pogadać o Tobie! Widzę przecież, że ewidentnie Cię coś gryzie, a mój honor nie pozwala mi zostawić tej sprawy bez komentarza. 

Moja mina zrzedła na zawołanie, a oczy posmutniały. Wiedziałam doskonale, że nawet najlepsza aktorska gra nie zrobi wrażenia na mistrzu iluzji - bo w końcu mężczyzna przebywający ze mną w tym oto momencie, niewątpliwie mógł przyjąć zasługi mistrza.
- Domyślam się, że ma to jakiś związek z Wieprzlejem? - kontynuował Draco spoglądając na mnie badawczo. Wiedziałam, że muszę powiedzieć mu prawdę, ale wyznanie jej przychodziło mi z wielkim trudem. Odwlekając chwilę ''spowiedzi'' jak określiłam to cicho w duchu, zadałam głupie pytanie
- Skąd wiesz, że chodzi o Rona?
- Hermiono, Ty chyba naprawdę uważasz że jestem bezmózgim kretynem. Nie było go dziś na kolacji, nie pojawił się na podwórku, a przecież ten jego rudy łeb zawsze się wszędzie panoszy! Wyprowadził się, ale przecież nie bez powodu! - no tak, Malfoy nigdy nie lubił rudzielca.
- Ale Smoku, to taka długa historia. Jestem już bardzo zmęczona - próbowałam wymigać się od wspomnień, od żalu który wstrząsał całą mą duszą i w końcu od łez, które od dawna chciały płynąć strumieniem.
- Na Slyterina, mówże w końcu dziewczyno! Mamy całą noc, a nawet kolejny dzień, jeżeli zajdzie taka potrzeba. - nakazał mi tonem nieznoszącym już żadnych dyskusji i tym samym uciął moje wymówki.
- Po wojnie wszystko stało się takie odległe od rzeczywistości. Radykalne zmiany, które zaszły w naszym, przede wszystkim w moim życiu namieszały tak bardzo, że nie potrafiłam pozbierać myśli. Jak wiesz, w tym czasie mnie i Rona połączyła głęboka więź tak, że wkrótce po bitwie staliśmy się parą - tu Draco skrzywił się, nieznacznie kiwając głową - trudna sytuacja materialna jego rodziny, doprowadzała Panią Weasley do płaczu, mnie natomiast w depresje wpędziła myśl, że tak naprawdę nie mam nikogo! Tak wiem, pomyślisz ''przecież miała przy sobie przyjaciół'' ale to nieprawda. Wszyscy się zmieniliśmy, oddaliliśmy od siebie. Rodzice nie są tacy jak dawniej. Zmieniło ich moje zaklęcie. Pamiętają mnie, prawda ale nie żywią żadnych uczuć - nie ma niczego, poza pustymi wspomnieniami i to ja im to uczyniłam - spuściłam głowę szybko wycierając pojedynczą łzę spływającą po moim policzku - oczywiście pomogłam w odrestaurowaniu Nory bez konkretnych powodów, po czym bez słowa wróciłam do domu rodzinnego. Rodzice bardzo starali się zachowywać pozory, nazywając mnie kochaną córeczką, mówiąc zdrobniale. Ale ich głosy są takie zimne! No więc na kilka dni przed wyjazdem po raz ostatni wybrałam się do domu Ronalda. Chciałam pożegnać się z Rudą, przegadać z nią całą noc. Tego dnia za oknami szalała burza i Ginny po cichu wymknęła się do Harrego. A wtedy - urwałam czując jak łzy palą mnie w oczy
- A wtedy co Granger?! Co zrobił ten skurwiel?! - dociekał natrętnie Tleniony zaciskając pięści i spoglądając mi w oczy. Spojrzałam na niego z wyrzutem, a ten natychmiast opanował emocję. - powiedz mi, proszę.
- On przyszedł nad ranem - kontynuowałam opowieść czując, że chyba spalę się ze wstydu - na drzwi rzucił Muffiliato. Myślałam, że chce porozmawiać, założyłam więc szlafrok i wstałam - starałam się ze wszystkich sił opanować negatywne emocje, ale łzy spływały już obficie po moich policzkach - ale on złapał mnie za nadgarstki i popchnął z powrotem na łóżko - drżałam na całym ciele, a wszystkie mięśnie spięły się nienaturalnie ze strachu przed tym wspomnieniem - był brutalny. Później wyjechałam. - bezgłośnie załkałam ukrywając twarz w dłoniach. Smoku nie wytrzymał napięcia. Nienawidził okrucieństwa w stosunku do kobiet
- Zgwałcił Cię Granger! Ta męska dziwka zrobiła Ci krzywdę Hermiona! Zabiję gnoja! Gdzie on jest, powiedz mi kurwa, a nie przeżyje!
- Draco, ja... ja nie wiem gdzie on jest. - wyjąkałam dusząc się łzami. Zgwałcona! Ja, Hermiona Granger! Moich krzyków nikt nie mógł, bądź nie chciał usłyszeć. Długo po tym incydencie leżałam bez ruchu, odczuwając wstręt nie tylko do niego, ale przede wszystkim do siebie. Czułam się brudna. Szlamowata. Obrzydliwa.
- Merlinie, Granger jak możesz być z tym sukinsynem po tym, co on Ci zrobił! - Malfoy mocno zagryzał wargi, kopiąc najbliższe przedmioty znajdujące się na podłodze. Nagle podszedł do mnie i tylko przez mgłę łez przysłaniającą twarz Dracona dojrzałam nagły wyraz zdecydowania w jego nadzwyczaj zimnych oczętach. Podszedł do mnie i chwycił mój podbródek. Przestraszona skuliłam się w sobie a łzy wielkie jak ziarna grochu spadać zaczęły jeszcze szybciej.
- Nie jesteśmy już razem - wyszeptałam przerażona jego dotykiem. Wtedy zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała, zaraz po napadzie szału, którego doznał. Mimo bólu serca nieodłącznie towarzyszącego mi w przeciągu ostatnich tygodni, po całym ciele rozlała się niesamowita fala ciepła, a dreszcz przyjemności przeszył me ciało i dał ukojenie myślom, gdy Draco Malfoy pochylił się, by złożyć namiętny pocałunek na moich ustach.

Wybraliśmy się na pokątną. Ja, Ruda, Blease i Malfoy. Spoglądałam na naszą czwórkę uśmiechając się nieznacznie pod nosem. Czy ktokolwiek pomyślałby o nas, jak o dobrych znajomych jeszcze jakiś czas temu? Oczywiście, że nie! A teraz? W tym oto momencie odwieczni wrogowie, razem wybierają się na zakupy do szkoły!
- Miona! - za plecami usłyszałam dziewczęcy głos. Odwróciłam się powoli i skierowałam swój wzrok w stronę...
- Cześć Pansy - wesoło przywitał się Diabeł, puszczając oczko do czarnowłosej Ślizgonki.
- Chłopaki, jak dobrze Was widzieć! - dziewczyna przytuliła się do przyjaciół i z uśmiechem zwróciła do Gryfonki - Hermiono, chciałam Cię tylko zaprosić na imprezę z okazji końca wakacji. I Ciebie Ruda. Pierwszy weekend w Hogwarcie, pokój wspólnu Ślizgonów - skierowała swój wzrok w stronę Ginny. Odpowiedziałam jej serdecznym uśmiechem i ciepłym uściskiem, Ginerwa natomiast zdobyła się tylko na to, by odpowiedzieć
- oczywiście będziemy.
- Ciesze się dziewczyny! Nie zapomnijcie przyprowadzić partnerów! - po czym zarzucając włosami odeszła, pospiesznie kierując się w stronę kawiarni.

Gdy zniknęła za rogiem, wzięłam Rudą na stronę
- Ginny nie mów mi proszę, że dąsasz się na nią przez Bleasa.
- Nie, ale przez to, że mają wziąć ślub - nadąsana Ginerwa tupnęła ze złości nogą.
- Może Blease postawi się matce, Ginn. Nie wszystko jeszcze stracone, ale przecież wrócił Harry. I proszę Cię nie mów mi, że teraz wszystko skończycie ot tak, po prostu!
- Nie w tym rzecz Miona. Rzecz w tym, że dla mnie wszystko i tak już skończone. 
- Merlinie nie mów mi tylko, że Ty..
- Tak Hermi. Kocham Bleasa.

Nie zdążyłam jeszcze przetrawić tej informacji, a Malfoy ciągnął mnie już za sobą do jakiejś księgarni. Nieświadoma tego co robię i zdecydowanie pogrążona w myślach złapałam rękę Ślizgona zaciskając na niej palce.
- Granger, coś Ci dolega? - zapytał ozięble i wtedy oprzytomniałam. Zawstydzona szybko zabrałam dłoń i zniesmaczona zauważyłam, że Ślizgon dźwiga i moje książki.
- Tak Malfoy, udziela mi się Twoja głupota - odcięłam się, a ten zamilkł widząc mój wyraz twarzy.

Do końca wakacji Ronald nie wrócił, a ja za każdym dniem modliłam się coraz gorliwiej, by nie pojawił się również w Hogwarcie. Gdy mój kalendarz poinformował mnie, że właśnie jutro ze stacji King's Cross odjedzie ekspres Londyn-Hogwart miałam ochotę usiąść i płakać.
- Nie przejmuj się, Miona. Jesteś przecież prefektem naczelnym, dostaniesz osobny pokój. Jego nie będzie w pobliżu - niezdarnie pocieszał mnie Blease obejmując ramieniem w przyjacielskim geście. Mu również nie było łatwo. Ginny przy Harrym stwarzała pozory średniej sympatii do Bleasa, a ten chcąc mieć Rudą tylko dla siebie zabierał ją gdzieś w głąb Londynu wywołując niemiłosierną zazdrość w oczach Diabła. Byłam pewna, że nie wyznał Rudej miłości, ale widziałam to w jego oczach. Kochał Ginny, tak samo jak ona jego. I chociaż ciężko było mi się do tego przyznać w głębi ducha uważałam, że byłaby szczęśliwsza z tym oto Ślizgonem, który tak dzielnie znosił cierpienie. Draco natomiast zapowiedział, że spotkają się dopiero w Hogwarcie, Pożegnał się z każdym, przytulając go i obdarzając ufnym buziakiem w policzek (pomijając oczywiście Artura no i chłopaków, którym uścisnął dłonie), ale nie ze mną. Wiedziałam, że było mu głupio. Żałował tego, że mnie pocałował. Ja natomiast walczyłam sama ze sobą. Moja dusza lgnęła do tego Ślizgona, rozum Gryfonki natomiast kazał trzymać mi się od niego z daleka. Coraz częściej przyłapywałam się na myśleniu o przystojnym Blondynie. Wstając z kanapy i podchodząc do zapakowanego już kufra przysięgłam sobie, że nigdy już nie zakocham się w żadnym mężczyźnie.



Tak wiem, rozdział krótki, ale proszę o komentarze i opinie. Dziękuje wszystkim, którzy czytają tego bloga bez względu na wszystko.


4 komentarze:

  1. RON- TO- PASKUDNY- PROSIAK!!!!!!!!
    NIENAWIDZĘ GO, TAK BARDZO! ;_;
    Draco i Hermi- przesłodcy! :)
    Czekam na więcej!
    I przepraszam, że mnie tyle nie było, ale cóż... Matura wzywa. W tym roku szkolnym semestr kończy mi się przed świętami BN, jakoś 17 grudnia, więc nie śpię, nie jem, tylko się uczę... :)
    Nowa notka, zapraszam!
    BUZIAKI WIELKIE <3
    Ina

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję Ci kochana, ja sama mam masę nauki a to przecież żadna matura w moim wypadku! Nie mogę się gniewać, matura to nie przelewki ;) buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne :) Jak wiesz sama mi poleciłaś bloga, a ja uważam, że jest naprawdę super. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabieram się za czytanie ^^
    Zapraszam na nn na panstwoweasley.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń