czwartek, 28 listopada 2013

ROZDZIAŁ XIV
''I JEŚLI CZAS JEST PO NASZEJ STRONIE, NIE BĘDZIE WIĘCEJ ŁEZ DO WYLANIA''


Tydzień powoli dobiegał końca. Zmrok zapadał właśnie za oknem, a ja wpatrzona w pergamin próbowałam doszukać się błędów w wypracowaniu Ginewry.
- O wilku mowa - mruknęłam tylko, gdy Ruda cichutko wślizgnęła się do dormitorium i teatralnie opadła na idealnie posłane przeze mnie łóżko.
- Miona, kochanie...
- O nie Ginn! Mówisz zupełnie jak Tom w wakacje! Zmalowałaś coś? - zapytałam kierując wrogie spojrzenie w stronę z której dochodził ten słodki głosik. Mój wzrok przyciągnął niezwykle dziwaczny jak na okazję nauki strój przyjaciółki.
- Hermiona, daj spokój! Cały tydzień nic tylko siedzisz w pieprzonych książkach, piszesz gówno warte wypracowania i zaprzątasz sobie głowę durnymi eliksirami! 
- I co z tego? - zapytałam całkowicie zbita z tropu - co złego w tym, że chcę po nadrabiać zaległości?
- Jak to co?! - wyraźnie oburzona dziewczyna aż wstała z miejsca - na nic innego nie masz czasu, Hermiona! Nawet chwili wytchnienia, pięciu minut dla swoich przyjaciół!
- Przyjaciół? A kto oprócz Ciebie mi został? - zironizowałam rozdrażniona. Przyszła tu tylko po to, żeby mnie wkurzyć? Mogłaby sobie darować!
- Nie masz przyjaciół?! NIE MASZ PRZYJACIÓŁ?! - wydarła się a ja zaskoczona taką reakcją cofnęłam się tylko pod ścianę - A BLAISE? CZY ON NIE NALEŻY DO GRONA NAJBLIŻSZYCH?! A LUNA, Z KTÓRĄ NIE ROZMAWIASZ OD PONAD ROKU?! A NEVILLE?! I MOŻE ZAUWAŻYŁABYŚ W KOŃCU, ŻE MALFOY TEŻ JAKOŚ SIĘ STARA! - byłam blada jak ściana. - Nie Hermiono, to nie jest tak, że nie masz przyjaciół. Ty nie starasz się ich mieć. - zakończyła sykiem i wymierzyła solidnego kopniaka w ścianę tylko po to, by po chwili złapać się za nogę i piszczeć z bólu.

Zaszokowana analizowałam jej słowa. Miała rację. Nie pamiętałam już czasów, gdy zrobiłyśmy coś wspólnie - ja, Ginny i Luna. Wypady na zakupy, wizyty w Miodowym Królestwie czy zwykłe pogaduchy przed snem. To wszystko uległo zmianie w czasie wojny i teraz nie starałam się tego naprawić. Tak było zdecydowanie łatwiej. A Blaise? Oczywiście był dobrym kumplem, ale nie mógł zastąpić Harrego. Zadręczała mnie myśl, że tak naprawdę nie dopuszczam do siebie chłopaka i nie chcę się przed nim otworzyć. Tak, to było nie fair. Zabini robił naprawdę wiele bym czuła się przy nim swobodnie, a ja nie chciałam się nijak odwdzięczyć. I w końcu Malfoy - Ruda twierdziła, że Blondyn się stara. Ja tego nie spostrzegałam - aż do tej pory. Zaczerwieniłam się cała z bezsilnego wstydu. Nabrałam powietrza głęboko w płuca, odetchnęłam i powiedziałam powoli 
- Wiele się zmieniło, Ginn. Wiem, że ostatnio jestem jak struta, ale zrozum, ja nadal przeżywam to wszystko. Co noc śnią mi się koszmary - wzdrygnęłam się na myśl o kliszy wydarzeń, która co rusz migała mi przed oczami - nie mogę już znieść widoku poległych. Tam byli nasi przyjaciele, Ginny! Oni oddali za nas życie, a my... my tak po prostu idziemy dalej. - zamrugałam szybko, za wszelką cenę chcąc pozbyć się słonych łez. Ruda podeszła do mnie i spojrzała mi głęboko w oczy. Myślałam, że chce coś powiedzieć, ale ta przytuliła mnie mocno do siebie, szepcząc do ucha kojące słowa. Nie mogłam wytrzymać tej presji. Rozkleiłam się zupełnie jak małe dziecko, wtulając w dziewczynę niczym w matkę. Potrzebowałam tego upustu uczuć w tym momencie - poczułam jak wielki i ciężki kamień powoli opada, stalowa kurtyna odgradzająca mnie od świata powoli osuwa się ze swojej kotary. Chciałam żyć - żyć od nowa.
- Poczekaj tutaj, kochanie - zdezorientowana podniosłam głowę, gdy przyjaciółka trzasnęła drzwiami. Zostawiła mnie samą? A może poszła po Bleisa? - te myśli nie dawały mi spokoju. Na wszelki wypadek otarłam łzy z oczu i wygodniej usiadłam na łóżku.
- Merlinie Ginn, czy to jest..
- Wódka? Ależ skądże - parsknęłam łzawym śmiechem słysząc jak odpowiada na moje głupie pytanie. Cała Weasley'ówna! Pociągnęłam zdrowego łyka nie fatygując się nawet, by rozlać alkohol do szklanek.
- O Matko, Hermi od kiedy aż tyle pijesz? - roześmiałam się perliście słysząc głos przepełniony zdziwieniem. W głowie zaczęło mi szumieć tak, że gdy godzinę później starałam się wstać, natychmiast z powrotem opadłam na posłanie. Spojrzałam nieprzytomnie w stronę tej pięknej, małej kobietki która chrapała przesłodko z każdym oddechem wydzielając mniej słodki, ostry zapach trunku. Zadowolona z faktu, że chociaż raz było jak kiedyś, ucałowałam ją w czoło i ponowiłam próbę wstania o własnych nogach. Gdy już udało mi się osiągnąć zamierzany efekt spłukałam twarz zimną wodą i wpadłam na genialny pomysł
- Odwiedzę Malfoya! No tak odwiedzę, ale czy mam jakiś pretekst? Bo przecież kogo przyjmuje Draco o tak późnej porze? - już chciałam zrezygnować z tejże szalonej maskarady, gdy przypomniałam sobie o notatkach, które już dawno powinnam zwrócić właścicielowi. Z cichym chichotem porwałam je i uprzednio naciągając na siebie wyjściowe ubrania zamknęłam drzwi dormitorium. W pokoju wspólnym Prefektów panowała cisza. A jeśli już śpi? - przyszło mi na myśl. Tleniony śpi o tej porze? Nie, to niewiarygodne! Nękała mnie co prawda głucha, nieprzerywana niczym cisza, ale mimo to postanowiłam spróbować. Raz się żyje!

Zapukałam. Niestety nie odpowiedział mi żaden, chociażby najcichszy dźwięk zza drzwi. Powoli uchyliłam więc drzwi w celu pozostawieniu mu notatek na biurku i - wtedy to zobaczyłam.

Malfoy odwrócił się w moją stronę i na jego twarzy ujrzałam szok.
- Ups, nie chciałam przeszkadzać. - chwiejnym krokiem wybiegłam z pokoju kierując się w stronę korytarza prowadzącego na błonia. Usłyszałam za sobą kroki i Malfoya wrzeszczącego ile sił w płucach, ale nie zważałam na jego żałosne wezwania. Dopadł mnie przy jeziorze i szarpiąc za rękaw odwrócił w swoją stronę
- Jasna cholera Granger! Zdzieram sobie gardło, a Ty nie słyszysz głupiego ''stój''?! - był wyraźnie zdenerwowany, co szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi wcale. Chciałam się na nim zemścić. W tym momencie krew się we mnie zagotowała i z całą siłą odepchnęłam od siebie Ślizgona. Wpadł prosto na wielki dąb, pod którym tak bardzo kochałam czytać za dnia.
- O co ci kurwa chodzi?! - wściekły podniósł się z ziemi i otrzepał szybko ubranie. Zmierzyłam go wzrokiem, którego nie powstydziłby się chociażby Riddle.
- Jak możesz spać z tą wywłoką?! Ty skończony, arogancki kretynie! Jesteś zaręczony z Dafne, ale sypiasz z siostrzyczką?! W sumie mogłabym się domyśleć, co mógłby robić taki ohydny, przebrzydły, okropny...
- Chłopak o którego śmiertelnie zazdrosna jest stojąca przed nim Gryfonka? - wpadł mi w słowo, a ja dostałam ataku furii.
- JA ZAZDROSNA?! CHYBA ŚNISZ! NA MERLINA, JESTEŚ NIENORMALNY! - wrzeszczałam opętańczo, a zabójczo przystojny mężczyzna o stalowych oczach w które tak uwielbiałam spoglądać podchodził powoli z miną skruszonego bobasa. Zaraz... uwielbiałam spoglądać?! No nie, ja chyba oszalałam!

Draco złapał mnie za dłonie i przyciągnął do siebie. Serce biło mi coraz szybciej, a ja w afekcie szoku próbowałam się odsunąć. Nagle Tleniony spojrzał na mnie ze zrozumieniem i oznajmił
- Ty jesteś pijana.
- Nie no co ty nie powiesz, odkrywco - zakpiłam zataczając się do tyłu. Nagle potknęłam się o wystającą z ziemi niewielką gałąź i już zamykałam oczy czekając na zderzenie z zimną i mokrą ziemią, gdy złapał mnie w swoje silne ramiona. Spojrzałam mu w oczy i tysiące myśli eksplodowało w mej głowie. Jak gdyby wiedząc, co zaraz się stanie chłopak uniósł mnie nieznacznie i już po chwili całe moje ciało zostało otoczone przez niego. Ta bliskość spowodowała u mnie dreszcz podniecenia, którego nie potrafiłam opanować. W jednej chwili świat zawirował, a nasze usta złączyły się w pocałunku, który wyrażał więcej, niż potrafiłyby słowa. Złość, żal, strach i przyjemność łączyły się w jedno wybuchając dawkami emocji, których oboje zapragnęliśmy więcej. Po raz pierwszy w życiu pomyślałam, że mógłby mnie mieć i to skutecznie mnie orzeźwiło. Odskoczyłam od zaskoczonego Malfoya i wymierzyłam mu porządnego policzka.
- Za Dafne - warknęłam złowrogo, po czym skierowałam się w stronę zamku, zostawiając oniemiałego Blondyna za sobą.

Wstyd i bezradność zmywała gorąca woda, której ciągle mi było za mało. Słyszałam jak zalana Ginny dobijała mi się do drzwi, pytając czy wszystko w porządku. Zostawiłam ją jednak bez odpowiedzi. Starałam się kierować swe myśli na pozytywne tory. W końcu mogłaś przeżyć jakiekolwiek intymne chwile z Królem Slytherinu, którego jak wiadomo nie zadowoli pierwsza lepsza panienka.
- Nie! To żadne pocieszenie! - krzyczałam w poduszkę, a łzy kapały na nią obficie. Czułam się tak obrzydliwie! Wykorzystana, poniżona. Z tymi myślami zapadłam w głęboki sen.


Rano obudził mnie jakiś potworny hałas dobiegający z zewnątrz. Nakryłam głowę poduszką. Niestety nie wystarczyło, żeby uciszyć te straszne wrzaski.
- ASTORIA MI POWIEDZIAŁA! PIEPRZONY SKURWIELU! - to najwyraźniej Dafne krzyczała na swego wybranka. Westchnęłam - było mi szkoda tej biednej dziewczyny.

Podniosłam powoli głowę, a widok który ukazał się moim oczom był wprost zachwycający. I nie chodziło tu o idealnie wysprzątane dormitorium - ono już takie było.

Otóż przede mną leżała ogromna, srebrna taca, na której piętrzyły się moje ulubione potrawy - naleśniki z czekoladą i toffi, świeże muffinki i ciepłe kakao. Zapach był wprost nieziemski. Niestety brzuch odmawiał mi posłuszeństwa. Nadal odczuwałam skutki wczorajszej nocy. Znikąd pojawił się skrzat domowy
- Witam panienkę, nazywam się Mucha. Mucha przyniósł panience eliksir - ukłonił się głęboko wyciągając w moją stronę buteleczkę wypełnioną fioletowym wybawcą na moje samopoczucie.
- Mucho, kto wysłał Cię do mnie? - zapytałam ostrożnie nie zamierzając odebrać tego prezentu. Jak śmieli wykorzystywać te biedne stworzenia?!
- Panienka Ginny przysłała tu Muchę! - ucieszony skrzat podniósł głowę, a ja uświadomiłam sobie pochodzenie tego dziwacznego przecież imienia. Mucha miał ogromne i czarne oczy, które w istocie przypominały owe żyjątko. - to zaszczyt, panienko Granger! Słyszałem o panience same dobre rzeczy! Harry Potter sir opowiadał mi o panience!
- Oh, naprawdę? - ucieszyłam się odbierając powierzoną butelkę. - jakie to miłe, Mucho! Mów mi Hermiona.
- Panienko, ja..
- Hermiona - poprawiłam go machinalnie.
- Hermiono, panienka Weasley zostawiła list. - podał mi go, po czym teleportował się z głośnym trzaskiem.

Zamaszystym ruchem otwarłam kopertę i zaniemówiłam. Jak ona mogła pamiętać cokolwiek z tej nocy?! Skubana spryciula.

Kochana Hermiono!

Nie wiem, gdzie byłaś w nocy ale wróciłaś w niemrawym humorze. 
Nie mów, że tak nie było, bo przecież wiesz, że słyszałam Twój płacz.
Przede mną nic nie ukryjesz, dlatego wraz z Bleaisem zabieramy Cię dzisiaj w specjalne miejsce.
Zabierz ze sobą coś przewiewnego, bo te zakupy będą niezapomniane.
Mówię poważnie!


Twoja Ginny.

PS spotkajmy się o 12 przy Sali Wejściowej.


Coś ciepłego? Co ta mała kombinuje? 

Zrezygnowałam z przemyśleń i zabrałam się za to cudowne śniadanie, które z pewnością zafundowała mi Ruda. Czasami potrafiła być więcej niż kochana! 

Gdy talerze zaświeciły pustkami, dyskretnie zerknęłam na zegar w pokoju. Wskazywał 10:15. Ślamazarnie wyszłam z pod kołdry i skierowałam się w stronę szafy. W końcu wybrałam zestaw dla siebie, jednocześnie pakując do torby ubrania, które wskazała zabrać mi Weasley'ówna.

Szybki prysznic i delikatny makijaż wydawały się być dopełnieniem. Zadowolona z siebie wzięłam się jeszcze za książkę, którą dostałam niegdyś od mamy. Dotyczyła mugolskiej medycyny, która była mi przybliżona, by nie powiedzieć, że dobrze znana. Zaczytana nie zauważyłam nawet, kiedy zegar wybił 12. Przestraszona zerwałam się z miejsca i porywając torebkę wybiegłam z pokoju. 
- Hermiona Granger spóźniona. To trzeba gdzieś upamiętnić - zaśmiał się Zabini, gdy zdyszana dotarłam na miejsce.
- Gotowa? - powitała mnie Ginny a ja skinęłam jej w odpowiedzi głową. - Ślicznie wyglądasz - skwitowała jeszcze i równym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Hermiono, później dołączy do nas jeszcze paru znajomych - poinformował mnie Diabeł, a ja nagle zarumieniona odpowiedziałam tylko
- Nie ma sprawy. - poczułam, jak Ruda ciągnie mnie mocno za rękę i wydyszałam - co jest?
- Przekonasz się zaraz - gdy uniosłam brwi oczekując odpowiedzi natychmiast ta delikatnie zirytowana dodała - mamy pozwolenie Dumbledora. 
- Jak to pozwolenie? Na co?
- Łap ten świstoklik. - Blaise podał mi jakiś srebrny zegarek i poczułam ten nieprzyjemny ścisk wokół pępka. 

- No to jesteśmy - oznajmił zadowolony chłopak, a ja otworzyłam powoli oczy. Rozejrzałam się i zachłysnęłam z zachwytu powietrzem
- ZNAM TO MIEJSCE! - wykrzyczałam im w twarz, nagle skacząc z radości.


STRÓJ HERMIONY (oczywiście w momencie, gdy wybierała się na zakupy)

















                             







STRÓJ ZABRANY PRZEZ HERMIONĘ:










                           


Rozdział nie był sprawdzany.
Szukam bety!
Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 16 listopada 2013

ROZDZIAŁ XIII
''TROCHĘ ZMIAN''
Przemierzałem właśnie całą długość pokoju, bezskutecznie próbując znaleźć sposób na wydostanie się z Hogwartu bez wzbudzania zbędnych podejrzeń, gdy wparował zziajany Blaise. Trzaskając drzwiami opadł na szmaragdowozielony fotel ustawiony nieopodal kominka, który teraz ugiął się nieznacznie pod ciężarem chłopaka.
- Stary! Miona jutro wraca na lekcje! - uradowany wykrzyknął po raz wtóry zaciągając sporą ilość powietrza do ust.
- Zapomniałeś już, skąd ta szlama pochodzi Diable? - zapytałem zniesmaczony, mierząc przyjaciela wzrokiem pełnym pogardy. Ten przewrócił oczami i żachnął się
- Słuchaj, wojna już się skończyła. Tak wiem, masz nas poprowadzić do dalszej bitwy i temu podobne bzdury, ale odpuść trochę dziewczynie.
Na słowa kumpla parsknąłem śmiechem.
- O tak, bo ja mam jakiś wybór! - odwróciłem się i zapatrzyłem w płomienie ognia, które beztrosko skakały po starym kominku.
- Co jest Smoku? - zapytał nagle zaniepokojony Zabini.
Zanim zebrałem się w sobie, podszedłem do barku i wyciągnąłem ognistą. Pociągnąłem spory łyk prosto z butelki i przemówiłem grobowym głosem
- Musimy upozorować śmierć Toma.
Reakcja była natychmiastowa. Blaise zakrztusił się dymem, a papieros wypadł mu z ręki. Dusząc się wymamrotał
- Nie możesz mi tego zrobić, Draco.
Zaperzyłem się. Co za kretyn, nie rozumie nawet powagi sytuacji! Jest śmierciożercą, ale zachowuje się jak naiwne dziecko! Do tej pory nie nauczył się rozumu. Ale przecież to ja tu rządzę.
- Nie mam wyjścia. - odpowiedziałem siląc się na spokój, ale dobrze wiedziałem co zaraz nastąpi.
- Au! Oczekiwałem wybuchu złości, Twoich wrzasków i wyzwisk, ale nie tego, że uderzysz mnie w twarz! - warknąłem, przecierając skroń i czując tępy ból prawego policzka.
- Otrząśnij się! Jesteś moim przyjacielem Malfoy! Potter węszy i trafi na trop! Stracę Rudą i wolność! - syczał Blaise tonem nieznoszącym sprzeciwu. Normalnie starałbym się wytłumaczyć mu zaistniałe okoliczności, ale poczułem jak coś we mnie pęka. Wydarłem się
- Jak śmiesz wydawać mi rozkazy?! Mi, który ma poprowadzić was do zwycięstwa! Szlama była potrzebna, a ten gówniarz wychowany w smrodzie mugolaków wczoraj nam uciekł! Wysłałem pościg, ale ten kretyn zgłosił to wszystko mugolskiej policji! Musimy działać, wywołać pożar, zatrucie gazem, cokolwiek zanim o wszystkim dowie się Ministerstwo! Bo wtedy nie będzie ratunku i pociągnę cię za sobą na samo dno! Kurwa człowieku! Wiewióra jest tu nie ważna! Zdrajczyni krwi była przydatna, przekabaciłeś tą Granger! A teraz przejrzyj na oczy, gra się skończyła! - zakończyłem ten wybuch złości głośnym brzękiem tłuczonego szkła.
- Po co rozbiłeś ognistą? - oburzył się Ślizgon jakby w ogóle nie przykładając wagi do tego co powiedziałem.
- Ja mówię ci tutaj o zaistniałej sytuacji, a ty pytasz o głupi alkohol? - fala złości zalewała mnie od środka. Musiałem się uspokoić, ale nie wiedziałem zupełnie jak.
- Wyluzuj Smoku. Złapią gówniarza. Nawiasem mówiąc myślę, że powinniście sprowadzić do niego Olivandera.
- I Ty jesteś tak durny, żeby uwierzyć że przyjdzie tam z własnej woli? - nie dowierzałem głupocie mulata. Ten spojrzał na mnie wzrokiem godnym politowania i zasugerował
- Z własnej woli to może nie przyjdzie.
- Mamy go uprowadzić? - oczy chłopaka zabłysły złowrogo, a ja zadowolony z pomysłu zacząłem rozważać wszystkie za i przeciw.
- Da się zrobić - mruknąłem w końcu zaglądając do barku po raz drugi dzisiejszego dnia. Po chwili wyjąłem ostatnią butelkę ognistej, jaka została w moim zapasie i nalałem nam obu do szklanek.
- Za sukces! - jednym haustem połknęliśmy zawartość naczynia. Diabeł przetarł oczy i zaczął jakoś tak od niechcenia
- Wyglądasz ostatnio jakoś mizernie. Czyżby nie było chętnych do zaspokajania naszego Blondynka? - po czym z kpiącym uśmieszkiem na twarzy napełnił swą szklankę po raz wtóry.
- Astoria przychodzi dzisiaj wieczorem - oznajmiłem jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się przy tym szelmowsko.
- Błagam, zdradzasz Dafne z Astorią? Stoczyłeś się Draco, tak nisko mierzysz. - ten człowiek kpił sobie ze mnie w żywe oczy. Jego wścibski uśmiech i świdrujące spojrzenie uzmysłowiły mi, że Astoria to rzeczywiście był kiepski wybór.
- Nie Twój interes - odparowałem mu jednak, bo w końcu nikt nie może bezkarnie rzucać we mnie takich oskarżeń, szczególnie jeżeli tyczy się to kobiet.
- No tak, tak - Blaise powoli działał mi już na nerwy - w końcu najlepiej trzymać się stale tych samych.
- Słucham?! - oburzyłem się - nie obrażaj mnie z łaski swojej. Mogę mieć każdą! - dumnie wypiąłem pierś i wyzywająco spojrzałem na przyjaciela. Ten dusząc się w duchu ze śmiechu, że tak naiwnie połknąłem haczyk (o czym oczywiście w tamtym momencie nie miałem zielonego pojęcia) podjął dalszą rozmowę
- Każdą? Jakoś nie słyszałem, żebyś poderwał jakąś Gryfonkę.
- Nie ruszam brudu - oznajmiłem odrobinę niezgodnie z prawdą.
- A może po prostu nie dajesz rady? - Zabini dalej ironizował w najlepsze, a ja denerwowałem się coraz bardziej. Zarzucił mi słabość. Nie mogłem znieść myśli o upokorzeniu, jeżeli teraz odmówiłbym sobie pytania, które padło kilkanaście sekund później
- Która twoim zdaniem byłaby odpowiednia.
- Granger - bez chwili zastanowienia odpowiedział mi Ślizgon, przywołując na twarz firmowy, złośliwy uśmieszek. Spojrzałem na niego z przerażeniem w oczach
- Granger? Żartujesz, prawda? Każdy, tylko nie ona! - jęknąłem w duchu wiedząc już, że to wcale nie kawał i będę musiał podjąć się tego zadania.
- Wiedziałem, że stchórzysz - Blaise wstał z wygodnego fotela i skierował się w stronę dębowych drzwi. Rzuciłem mu szybkie spojrzenie i patrząc gdzieś w przestrzeń w końcu odpowiedziałem twierdząco
- Dam radę.
W tym momencie przyjaciel obrócił się w moją stronę i uradowany przybrał słodziutką minkę, po czym świetnie udając Pansy rzekł
- No to powodzenia, Smoczusiu. - po czym zostawiając mnie samego z myślami wyszedł, kręcąc zabawnie tyłkiem na wszystkie strony.

Podszedłem do wielkiego łoża i zdenerwowany kopnąłem w materac. Granger! Jak mógł mi to zrobić! Ta szlama mnie nienawidzi, ze wzajemnością! Poza tym ja torturuję jej kuzyna! Jeżeli się o tym dowie, już jestem trupem. A z drugiej strony może być powiązana z Lordem Voldemortem. Nie, to niemożliwe - odrzuciłem od siebie tę myśl jak najdalej. Muszę się teraz skupić i zrelaksować. Niech ta Astoria przylezie szybciej! Klnąc w myślach zabrałem się za przygotowania do jej wizyty.

Ginny:
Od dłuższego czasu czekałam na Diabła. Tyłek zaczął mnie już porządnie boleć, gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
- Blaise! - wykrzyknęłam dusząc się ze śmiechu, gdy chłopak zaczął mnie nagle łaskotać. - Blaise, Blaise napastujesz mnie! - krzyczałam i krzyczałam, a zabawie nie było końca. Gdy opadałam już z sił poczułam jego usta na swoim policzku i mimowolnie zadrżałam z przyjemności. Odkładając to na bok, zapytałam o rzecz najważniejszą
- Rozmawiałeś ze Smokiem?
- Tak - chłopak wyszczerzył zęby - i wiesz co? Zgodził się! Jak łatwo było go podejść!
Cała w uśmiechach spojrzałam w kierunku Zabiniego. Trudno uwierzyć, jak bardzo się zmienił. Odszedł od śmierciożerców, a teraz pomagał mi w pogodzeniu dwójki odwiecznych wrogów. Ja miałam przy tym nadzieję na to, że Hermiona kiedykolwiek zaufa jeszcze mężczyźnie, Ślizgon natomiast niczego bardziej nie pragnął niż tego, żeby jego przyjaciel odrzucił swą ciemną stronę i pokochał Gryfonkę.
- Oni mogą pomóc sobie nawzajem - wyszeptałam wtulając się w mężczyznę, którego skrycie kochałam.

Blaise:
Tuliłem do siebie Ginewrę, a w mojej głowie szalało tornado. Z jednej strony tak bardzo chciałem uratować Dracona przed losem podobnym jego ojcu, a z drugiej pragnąłem chronić wszystko to, co moje. Od lat pielęgnowałem w sobie nienawiść do mugoli tylko po to, by teraz ją zniszczyć. I jeszcze ta Ruda Wiewiórka, która tak bardzo zawróciła mi w głowie. Odkąd pamiętam, przez moją sypialnie przewijała się cała masa łatwych puszczalskich, a teraz to chyba jakiś celibat. No ale nie jestem księdzem! Muszę to zmienić zanim poczuję cokolwiek do tej dziewczyny. Ona nie mogła być moja. Nie byłaby w stanie pokochać człowieka mojego pokroju. No i musiałbym odejść od Smoka. Być może nie uszedł bym z życiem. Moje rozmyślania przerwała osoba, która ostatnio zajmowała mi każdą chwilę wolności
- umówiłam się z Mioną. Wiesz, chcę pomóc jej w za klimatyzowaniu się u siebie. No i oczywiście urządzić jakieś babskie pogaduchy - uśmiechnęła się do mnie rozbrajająco i po chwili poczułem jej ciepłe usta na swoim policzku. Ciepło rozlało się w okolicach brzucha. Patrzyłem jak odchodzi zarzucając swoimi ognistymi włosami i marzyłem o tym, by kiedyś mogła być ze mną.

Hermiona:
Po południu zostałam zwolniona ze Skrzydła Szpitalnego. Zadowolona zebrałam się szybko i zagarniając notatki pozostawione mi przez Draco ruszyłam w stronę swojego pokoju. Po drodze mijałam nieznane mi twarze pierwszaków, którzy ze strachem patrzyli na białą koszulę w jakiej przyszło mi paradować. Przyspieszyłam i już po chwili rozkoszowałam się ciepłą kąpielą w ogromnym basenie.
- Mmmm, jak cudownie być znowu u siebie - wymruczałam nurkując już po raz setny.

Pachnąca fiołkami owinęłam się ciasno białym ręcznikiem i stanęłam przed szafą. Z włosów kapały kropelki wody opadając na moje jasne ramiona, a ciało na które patrzyłam było bardziej kobiece niż w tamtym roku.
- Chyba muszę wybrać się na zakupy - westchnęłam, decydując się na białą bokserkę i krótkie spodenki w kolorze lawendy. Włosy pozostawiłam rozpuszczone i podsuszyłam je tylko różdżką. Uznałam, że dam sobie radę bez makijażu.

Była już siedemnasta, gdy skończyłam przepisywać długie, obszerne notatki. Spojrzałam na zegarek i zmarszczyłam czoło, wiedząc, że Ginny przyjdzie przed czasem. Postanowiłam więc odłożyć wypracowanie dla Sprout na jutro i zagarnęłam pergaminy do szuflady pięknie wyrzeźbionego biurka stojącego w rogu pokoju. Mahoniowe meble doskonale kontrastowały z czarno-złotymi ścianami i zasłonami łóżka. Godna podziwu dla gustu nauczycieli zabrałam się za nieznaczne poprawki wyglądu. Po chwili na poduszkach spoczywał już mój ukochany miś, a przy baldachimie wisiał zielony, puchaty szlafrok. Usłyszałam pukanie do drzwi i zadowolona otworzyłam je przyjaciółce. Ta rozglądając się po moim pokoju wydusiła z siebie
- ile bym dała, za takie dormitorium. - po czym odwróciła wzrok w moją stronę i rzuciła mi się na szyję - Hermiś, jak ciesze się że wróciłaś! Jak się czujesz? Wszystko już dobrze? - przyglądała mi się z zatroskaną miną, a ja roześmiałam się perliście mówiąc
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Ginny, wyglądasz zupełnie jak Molly. - tu Ruda skrzywiła się nieznacznie i zapytała udając oburzoną
- A więc to tak? Wyglądam już staro? - co wywołało kolejną salwę śmiechu, odbijającą się echem od ścian.

Rozmawiałyśmy tak godzinami zajmując się błachostkami, takimi jak nowa fryzura Parvati, czy śmieszne kolczyki Luny.
- A tak w ogóle, to musimy iść na zakupy - stwierdziła Ginny podnosząc głowę z poduszki. Widziałam, że była już senna i sama nie trzymałam się lepiej
- Tak, przydałoby się wyjść do Hogsmeade - przytaknęłam jej przymykając oczy. Czułam, że za moment zmorzy mnie sen.
- W sobotę - odpowiedziała mi jeszcze Ruda po czym obie odpłynęłyśmy w krainę Morfeusza.



- Na rany Merlina, za chwilę ósma! - krzyczałam spanikowana rzucając ciuchami po całym pokoju. W końcu udało mi się wygrzebać elegancką, zieloną sukienkę, która niegdyś tak doskonale podkreślała moją opaleniznę i koturny, które dostałam w prezencie od ciotki (od autorki: na dole wstawię zdjęcia, jak sobie to wyobrażam - tak mniej, więcej).  Delikatny makijaż idealnie dopełniał całość. - Ginny wstawaj! - rzuciłam w przyjaciółkę wieszakiem.
- Dobra nie bij, już wstaję - broniła się Ruda, leniwie podnosząc się z łóżka. Zaspana spojrzała na zegarek i wyskoczyła jak oparzona, krzycząc z wyrzutem w głosie
- Mogłaś obudzić mnie wcześniej! O matko, powiedz że coś mi pożyczysz!
- Wszystko jest tutaj do Twojej dyspozycji - wspaniałomyślnie wskazałam na szafę. W nagrodę Ginewra obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i zniknęła w drzwiach ubikacji (tu znowu, strój na dole, jeżeli ktoś chciałby zobaczyć)

Godzinę później wchodziłam już do klasy Flitwicka.
- Panna Granger! Witamy, witamy! - rozejrzałam się uważnie po klasie i dopiero teraz zauważyłam Ślizgonów, którzy nie mieli przyjaznych min. - Popatrzmy, popatrzmy. Ah, tak. W tym roku usiądzie Pani z Panem Malfoyem.
- Słucham?! - wyrwało mi się. - przepraszam. Tak, oczywiście - skierowałam się w stronę ławki nadal nie mogąc uwierzyć w swoje nieszczęście. Że też musiała to być ta Fretka.
- Nie przywitasz się Granger? - wyszeptał zgryźliwie, gdy profesor wrócił do prowadzenia zajęć. - nawet pasuje Ci ta sukienka. Podkreśla pewne... atuty - zaśmiał się widząc, jak czerwienieje na twarzy.
- Oh, zamknij się Malfoy - warknęłam, przeklinając dzień, w którym trafiłam do Skrzydła Szpitalnego. Rozejrzałam się i nagle dostrzegłam Rudą czuprynę. Ginny siedziała z Blaisem. Ale chwila. Ginny?
- Jak to się stało, że Ginny tu jest? - zapytałam zdezorientowana, a Ślizgon spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Nie powiedziała Ci, że dostała zgodę na przeniesienie? - był wyraźnie zdumiony.
- Nie - mruknęłam - później z nią porozmawiam - zabrałam się za rzetelne robienie notatek. Niestety przez cały dzień Ślizgon utrudniał mi to skutecznie, gdyż dziwnym trafem na każdej lekcji tylko i wyłącznie koło niego było wolne miejsce.
- No to żeś mnie załatwił, Malfoy - westchnęłam.

Pod koniec lekcji poczułam prawdziwą ulgę. Naprawdę nie miałam pojęcia jakim cudem wytrzymam rok z tym chłopakiem.
- To pa, Granger - krzyknął z szelmowskim uśmiechem, a parę uczennic odwróciło głowy, wpatrując się we mnie z nieukrywaną nienawiścią. No, tylko tego potrzebowałam! Przygłupich fanek Malfoya, myślących że coś mnie z nim łączy!


Strój Hermiony:

  













Strój Ginny:

            
                
                         

                                






To chyba wszystko. Przepraszam za niepodkreślane dialogi, ale mam sporo do roboty.Pozdrawiam wszystkich! ;*

niedziela, 10 listopada 2013

ROZDZIAŁ XII
''KTOŚ MUSI ODEJŚĆ''

Ślizgon spał już dobre dwanaście godzin i zaczęłam się niepokoić. Co prawda opatrzyłam niewielkie rany, ale mimo tego, że nie były ewidentnym zagrożeniem dla życia, wymagały specjalistycznych środków.
- Kretyn, imbecyl. Ty nieodpowiedzialna fretko, co ty żeś sobie wyobrażał przyłażąc tu w nocy i bezczelnie wymagając ode mnie pomocy. Oh, jak ja Cię nienawidzę Malfoy! - warczałam sama do siebie, zdenerwowana chodząc w tą i z powrotem po dormitorium.
- Nie udawaj, że nie podobało Ci się oglądanie mnie bez koszuli - moich uszu dobiegł słaby głos Tlenionego. Podskoczyłam jak oparzona i podbiegłam do łóżka. No nie - szlag mnie trafi! Nie mogę się zaczerwienić, nie teraz! Opanowałam się szybko i spojrzałam na domniemanego pacjenta. Gdy ten podnosił się już przecierając wierzchem dłoni oczy, brutalnie popchnęłam go ponownie w miękkie poduszki
- Granger, czy ty naprawdę nie widzisz, że dzisiaj nie mam na to ochoty? - zakpił sobie ze mnie znienawidzony chłopak, a na jego twarz wpłynął dobrze mi znany szelmowski uśmiech. Z niedowierzaniem pokręciłam głową i powiedziałam
- Ty się nigdy nie zmienisz.
- I tutaj masz rację.
Nastąpiła wymowna cisza, po której dobra atmosfera prysła jak bańki mydlane. Oczywiście to Malfoy musiał wyrazić swoje żałosne poglądy
- Mogłabyś poinformować mnie, jak długo muszę leżeć w TYM łóżku? No wiesz, nie chcę ubrudzić się szlamem.
Zamurowało mnie i w tym momencie mi, Hermionie Granger zabrakło słów, by się odciąć.
- Głucha jesteś? - ponaglił mnie ten niewdzięczny dupek. Zebrałam się w sobie i z całym spokojem odpowiedziałam
- Jakieś cztery godziny, później możesz przenieść się już do siebie.
- Tak długo? Merlinie, będę musiał wylać masę eliksirów odkażających do wanny! - zaperzył się, oskarżycielsko kierując palec w moją stronę.
- Posłuchaj mnie Fretko. To nie ja przylazłam w nocy do twojego dormitorium zalana w trupa, a do tego ciężko poraniona. Nie moja wina, że nie byłeś w stanie ruszyć stąd swojego arystokratycznego tyłka, ale jeżeli tak bardzo boisz się szlamu idź stąd po prostu i nie zawracaj mi więcej głowy swoją nędzną osobowością! - wykrzyczałam upokorzona i cała czerwona ze złości.
Urażony mężczyzna pociągnął mnie za nadgarstek tak, że byłam zmuszona się nad nim nachylić. Gdy jego zimne i nieobecne oczy odnalazły moje orzechowe tęczówki wyszeptał
- Zastanów się co mówisz, szlamo. To może źle się dla Ciebie skończyć.
Mimowolnie zadrżałam i ze zdziwieniem odkryłam, że bynajmniej nie ze strachu. Tak zareagowało moje ciało na jego głos. Po raz kolejny odrzuciłam od siebie myśl o tym, że Malfoy mógłby być sympatycznym człowiekiem, tolerującym mugolaków. Spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy i mogłabym przysiąc, że dostrzegłam ból w jego spojrzeniu. Nie mogłam jednak potwierdzić swoich przekonań, gdyż w tym właśnie momencie do pokoju wpadł nie kto inny jak Ginny Weasley Szybko oceniła sytuację.
- Ou, widzę że jesteście bardzo zajęci. To ja może pójdę do siebie - wysyczała czerwieniejąc na twarzy i odwróciła się na pięcie
- Nie, Ginny poczekaj! To nie tak jak myślisz! - krzyknęłam ale było już za późno. Ruda trzasnęła drzwiami z całej siły, wypadając z mojego dormitorium jak burza. Zwróciłam się do Malfoya, a mój głos przepełniała furia
- Widzisz, co żeś narobił ty, ty kretynie?!
- Odwal się Granger, to nie moja wina, że Wiewióra jest taką idiotką. Co ona sobie myślała? Że ruszę Cię palcem! Z kijem bym nie podchodził!
- Nie mów tak o niej! Przyjaźnię się z Ginn! - zagrzmiałam, ciskając w niego błyskawicami.
- Czyżby? No cóż, więc pokazała klasę! Wiesz co, chyba będę się zbierał. Myślę, że trafię do siebie. - spokojnie, jak na Ślizgona przystało, Malfoy odrzucił kołdrę i włożył świeżo wypraną przeze mnie koszulkę. Obserwowałam jego pełen zadowolenia uśmiech i przyrzekałam, że kiedyś uduszę tego palanta.
- Rusz się, Malfoy - warknęłam otwierając na oścież drzwi dormitorium.
- Nie udawaj, że nie podobał Ci się mój dotyk, Granger. - szepnął mi na odchodne delikatnie pieszcząc palcami mój gładki policzek. Odtrąciłam jego rękę i zawołałam oburzonym głosem
- No chyba śnisz, Malfoy!
- Malfoy, Malfoy... Mogłabyś czasem wysilić swój mózg i nazwać mnie jakoś inaczej - zadrwił ściągając brwi i czekając na moją reakcję.
- Masz rację - żegnam, skończony kretynie. - Mówiąc te słowa szybkim ruchem zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Słyszałam jak mruczał do siebie
- Jeszcze mi za to zapłacisz, szlamo.

Nie przejmując się wcale jego groźbami usiadłam przy biurku i wyciągnęłam pergamin. Nakreśliłam parę zdań i przeczytałam je szybko dla pewności, że są dość dobre


'' Ginny!
Nie wiem co pomyślałaś, gdy zobaczyłaś mnie w tak niezręcznej sytuacji, ale to nie to co myślisz! Wiesz przecież, że ja i Malfoy to jakaś abstrakcja! Myślę, że musimy wytłumaczyć to sobie dokładniej i to jak najszybciej! Proszę bądź u mnie przed 19.
Hermiona.''

- Pospiesz się kochana, zanieś to Ginny Weasley - szepnęłam do jednej ze szkolnych płomykówek, która była do mojej dyspozycji dzięki prywatnemu dormitorium. Dla odprężenia postanowiłam wziąć długą kąpiel. W końcu jutro miały się zacząć zajęcia, a ja nie pojawiłam się nawet na śniadaniu! Spojrzałam ukradkiem na zegarek. Jeżeli teraz pójdę popływać, spokojnie zdążę na obiad. Niewiele myśląc przebrałam się w białe bikini, które było prezentem urodzinowym od mamy i weszłam do łazienki prefektów. 
- Wow! - wyrwało mi się. No cóż, łaźnia była przepiękna. Staromodny basem był ogromny niczym jezioro i bardzo głęboki, a cudowne witraże w oknach dodawały uroku pomieszczeniu, podkreślając jego atuty. Do wyboru miałam masę zapachów, bąbelków oraz kolorów. Ostatecznie zdecydowałam się na płyn jaśminowy. Z lubością wciągałam w płuca ten zapach, rozkoszując się parą unoszącą się już w całej łazience. Zapełniłam monstrualną wannę po brzegi i ostrożnie zanurzyłam w niej rękę - oczywiście w celu sprawdzenia, czy woda nie jest oby za gorąca. Poczułam, jak ktoś wciąga mnie pod wodę. Krzyknęłam przerażająco i w ostatniej chwili nabrałam powietrza. Gdy wynurzyłam się na zewnątrz przetarłam oczy i doprowadzona do granic wytrzymałości wrzasnęłam
- ZABIJĘ CIĘ!
- Tak sądzisz? - zaśmiał się głos i po chwili poczułam jak Draco wypływa na powierzchnię.
- Ty durniu! Mogłam utonąć! - wrzeszczałam bez opamiętania okładając go pięściami po klatce piersiowej. Była nieźle wyrzeźbiona. Na tą myśl spłonęłam rumieńcem i odwróciłam głowę.
- Ale żyjesz, prawda? I z tego co widzę widok Ci się podoba - wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w irytującym uśmiechu.
- Oh, zamknij się Malfoy - warknęłam i z braku lepszych perspektyw odpłynęłam na drugi koniec basenu. Nie dane było mi jednak wziąć kąpiel w spokoju. Już po chwili Blondyn znalazł się blisko mnie. 
- A może zaprzeczysz? - wyszeptał tuż przy moich ustach. Gęsia skórka okryła całe me ciało. Chłopak znajdował się zdecydowanie za blisko.
- Daj spokój, Malfoy - odpowiedziałam mu szeptem, przerażona spoglądając w te znienawidzone, szare tęczówki.
Draco musnął moje wargi swoimi, a mnie na wylot przeszła fala ciepła.
- No dalej, wiem że tego chcesz, Granger - mruczał mi do ucha, obejmując mnie w talii. W tym momencie odepchnęłam go od siebie i odpłynęłam na bezpieczną odległość po czym warknęłam
- Co, już nie boisz się, że się ubrudzisz?
W tym momencie chłopak spoważniał. Ponownie dostrzegłam w jego oczach ten dziwny błysk. Zacisnął usta i odwrócił wzrok. 
- Tak jak myślałam - stwierdziłam wzruszając ramionami i powoli skierowałam się w stronę drabinek.
- Nie to nie tak. Chodzi o to, że ty jesteś...
- Szlamą? - wpadłam mu w zdanie - tak wiem. Właśnie dlatego zapomnijmy o tym, co miało tu miejsce. - mówiąc to owinęłam się ciasno ręcznikiem i skierowałam w stronę drzwi.
Blondyn odprowadził mnie wzrokiem, a jego myśli urządziły mu w głowie niezły huragan, choć ja, Hermiona Granger nie mogłam mieć o tym większego pojęcia. Przekroczyłam próg swojego prywatnego pokoju i ciężko westchnęłam. Starałam się wyrzucić z głowy bezczelnego Ślizgona, który mącił mi w głowie. Szybko ułożyłam sobie włosy i delikatnie przeciągnęłam tuszem rzęsy, po czym postanowiłam przejść się do miejsca, które zawsze dawało mi ukojenie - do biblioteki. Po drodze wpadłam na Rona. Już chciałam zapytać, co u niego, ale ten mnie uprzedził
- Jak mogłaś - wysyczał na wstępie, a moje oczy rozszerzyły się ze strachu gdy popchnął mnie w stronę ściany - ty dziwko, jak mogłaś to zrobić z Malfoyem!
- C..Co? - wyjąkałam bezradnie patrząc na obłąkane spojrzenie Rudzielca. - Nn.. nie Ron. To wcale nie było tak - wymamrotałam przerażona. - Puść mnie, proszę.
Na te słowa chłopaka poniosło. Bez wahania uniósł dłoń i wymierzył mi siarczystego policzka. 
- Kłamliwa suko! Puściłaś się z nim! Jesteś zwykłą szmatą - kolejny policzek. Łzy gorzko spływały po moim podbródku.
- Nieprawda! To nieprawda Ron! - rozpaczliwie próbowałam się bronić.
- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale stoczyłaś się Hermiono. Nie jesteśmy już przyjaciółmi. Jesteś dla mnie skończona! - wykrzyczał mi prosto w twarz a ja zaszlochałam jeszcze głośniej - ale nie przejmuj się - dodał - skoro tak bardzo to lubisz, możemy się tutaj zabawić.
- Nie! - krzyknęłam przerażona, ale on zaśmiał się tylko szaleńczo i zaczął ponownie dobierać się do mnie. Przed oczami przewijały mi się wspomnienia z wakacji. Jak mógł pomyśleć, że po tym co mi zrobił kiedykolwiek będziemy jeszcze przyjaciółmi - Oszalałeś! Puszczaj mnie, puszczaj! - szarpałam się z całej siły. Nagle poczułam, jak uderza mnie pięścią w skroń. Okropny ból przeszył mi czaszkę. Bezsilnie osunęłam się po ścianie, poddając się jego obleśnym poczynaniom. Gdy myślałam już, że to koniec usłyszałam znany mi głos.
- Zostaw ją Wieprzlej - to Blaise Zabini odciągał ode mnie tego parszywca. Po chwili spostrzegłam Dracona i zanim zemdlałam ujrzałam jeszcze jak łamie nos Rudzielcowi.

Obudził mnie potworny hałas. Podniosłam głowę i szybko opadłam z powrotem na łóżku. Każdy mięsień odmawiał mi posłuszeństwa. Nagle wszystko ucichło i zorientowałam się, że wszyscy czekają na moje słowo
- Gdzie ja jestem? - zdezorientowana rozejrzałam się po chirurgicznie białym pomieszczeniu. - skrzydło szpitalne? - wymamrotałam.
- Miona! Tak, skrzydło szpitalne. Pamiętasz jak tu trafiłaś, kochanie? - Ginny jako pierwsza dobiegła do mojego łóżka.
- Nie do końca. Pamiętam, jak Ron... jak... 
- A więc to prawda? - zapytała Ginny podejrzliwie spoglądając w stronę chłopaków, którzy znaleźli się po drugiej stronie.
- Tak, to prawda - poczułam jak gorące łzy palą mnie pod powiekami. Przymknęłam więc oczy, nie chcąc okazywać słabości w takim momencie.
- Zabiję gnoja! Uduszę gołymi rękoma! - wrzasnęła Ruda wybiegając z sali. Nikt nie próbował jej nawet powstrzymać.
- Hermiono, jak się czujesz? - to Zabini posłał mi współczujące spojrzenie i w geście pocieszenia złapał mnie za rękę.
- Nie najlepiej Diable, ale przecież mogło być gorzej - skrzywiłam się imitując uśmiech. - Dziękuję Wam - wyszeptałam spoglądając na nich znacząco. Malfoy wyglądał jakby bił się z myślami. W końcu podszedł bliżej i zostawiając czerwoną rożę na mojej pościeli powiedział chłodno
- Wracaj szybko do zdrowia. - po czym wyszedł nie oglądając się za siebie. Ponuro spojrzałam w kierunku drzwi, którymi wyszedł.
- Daj mu trochę czasu - dotarł do mnie głos Mulata. - Draco uczy się życia od nowa. 
- Od nowa? - nie rozumiałam co miał na myśli. A może po prostu nie chciałam zrozumieć.

- KONIEC WIZYTY! - wrzasnęła Pani Pomfrey wyłaniając się zza parawanu. - masz, wypij to dziecko - podała mi kubek z jakąś bezbarwną cieczą, a gdy tylko upiłam troszeczkę poczułam, że zapadam w długi, głęboki sen.




Gdy w końcu się obudziłam za oknami panował półmrok. Rozejrzałam się leniwie i w nikłym blasku świec dostrzegłam kwiaty w wazonie. Białe orchidee! Ale to przecież nie mógł być przypadek. Tylko jedna osoba wiedziała, że kocham je do szaleństwa.
- Jeżeli zastanawiasz się, od kogo dostałaś te badyle, to podpowiem Ci, że Potter w końcu zaszczycił nas w szkole - oziębły głos wrogiego mi przez ostatnie lata Ślizgona, wdarł się do moich uszu, a ja sama szybko oprzytomniałam.
- Harry? Harry wrócił? - nie byłam pewna jak zareagować. W końcu kto jak kto, ale Malfoy równie dobrze mógł robić jej złudne nadzieje.
- Taaa, wrócił. - mruknął zamyślony Blondyn podchodząc bliżej. Przyjrzałam się mu uważniej. Był bardzo blady, cienie pod oczami podpowiadały mi, że ostatnio nie sypiał. Nagle wpadło mi do głowy ważne pytanie
- Malfoy.,.. jak długo spałam?
- Oh. - chłopak spuścił wzrok - pięć długich dni, Granger.
- Co? - aż mnie zatkało. - a więc dzisiaj jest...
- Piątek - dokończył za mnie.
- Po co właściwie przyszedłeś? - palnęłam głupio i dojrzałam jak jego oczy nagle zieją chłodem i nienawiścią. - przepraszam, to było strasznie głupie z mojej strony - próbowałam jakoś odkręcić to karygodne zachowanie.
- Nie ważne, nie zależy mi Granger. Przyszedłem po raport od Pani Pomfrey. No wiesz, teraz wykonuje obowiązki za dwoje - żachnął się. - no to... - urwał na moment a ja przymrużyłam oczy, gdy zauważyłam jak rozpaczliwie się w nie wpatruje - to do zobaczenia Granger.
- Ale... ale Malfoy! A kto mi przyniesie notatki z lekcji! - krzyknęłam za nim spanikowana.
- Masz przecież przyjaciół - odparł uśmiechając się ironicznie i zniknął. O nie, tak nie będzie! Próbowałam wstać. Przeszłam zaledwie dziesięć kroków, gdy poczułam jak wiruje mi w głowie. Rozejrzałam się desperacko po pomieszczeniu szukając ostatniej deski ratunku, zanim upadłam ponownie tracąc przytomność.
- Dziewczyno, przyprawisz mnie kiedyś o zawał serca! - przywitał mnie zdenerwowany głos Rudej.
- Która godzina? - zapytałam słabo, nie mając siły otworzyć oczu.
- 9.30 - odparła Ginny bez entuzjazmu. Coś ją wyraźnie dręczyło.
- wieczorem?
- Nie, Miona. Rano.
Osłupiałam. Natychmiast otworzyłam oczy. Zobaczyłam Panią Pomfrey pędzącą w moim kierunku.
- Panno Granger, eliksir wzmacniający. Okazało się, że uraz głowy jest o wiele poważniejszy, niż na początku myślałam. Poleży tu Pani jeszcze dwa dni. We wtorek może Pani wrócić na lekcje.
- We wtorek? - jęknęłam. - ale...
- Żadnego ale Panno Granger! Panno Weasley, koniec wizyty! Moja pacjentka musi wypocząć! Potrzeba jej teraz spokoju, nie Twoich wrzasków nad uchem! - chcąc, nie chcąc Ginny musiała opuścić salę. Kiedy pielęgniarka zniknęła w swoim pokoju uniosłam się nieznacznie na poduszkach. Od razu spostrzegłam jakieś zwoje i pergaminy. Przyjrzałam się im dokładniej. Czy to były notatki? Ale od kogo? Wzięłam do ręki pierwszy pergamin, a z niego wypadła jakaś karteczka. Szybko ją odczytałam.

''Notatki z lekcji - z całego tygodnia. Nie tak dokładne jak Twoje, ale myślę że się nadadzą. 
Malfoy.
PS szybko wracaj do zdrowia, Granger''

Zszokowana przejrzałam je wszystkie i z niemałym zdziwieniem musiałam przyznać mu rację. Były bardzo dokładne. Nawet te z historii magii, na której przecież wszyscy prócz niej byli polegli!

Wieczorem oczekiwałam wizyty Rudej. Nie pojawiła się jednak. W zamian za to do sali wparował Harry Potter.
- Merlinie, Hermiona! Jak się cieszę! - pocałował mnie w oba policzki i wyściskał tak mocno, że myślałam, iż połamie mi żebra.
- Harry! Wróciłeś! - uradowana zarzuciłam mu ręce na szyje. Jak dobrze było mieć go przy sobie.
Jego uśmiech przygasł.
- Właściwie to... ja nie wróciłem Hermiona.  - dopiero teraz zauważyłam podróżny płaszcz i torbę chłopaka.
- Ale... Harry... Ja... Ginny - słowa przerywane były moimi łzami. Znowu miał zamiar nas zostawić?
- Miona... Ja i Ginny nie jesteśmy już razem. Uznaliśmy, że tak będzie lepiej - wydusił z siebie Harry, a w jego oczach dostrzegłam cierpienie. - niestety odchodzę. Mój świstoklik odlatuję za - tu spojrzał na zegarek - dwie i pół minuty. Muszę już lecieć,Hermi. Przepraszam - na pożegnanie pogłaskał mnie szybko po głowie i wyszedł, a w jego oczach szkliły się łzy.


Kochani, ten rozdział jest dla Wszystkich którzy postanawiają czytać moje wypociny! Pozdrawiam i zapraszam do dzielenia się wszelkimi uwagami.

środa, 6 listopada 2013

ROZDZIAŁ XI
''SÓL W NASZE RANY, CAŁY WAGON SOLI''

- Diable! - głowy moich przyjaciół skierowały się w stronę urodziwej dziewczyny, która właśnie rzuciła się biegiem w kierunku Blaisa. - Merlinie a już myślałam, że nie zdążę Cię o to zapytać. O, cześć wszystkim. Co słychać? - pomachała wesoło w naszym kierunku jak gdyby wcześniej nie było nas obok i nie czekając na odpowiedź skierowała wzrok prosto w stronę swojego rozmówcy.

- O co chodzi Dafne? - uśmiechnął się uprzejmie w głębi duszy żywiąc nadzieję, że ta długonoga piękność nie palnie niczego głupiego przy Ginny. 

- Oh, chciałam tylko, żebyś potwierdził swoje przybycie - zagruchała, trzepocząc długimi rzęsami

- Nie rozumiem. Przybycie... ale gdzie? - zdezorientowany chłopak spoglądał nic nierozumiejącym wzrokiem w stronę Ślizgonki. Ta nagle zmarszczyła brwi i otworzyła szeroko oczy na znak oburzenia.

- Jak to gdzie? - usłyszałam głęboki głos i w tym samym momencie poczułam przypływ bezgranicznego ciepła. - Wyprawiamy przyjęcie z okazji naszych zaręczyn - Draco niedbale strzepnął pyłek z nieskazitelnie białej koszuli i otoczył narzeczoną ramieniem. Serce we mnie zamarło. Jak mógł?!

- Smoczusiu dlaczego on nie wie? - oburzała się Greengrass, tupiąc ze złości nogami. - nie kochasz mnie? Przyznaj, dlatego go nie poinformowałeś! - teraz miała już łzy w mocno podkreślonych tuszem oczach. Co za kretynka. Obserwowałam tę scenę z boku w głębi duszy współczując tej słodkiej idiotce, myślącej że Malfoy jest w stanie pokochać kogokolwiek, prócz własnego odbicia.

- Ależ skarbie, oczywiście że wie. Diabeł lubi się zgrywać, prawda? - Ślizgon dał dziewczynie pstryczka w nos, uśmiechając się do niej uroczo, po czym spojrzał znacząco w stronę przyjaciela.

- Wybacz mi Dafne, jak mogłem zapomnieć! - zaśmiał się mulat doskonale grając rolę sklerotyka. - Smok od razu przyleciał do mnie i postanowiliśmy to oblać! Był taki szczęśliwy! - w tym momencie postanowiłam włączyć się do rozmowy
- Czyżby? - przybrałam najbardziej lodowaty ton głosu na jaki było mnie stać. Uniosłam do góry brew czekając na odpowiedź któregoś z tych gadów.
- Miona nie zgrywaj! Przecież i Ty przy tym byłaś! - kontynuował przyjaciel chcąc bronić Dracona.

- A tak, teraz sobie przypominam! Dracuś opowiadał o sztuce całowania, którą podobno opanował już do perfekcji - parsknęłam ironicznie i odwróciłam się na pięcie decydując się na znalezienie wolnego przedziału. Cała kipiałam ze złości. Odchodząc usłyszałam jeszcze skrawek rozmowy Malfoya i Ślizgońskiej piękności
- Smoczusiu dlaczego ta Granger tak dziwnie się gapi?
Odczekałam moment by dokładnie przeanalizować odpowiedź chłopaka
- Nie przejmuj się nią kochanie, przecież to tylko szlama.

Ze łzami w oczach jak burza wpadłam do już i tak zatłoczonego pociągu. Nie mogłam znieść myśli o tym, jak łatwo dałam się podjeść! Naiwna - tak brzmiało słowo, które wpadało mi na myśl.
- Uważaj jak chodzisz! - wrzasnęłam na czarodzieja, który wpadł na mnie z impetem.
- Hermiona, jak dobrze Cię widzieć! - w odpowiedzi owy czarodziej rzucił się w moją stronę z przepraszającym uśmiechem. Podniosłam zaszklone oczy i ujrzałam przed sobą Nevilla.
- Nevill! Co słychać?! - nieśmiało zaczęłam rozmowę, nadal chowając w pamięci karygodne zachowanie, jakie pokazałam przed chwilą.
- Wiesz, jest w porządku. Całe wakacje spędziłem z Luną! I zgadnij co? - wyszczerzył się od ucha do ucha, tym samym zaczerpując sporo powietrza. - Ja i Luna pobieramy się wkrótce! - radość Gryfona nie miała końca, a ja nie zamierzałam psuć mu tej chwili.
- Merlinie Nevill, to fantastycznie! Gratuluję Wam, gratuluję! - wykrzyknęłam rzucając się na szyję kolegi. Głęboko w środku jakiś niewidzialny potwór boleśnie ukuł mnie w serce. - a jak u Ciebie i Rona? Macie coś w planach? - wyrwał mnie z rozmyśleń skutecznie sprowadzając na ziemię.
- My... My... Ja i Wieprz... To znaczy ja i Ron... my... nie jesteśmy już razem - wydusiłam z siebie tą przykrą wiadomość z niemałym trudem. Czar prysł.
- Ale jak to nie jesteście? - Luna, która niezauważenie podeszła do Nevilla udzieliła mu odpowiedzi za mnie
- Zrobił Ci krzywdę - taksowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Odwróciłam wzrok - zawsze wiedziałam, że coś z nim nie tak. - skwitowała blondynka i zwróciła się w stronę ukochanego - idziemy poszukać wolnego miejsca? Hermiona wolałaby zostać sama.

Nie pytając mnie nawet o zdanie odeszli, trzymając się kurczowo za ręce. Zresztą, kto jak to ale Luna bezbłędnie odczytywała emocje. Tego dnia po raz kolejny pożałowałam, że nie mam nikogo bliskiego.

Parę godzin później słońce chyliło się ku zachodowi, a pociąg z głośnym warkotem mijał jeziora, rzeki i lasy. Przebrana w szatę czarodzieja samotnie siedziałam przy oknie w przedziale prefektów. Nagle poczułam, jak miejsce koło mnie ugina się pod czyimś ciężarem. Poczułam drogie perfumy arystokraty i odruchowo moje dłonie zwinęły się w piąstki.
- Co jest Granger, chcesz do toalety? Posikałaś się już z zazdrości?- zironizował Malfoy śmiejąc się z mojej reakcji.
- Oh, odwal się Malfoy - warknęłam nie mając ochoty na rozmowy z tym podłym gadem.
- Tylko na tyle Cię stać? Słyszę to odkąd pamiętam! Co jest szlamo, znudziło Ci się zgrywanie milusiej? - wysyczał, a moje usta zaczęły drżeć niebezpiecznie. - no co jest, panno wiem wszystko? - kontynuował z jadem w głosie.
- Zamknij się Malfoy! Myślisz, że możesz bezkarnie nazywać mnie szlamą?! Tatuś nie uratuje już Twojego arystokratycznego tyłka! A wiesz dlaczego?! Bo siedzi! Jest w Azkabanie! I zgadnij! Status krwi przestał się liczyć! Nawet dla takiego dupka jak Ty, Malfoy - moje oczy ciskały błyskawicami, gdy ten zanosił się pogardliwym śmiechem. Nie wytrzymałam. Mocne uderzenie orzeźwiło Dracona.
- Zapłacisz mi za to, szlamo! - wrzasnął podczas gdy ja cała w nerwach ściągałam swój kufer. Co się z nim dzieje! Nagle postanowił mnie upokarzać, wyzywać i dręczyć. Nie mogłam uwierzyć, że prawie mu zaufałam. W tym oto momencie bezmyślny Ślizgon rozpoczął wojnę, w której postanowiłam górować. Wyprzedzę każdy jego ruch, byleby tylko mu dopiec! - krzyczałam w myślach do siebie. Nie wiedziałam, jak mam dać upust emocją. Nagle z przedziałów zaczęli wypadać uczniowie i zrozumiałam, że pociąg zatrzymał się jakiś czas temu. Niespiesznie wyszłam na zewnątrz i znalazłam się prosto w objęciach Rudej
- Kochana gdzie Cię nosiło? Szukałam Cię wszędzie! Byłam nawet w wagonie prefektów, ale Malfoy powiedział...
- Nie chcę wiedzieć co mówił ten podły imbecyl! - wrzasnęłam a kilka par oczu skierowało się w moją stronę. Starsi koledzy zganili mnie samym spojrzeniem. Nie mogłam uwierzyć w to jak zakłamany może być Malfoy.
- Powiedział, że jesteś nie w sosie - dokończyła cicho Ginn mrużąc oczy. - Miona, co się stało? - zapytała po chwili troskliwie, przyglądając mi się niezwykle uważnie.
- Oh Ginny, gdyby życie było bajką, byłabym w niej rumakiem, który po północy zmienił się w brzydką żabę - westchnęłam kierując się w stronę powozów.

Tiara przydziału właśnie zakończyła doroczny obowiązek, oddając głos Pani Dyrektor. Na widok Minerwy wszyscy zamarli
- Uczniowie! Jak wiecie, wojna skończyła się dla nas pomyślnie. Chciałabym z bezbrzeżną radością i szczerą dumą poinformować Was, że w ramach prezentu w tym roku, odbędzie się Wielki Bal! - po sali rozeszły się głosy. Wszyscy chcieli wiedzieć, dlaczego owy bal określono mianem ''Wielkiego''. Mcgonagall słysząc te szepty postanowiła wyjaśnić dręczące wszystkich pytanie  - Otóż określamy go mianem wielkiego, ponieważ wezmą w nim udział trzy szkoły! - zagrzmiała, na co usłyszano zawiedzione głosy - Uwaga! Prócz szkół, które przybędą tu, do Hogwartu każdy uczeń siódmego roku ma prawo zaprosić nieoczekiwanego gościa! Oczywiście warunkiem są jego moce magiczne! Ufam jednak - tu spojrzała w stronę Gryfonów - że relacje zagraniczne powielą się, gdy rozdam Wam listy! Tak moi drodzy! Będziecie korespondować z mało znanymi Wam do tej pory szkołami! Przechodząc do porządku dziennego, chciałabym poinformować najmłodszych uczniów jak i przypomnieć tym starszym, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony! Jak wiecie od paru lat lista wszelkich innych zakazów wisi przy gabinecie naszego drogiego woźnego, Pana Filcha! A teraz rozpocznijmy już ucztę - uśmiechnęła się zachęcająco i na złotych półmiskach pojawiły się prawdziwe pyszności.

- Ginny - nachyliłam się w stronę przyjaciółki - kontaktowałaś się z Harrym? 
- Nie. Nie odpisał na żaden z mych listów. Nie wiem co z nim nie tak. - odpowiedziała sfrustrowana.
- Po kolacji zapytamy Mcgonagall - stwierdziłam zabierając się za sałatkę z tuńczyka, a w moim sercu zagościł niepokój. Ginny natomiast wzruszyła tylko ramionami beznamiętnie grzebiąc w swoim puddingu.

Podeszłam do nauczycielki transmutacji ciągnąc za sobą Rudą.
- Pani Profesor? - zaczęłam śmiało, a ta dała mi znak, bym kontynuowała pytanie - wie Pani może, gdzie teraz jest Harry?
- Jak Pani zapewne wie, panno Granger, Zakon Feniksa nie przestał działać. Pan Potter wykonuje obecnie bardzo ważne zadanie i cóż, pojawi się z opóźnieniem.
- Ależ Pani Prof...
- Dosyć już pytań, panno Granger! Życzę miłego wieczoru - odeszła z groźnym błyskiem swych bystrych oczu.

 Zrezygnowana podeszłam do drzwi wykrzykując
- PIERWSZOROCZNI! DO MNIE!

Gdy wyczerpana skierowałam się w stronę schodów prowadzących wprost do sypialni dziewcząt usłyszałam za sobą głos Pani Sprout.
- Panno Granger! - odwróciłam głowę, unosząc wysoko brwi i czekając na dalsze słowa nauczycielki zielarstwa - przyszłam tu, aby poinformować Panią o nowych okolicznościach! Otóż Minerwa przydzieliła w tym roku specjalne pokoje, tylko dla Prefektów Naczelnych! - mina mi zrzedła na tą wiadomość. Rok ze Ślizgonem? Ja chyba śnię! - Niestety Pani dyrektor słabo się czuję i musiała się wcześniej położyć. A jednak jutro po lekcjach chciałaby się z Panią zobaczyć. Tymczasem jednak proszę za mną. Zaprowadzę gdzie trzeba.

- Pani Profesor, moje kufry...
- Kufry już tam czekają, drogie dziecko - dobrodusznie uśmiechnęła się Sprout wychodząc przez dziurę w portrecie - idzie pani?

Przeprowadziła mnie przez dwa piętra zatrzymując się przy jednej z odrestaurowanych ścian zamku. Spojrzałam na nią niepewnie. Zrozumiała i natychmiast podjęła się wytłumaczeń
- Aby zobaczyć drzwi, należy wypowiedzieć hasło. Chwilowo brzmi ono ''wielka radość'' jednakże po wcześniejszym ustaleniu nowego hasła z Panem Malfoyem radziłabym je po prostu zmienić. 

Weszłyśmy niespiesznie do środka. Zaparło mi dech w piersiach. Salon urządzony był w barwach czerwieni i srebra. Zaraz, zaraz - pomyślałam. Srebra? No tak, godło Slytherinu. Czerwone fotele stały naprzeciwko marmurowego kominka, a srebrne zasłony dawały przyjemną poświatę łącząc się z blaskiem świec.

- Pani Dormitorium również zabezpiecza specjalne hasło. Nie zostało ono założone, więc chwilowo można wejść tam swobodnie. Jednakże, jeżeli zajdzie taka potrzeba proszę się nie krępować. Łazienka prefektów jest wspólna, proszę więc konsultować potrzeby indywidualne z Draconem. A więc dobranoc panno Granger! - wyszła spoglądając na moją przerażoną minę z niemym rozbawieniem.

Myśląc tylko o śnie, przebrałam się szybko w piżamę i z myślą wzięcia prysznica z rana ułożyłam się na poduszce. Już morzył mnie sen, gdy nagle drzwi dormitorium otwarły się z wielkim hukiem i stanął w nich nie kto inny jak tylko bezczelny Ślizgon.
- Co do cholery wyprawiasz, Malfoy?! - wrzasnęłam zrywając się z łóżka. Chłopak nie odpowiedział. Podeszłam do niego trzymając bezpieczny dystans i wtedy to zobaczyłam. Krwawił.
- Widzę, że przyjęcie nie było udane. Bądź aż zanadto - powiedziałam cała w nerwach a Śligon kiwając głową osunął się wolno na ziemię.


Rozdział nie był sprawdzany. Mam ostatnio straszne problemy ze zdrowiem, więc piszę i jestem taka zmęczona, że wszystko wydaje mi się fatalne!
No ale Wy piszcie, jak na to patrzycie. W końcu piszę nie tylko dla siebie ale i dla Was!


czwartek, 31 października 2013

ROZDZIAŁ X
''TAJEMNICE TO DRUGA TWARZ, KTÓREJ NIE MOŻNA SIĘ POZBYĆ NAWET AKTORSTWEM''
Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom. 
- Na Merlina Malfoy, nie teraz! - oburzona syknęłam przeciągle zamykając z trzaskiem książkę - masz pojęcie, która godzina?!
- Granger nie jestem przecież kretynem i znam się na pieprzonym zegarku - Ślizgon zdenerwowany moją postawą wyraźnie postanowił mi dopiec
- Nie jesteś kretynem? Ah racja. Jesteś arystokratycznym imbecylem - wystawiłam język w stronę Malfoya mając nadzieję, że rozwścieczę go jeszcze bardziej. Nie mogłam się bardziej pomylić. Chłopak nagle przybrał iście obojętny wyraz twarzy, a w stalowych tęczówkach na nowo zagościł dobrze znany mi chłód.
- Jak sobie chcesz - odpowiedział wzruszając ramionami i beznamiętnie wpatrując się w ścianę. Przestraszyłam się i skruszona zapytałam cichutko
- Malfoy... Smoku, czy w jakiś sposób Cię uraziłam?
- Nie przyszedłem tu po to, żeby rozmawiać o sobie i swoich wspomnieniach nieszczęśliwego dzieciństwa w arystokratycznym rodzie, gdzie rodzina spogląda jedynie przez pryzmat. 
- W takim razie co sprowadza Cię do mojego skromnego pokoju? - zirytowałam się
- Chciałem tylko pogadać.
- No więc możemy kontynuować rozmowę rano, albo w Hogwarcie, to bez różnicy! - zaperzyłam się wstając z miejsca
- To nie może tak długo czekać, bo... bo ja nie chcę odkładać tego na później! - policzki tlenionego przybrały kolor dojrzałych wiśni, a ja zdziwiona i poddenerwowana zarazem zapytałam ze złością
- Ale czego nie chcesz odkładać człowieku? 
- Cholera jasna Granger, przyszedłem tutaj, bo chciałem pogadać o Tobie! Widzę przecież, że ewidentnie Cię coś gryzie, a mój honor nie pozwala mi zostawić tej sprawy bez komentarza. 

Moja mina zrzedła na zawołanie, a oczy posmutniały. Wiedziałam doskonale, że nawet najlepsza aktorska gra nie zrobi wrażenia na mistrzu iluzji - bo w końcu mężczyzna przebywający ze mną w tym oto momencie, niewątpliwie mógł przyjąć zasługi mistrza.
- Domyślam się, że ma to jakiś związek z Wieprzlejem? - kontynuował Draco spoglądając na mnie badawczo. Wiedziałam, że muszę powiedzieć mu prawdę, ale wyznanie jej przychodziło mi z wielkim trudem. Odwlekając chwilę ''spowiedzi'' jak określiłam to cicho w duchu, zadałam głupie pytanie
- Skąd wiesz, że chodzi o Rona?
- Hermiono, Ty chyba naprawdę uważasz że jestem bezmózgim kretynem. Nie było go dziś na kolacji, nie pojawił się na podwórku, a przecież ten jego rudy łeb zawsze się wszędzie panoszy! Wyprowadził się, ale przecież nie bez powodu! - no tak, Malfoy nigdy nie lubił rudzielca.
- Ale Smoku, to taka długa historia. Jestem już bardzo zmęczona - próbowałam wymigać się od wspomnień, od żalu który wstrząsał całą mą duszą i w końcu od łez, które od dawna chciały płynąć strumieniem.
- Na Slyterina, mówże w końcu dziewczyno! Mamy całą noc, a nawet kolejny dzień, jeżeli zajdzie taka potrzeba. - nakazał mi tonem nieznoszącym już żadnych dyskusji i tym samym uciął moje wymówki.
- Po wojnie wszystko stało się takie odległe od rzeczywistości. Radykalne zmiany, które zaszły w naszym, przede wszystkim w moim życiu namieszały tak bardzo, że nie potrafiłam pozbierać myśli. Jak wiesz, w tym czasie mnie i Rona połączyła głęboka więź tak, że wkrótce po bitwie staliśmy się parą - tu Draco skrzywił się, nieznacznie kiwając głową - trudna sytuacja materialna jego rodziny, doprowadzała Panią Weasley do płaczu, mnie natomiast w depresje wpędziła myśl, że tak naprawdę nie mam nikogo! Tak wiem, pomyślisz ''przecież miała przy sobie przyjaciół'' ale to nieprawda. Wszyscy się zmieniliśmy, oddaliliśmy od siebie. Rodzice nie są tacy jak dawniej. Zmieniło ich moje zaklęcie. Pamiętają mnie, prawda ale nie żywią żadnych uczuć - nie ma niczego, poza pustymi wspomnieniami i to ja im to uczyniłam - spuściłam głowę szybko wycierając pojedynczą łzę spływającą po moim policzku - oczywiście pomogłam w odrestaurowaniu Nory bez konkretnych powodów, po czym bez słowa wróciłam do domu rodzinnego. Rodzice bardzo starali się zachowywać pozory, nazywając mnie kochaną córeczką, mówiąc zdrobniale. Ale ich głosy są takie zimne! No więc na kilka dni przed wyjazdem po raz ostatni wybrałam się do domu Ronalda. Chciałam pożegnać się z Rudą, przegadać z nią całą noc. Tego dnia za oknami szalała burza i Ginny po cichu wymknęła się do Harrego. A wtedy - urwałam czując jak łzy palą mnie w oczy
- A wtedy co Granger?! Co zrobił ten skurwiel?! - dociekał natrętnie Tleniony zaciskając pięści i spoglądając mi w oczy. Spojrzałam na niego z wyrzutem, a ten natychmiast opanował emocję. - powiedz mi, proszę.
- On przyszedł nad ranem - kontynuowałam opowieść czując, że chyba spalę się ze wstydu - na drzwi rzucił Muffiliato. Myślałam, że chce porozmawiać, założyłam więc szlafrok i wstałam - starałam się ze wszystkich sił opanować negatywne emocje, ale łzy spływały już obficie po moich policzkach - ale on złapał mnie za nadgarstki i popchnął z powrotem na łóżko - drżałam na całym ciele, a wszystkie mięśnie spięły się nienaturalnie ze strachu przed tym wspomnieniem - był brutalny. Później wyjechałam. - bezgłośnie załkałam ukrywając twarz w dłoniach. Smoku nie wytrzymał napięcia. Nienawidził okrucieństwa w stosunku do kobiet
- Zgwałcił Cię Granger! Ta męska dziwka zrobiła Ci krzywdę Hermiona! Zabiję gnoja! Gdzie on jest, powiedz mi kurwa, a nie przeżyje!
- Draco, ja... ja nie wiem gdzie on jest. - wyjąkałam dusząc się łzami. Zgwałcona! Ja, Hermiona Granger! Moich krzyków nikt nie mógł, bądź nie chciał usłyszeć. Długo po tym incydencie leżałam bez ruchu, odczuwając wstręt nie tylko do niego, ale przede wszystkim do siebie. Czułam się brudna. Szlamowata. Obrzydliwa.
- Merlinie, Granger jak możesz być z tym sukinsynem po tym, co on Ci zrobił! - Malfoy mocno zagryzał wargi, kopiąc najbliższe przedmioty znajdujące się na podłodze. Nagle podszedł do mnie i tylko przez mgłę łez przysłaniającą twarz Dracona dojrzałam nagły wyraz zdecydowania w jego nadzwyczaj zimnych oczętach. Podszedł do mnie i chwycił mój podbródek. Przestraszona skuliłam się w sobie a łzy wielkie jak ziarna grochu spadać zaczęły jeszcze szybciej.
- Nie jesteśmy już razem - wyszeptałam przerażona jego dotykiem. Wtedy zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała, zaraz po napadzie szału, którego doznał. Mimo bólu serca nieodłącznie towarzyszącego mi w przeciągu ostatnich tygodni, po całym ciele rozlała się niesamowita fala ciepła, a dreszcz przyjemności przeszył me ciało i dał ukojenie myślom, gdy Draco Malfoy pochylił się, by złożyć namiętny pocałunek na moich ustach.

Wybraliśmy się na pokątną. Ja, Ruda, Blease i Malfoy. Spoglądałam na naszą czwórkę uśmiechając się nieznacznie pod nosem. Czy ktokolwiek pomyślałby o nas, jak o dobrych znajomych jeszcze jakiś czas temu? Oczywiście, że nie! A teraz? W tym oto momencie odwieczni wrogowie, razem wybierają się na zakupy do szkoły!
- Miona! - za plecami usłyszałam dziewczęcy głos. Odwróciłam się powoli i skierowałam swój wzrok w stronę...
- Cześć Pansy - wesoło przywitał się Diabeł, puszczając oczko do czarnowłosej Ślizgonki.
- Chłopaki, jak dobrze Was widzieć! - dziewczyna przytuliła się do przyjaciół i z uśmiechem zwróciła do Gryfonki - Hermiono, chciałam Cię tylko zaprosić na imprezę z okazji końca wakacji. I Ciebie Ruda. Pierwszy weekend w Hogwarcie, pokój wspólnu Ślizgonów - skierowała swój wzrok w stronę Ginny. Odpowiedziałam jej serdecznym uśmiechem i ciepłym uściskiem, Ginerwa natomiast zdobyła się tylko na to, by odpowiedzieć
- oczywiście będziemy.
- Ciesze się dziewczyny! Nie zapomnijcie przyprowadzić partnerów! - po czym zarzucając włosami odeszła, pospiesznie kierując się w stronę kawiarni.

Gdy zniknęła za rogiem, wzięłam Rudą na stronę
- Ginny nie mów mi proszę, że dąsasz się na nią przez Bleasa.
- Nie, ale przez to, że mają wziąć ślub - nadąsana Ginerwa tupnęła ze złości nogą.
- Może Blease postawi się matce, Ginn. Nie wszystko jeszcze stracone, ale przecież wrócił Harry. I proszę Cię nie mów mi, że teraz wszystko skończycie ot tak, po prostu!
- Nie w tym rzecz Miona. Rzecz w tym, że dla mnie wszystko i tak już skończone. 
- Merlinie nie mów mi tylko, że Ty..
- Tak Hermi. Kocham Bleasa.

Nie zdążyłam jeszcze przetrawić tej informacji, a Malfoy ciągnął mnie już za sobą do jakiejś księgarni. Nieświadoma tego co robię i zdecydowanie pogrążona w myślach złapałam rękę Ślizgona zaciskając na niej palce.
- Granger, coś Ci dolega? - zapytał ozięble i wtedy oprzytomniałam. Zawstydzona szybko zabrałam dłoń i zniesmaczona zauważyłam, że Ślizgon dźwiga i moje książki.
- Tak Malfoy, udziela mi się Twoja głupota - odcięłam się, a ten zamilkł widząc mój wyraz twarzy.

Do końca wakacji Ronald nie wrócił, a ja za każdym dniem modliłam się coraz gorliwiej, by nie pojawił się również w Hogwarcie. Gdy mój kalendarz poinformował mnie, że właśnie jutro ze stacji King's Cross odjedzie ekspres Londyn-Hogwart miałam ochotę usiąść i płakać.
- Nie przejmuj się, Miona. Jesteś przecież prefektem naczelnym, dostaniesz osobny pokój. Jego nie będzie w pobliżu - niezdarnie pocieszał mnie Blease obejmując ramieniem w przyjacielskim geście. Mu również nie było łatwo. Ginny przy Harrym stwarzała pozory średniej sympatii do Bleasa, a ten chcąc mieć Rudą tylko dla siebie zabierał ją gdzieś w głąb Londynu wywołując niemiłosierną zazdrość w oczach Diabła. Byłam pewna, że nie wyznał Rudej miłości, ale widziałam to w jego oczach. Kochał Ginny, tak samo jak ona jego. I chociaż ciężko było mi się do tego przyznać w głębi ducha uważałam, że byłaby szczęśliwsza z tym oto Ślizgonem, który tak dzielnie znosił cierpienie. Draco natomiast zapowiedział, że spotkają się dopiero w Hogwarcie, Pożegnał się z każdym, przytulając go i obdarzając ufnym buziakiem w policzek (pomijając oczywiście Artura no i chłopaków, którym uścisnął dłonie), ale nie ze mną. Wiedziałam, że było mu głupio. Żałował tego, że mnie pocałował. Ja natomiast walczyłam sama ze sobą. Moja dusza lgnęła do tego Ślizgona, rozum Gryfonki natomiast kazał trzymać mi się od niego z daleka. Coraz częściej przyłapywałam się na myśleniu o przystojnym Blondynie. Wstając z kanapy i podchodząc do zapakowanego już kufra przysięgłam sobie, że nigdy już nie zakocham się w żadnym mężczyźnie.



Tak wiem, rozdział krótki, ale proszę o komentarze i opinie. Dziękuje wszystkim, którzy czytają tego bloga bez względu na wszystko.


środa, 23 października 2013

ROZDZIAŁ IX
''W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA''

Od pamiętnej wizyty w ogrodzie unikałam Malfoya jak ognia, wynajdując sobie niezwykle interesujące zajęcia za każdym razem gdy przekraczał próg domu Weasley'ów.
- Zachowujesz się jak dziecko! - pewnego razu zrugała mnie Ginny patrząc wymownie na zardzewiałą konewkę, którą usilnie próbowałam doprowadzić do ładu.

- Blease patrzy - odpowiedziałam tylko, spuszczając głowę i wracając do tej - w rzeczywistości - niesamowicie nudnej czynności.

Tego dnia nie miało być inaczej niż zwykle. Ku ogólnej radości, szczęśliwie pohukujące sowy przyniosły opasłe listy na których widniała pieczęć Hogwartu.

- A więc pora wybrać się na pokątną - z uśmiechem na twarzy oznajmiła Pani Weasley.

- Mamo, pamiętasz chyba o naszej rozmowie - zagaił Ronald z nadzieją w głosie.
- Chyba nie muszę Ci przypominać, że zmasakrowałeś jadalnie? - fuknęła Molly ze złością, a my parsknęliśmy śmiechem - nie sądzisz, że to przekreśliło naszą umowę?

- Ależ mamo! To nie moja wina! - bronił się Ron oskarżycielsko wskazując na Ginny - sprowokowała mnie!

- Oh, jasne - bo powiedziałam prawdę? - niewinnie zapytała Ginerwa uśmiechając się rozbrajająco do reszty

- Prawdę? Chyba urojoną! - warknął chłopak zaciskając pięści

- Przyznaj, rzuciła Cię tylko dlatego, że jesteś taki nachalny. Jak już się przyczepisz, nie możesz odpuścić - syknęła prowokacyjnie, spoglądając pogardliwie w stronę piegowatego.

- Jak możesz! A Ty, Hermiono? Nie staniesz w mojej obronie? 

- Nie, Ron. Wiesz przecież, że źle zrobiłeś - spuściłam głowę plując se w brodę. Ta kłótnia prowadziła donikąd! Czy wszystko musi być takie trudne? Przecież uznaliśmy ten związek za przykrą pomyłkę.

- A więc kobieta mojego życia - w tym momencie z niedowierzaniem podniosłam głowę, by spojrzeć w twarz chłopakowi - tak, kobieta mojego życia - powtórzył gniewnie - rzuciła mnie tylko po to, by teraz bezczelnie wymieszać z błotem, siedząc w jadalni przy MOIM STOLE?! - wykrzyczał wbijając na sztorc zaostrzony nożyk, którym właśnie kroił warzywa.

- DOSYĆ! - wrzasnęła matka Ronalda, która do tej pory spokojnie przysłuchiwała się nieprzyjemnej wymianie zdań - Marsz do pokoju! Nie wyjdziesz, dopóki nie wróci ojciec, a wtedy sobie porozmawiacie! - wypieki na twarzy jej syna dały mi do myślenia. Nagle zrozumiałam, że rudzielec za moment wybuchnie. Nie pomyliłam się

- JAK ŚMIESZ MÓWIĆ DO MNIE W TEN SPOSÓB! NIE JESTEM JUŻ DZIECKIEM! NIE MASZ PRAWA ZABRANIAĆ MI TEGO CO SŁUSZNE! ZAPOMNIELIŚCIE JUŻ CHYBA, ŻE DZIĘKI MOJEJ INICJATYWIE ZNISZCZONO HORKRUKSY! ZAJMUJECIE SIĘ TYLKO SOBĄ! A GDZIE TO, CO MI SIĘ NALEŻY? NIE MOGĘ POPROSIĆ NAWET O GŁUPIĄ MIOTŁĘ! I TA DZIEWUCHA, POD MOIM DACHEM - tu wskazał na Hermionę, trzęsąc się z furii na całym ciele - WYPROWADZAM SIĘ! A TY GRANGER ZA WSZYSTKO MI JESZCZE ZAPŁACISZ! - kierując pięść w moją stronę gwałtownie potrząsnął głową wybiegając z jadalni.

 Molly zalała się łzami, które bezskutecznie próbowała zatrzymać. W końcu opadła bezsilnie na wytarty fotel i dała upust negatywnym emocją.

- Mój syn! Gdzie popełniłam błąd? Czego mu w życiu nie dałam? - chlipała, podczas gdy razem z Rudą poklepywałyśmy ją współczująco po plecach i podawałyśmy kolejne chusteczki.

- Nie przejmuj się mamo, to kretyn. Wróci szybciej niż wyszedł - skomentowała Ruda, w odpowiedzi słysząc jedynie lament swej matki.

Nie miała racji. Godziny wlokły się niemiłosiernie, a Rona nigdzie nie było widać. Właśnie szykowałyśmy spóźnioną kolację, gdy usłyszałam ten głos na podwórku

- Daj spokój, ona nie chce mnie widzieć! - Malfoy. Ślizgońskie syki rozpoznałabym dosłownie wszędzie. Diabeł odpowiedział mu niezbyt wylewnie
- Nie dąsaj się stary, to przecież Gryfonka. Czego się spodziewałeś?

- Jak to czego? Że po wojnie w końcu coś zacznie funkcjonować normalnie. Tymczasem Tobie układa się z Ginny, a ja nadal tkwię sam jak palec!

- Kiedyś i Ty znajdziesz szczęście - skomentował Zabini, by po chwili dodać - chodź, pokaże Ci co dzisiaj znalazłem.

Przesłyszałam się. Tak, z pewnością się przesłyszałam. Przecież Ślizgoni nie są zdolni do takich rozmów, a już na pewno nie ten, za którym szaleją wszystkie dziewczyny w Hogwarcie.
- Przestań się w końcu przejmować Draconem - warknęłam do własnych myśli
- Słucham? Czy ja dobrze słyszałam? Miona, myślisz o Smoku? - wyszczerzyła się Ginny, przezabawnie trzepocząc rzęsami.
- Wydaje Ci się, nic nie mówiłam - mruknęłam a słoik z miodem, który miałam dodać do słodkiej niespodzianki dla Pana Weasleya wyśliznął mi się z rąk i z głośnym brzękiem tłuczonego szkła upadł na ziemię.
- Tak, właśnie widzę - roześmiała się perliście najmłodsza latorośl Weasley'ów wracając do pracy, podczas gdy ja bezskutecznie starałam się ukryć wykwintne rumieńce.

Draco:

- Smoku podnieś swój leniwy tyłek i ubierz się w końcu - Blease najwyraźniej szczerze znudzony moim lenistwem szarpał skrawek kołdry, którą się szczelnie okryłem.

- Dobra już dobra, daj mi pięć minut.

- Pięć minut? Najwyżej dwie stary! Musze wracać do Nory - fuknął Zabini przewracając oczami.

- Wiesz co Diable? Ja naprawdę nie pojmuje Twojego toku myślenia! Miałeś podlizać się Rudej i jakoś zdobyć jej zaufanie, ale przecież nikt nie kazał Ci tam zamieszkać!

- Pomyśl kretynie. Jak skutecznie poznać tryb życia tych zdrajców i dowiedzieć się więcej o życiu tej nędznej szlamy? To bardzo skuteczne i dosyć wygodne rozwiązanie, nie uważasz?

- Wygodne? Nie mów mi, że ta dziura Ci się podoba! - roześmiałem się odrzucając pościel.

- Żółć Ci na mózg padła, czy uderzyłeś się w główkę? Mieszkam tam tylko i wyłącznie ze względu na to, że sytuacja tego wymaga, więc nie mów mi, że siedzenie z Wieprzlejami przypada do gustu arystokracji!

- Nie unoś się, człowieku - rozłożyłem ręce w geście bezradności i zaśmiałem się cicho

- Cholera Draco, mamy niecałe piętnaście minut! Jeżeli się spóźnimy będą wypytywać, nawet nie wiesz jak dociekliwe potrafi być to grube babsko! - usłyszałem głos Bleasa i parsknąłem. Matka Wieprzlejów, też mi coś. Kobiecina do rany przyłóż, łatwo ją sobie owinąć wokół palca. - DRACO! - na Merlina co za natręt!

- Wychodzę! - odkrzyknąłem podirytowany tą manią punktualności.

- No w końcu! To jak, idziemy? 

- Jeszcze momencik. Stary muszę wykombinować jakąś dobrą gadkę - na co może lecieć taka zarozumiała Gryfonka jak Granger? - Diabeł spojrzał na mnie jak na debila - Nie gap się tak, pomóż mi!

Gdy po pięciu minutach zrezygnowany wstałem z niepościelonego łóżka uważając kumpla za kompletnego bezmózga, Bleasa olśniło
- Smoku, wmów jej że jest obserwatorem!

- Co? - zapytałem głupio mrugając szybko oczami. O czym on do cholery plecie?

- No wiesz, laski lubią wywoływać poczucie winy nie? Zrobimy tak. Wiewióra i Szlama rządzą w kuchni. Pospieszmy się i walnijmy po drodzę gadkę typu o nie, jestem taki nieszczęśliwy, bo przecież ona nie chce mnie widzieć! To działa, serio - Blease puścił oko w moją stronę. Nie zdobyłem się nawet na głupi komentarz. Ten plan był genialny! Diabeł jak gdyby czytał w moich myślach, powiedział wesoło

- To lecimy - i w tym oto momencie poczułem znane szarpnięcie.

Wylądowaliśmy nieopodal Nory. Przez całą drogę zastanawiałem się jak zacząć tą komedię tak, żeby gra aktorska nie została wykryta. No ale kto mógłby być lepszym pozerem niż ja, sam Draco Malfoy? Otóż nikt. Z Diabłem u boku czułem, że mogę wszystko. Mogę oszukać nawet Granger.

- Gotowy? - zapytał Blease. W odpowiedzi kiwnąłem niezauważalnie głową i pociągnąłem za furtkę.

Mój wzrok dyskretnie powędrował w stronę okna. Wszystko zapowiadało, że przedstawienie będzie naprawdę wspaniałe.
- Daj spokój, ona nie chce mnie widzieć! - zrobiłem zbolałą minę dostatecznie regulując ton głosu. Musiała to słyszeć! Zerknąłem szybko. Wzrok szlamy skierowany był w naszą stronę. Otóż to! Rybka połknęła haczyk.

- Nie dąsaj się stary, to przecież Gryfonka. Czego się spodziewałeś? - Blease podłapał tę gierkę natychmiast. Zresztą, jak zwykle. Zawsze byliśmy w tym świetni.

- Jak to czego? Że po wojnie coś w końcu zacznie funkcjonować normalnie. Tymczasem Tobie układa się z Ginny, a ja nadal tkwię sam jak palec! - sarkazm. Otóż to! Całe moje życie to jeden, wielki sarkazm. Nie musiałem grać, żeby wygrać.

- Kiedyś i Ty znajdziesz szczęście, Ale wtedy staruszku - dbaj o nie. - skomentował Zabini, by po chwili dodać - chodź, pokaże Ci co dzisiaj znalazłem. - odeszliśmy w stronę niewielkiego sadu, którego pielęgnowaniem zajmowała się Ginny. Na szczęście dla nas był całkowicie pusty. Z szelmowskim uśmiechem opadłem na ławkę i zapytałem

- Jak poszło?

- Smoku, sam prawie w to uwierzyłem! - Zabini zacmokał zadowolony z takiego obrotu sprawy. - a teraz - zwiesił na chwilę głos i spuścił z tonu - opowiedz mi jak idzie Ci z Tomem

- Jak to jak? Ciągle próbuję go rozgryźć. Tortury nie dają efektów! Słowo Ci daję, potrafi oprzeć się nawet zaklęciom niewybaczalnym. To musi być syn Czarnego Pana, nie widzę innej możliwości. Tylko on był tak wielki - odpowiedziałem szeptem nerwowo oglądając się za siebie. Prawda nie mogła wyjść na jaw - ale wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? To chyba jakiś masochista. Wydaje się cieszyć z krwawych przesłuchań, a przecież odbywają się jego kosztem
W tym momencie dojrzałem Charliego. - Koniec - syknąłem do Diabła, a ten od razu się wyprostował.
- Tak, myślę że nawet Sprout pozwoli nam kontynuować zielarstwo - dla niepoznaki Blease udał, że rozmawiamy o owutemach. - cześć Charlie! - pomachał mu uśmiechając się sztucznie.
- Chłopaki nie chcę przerywać wywodów na przyszłość, ale mam wam wiadomość do przekazania - zaczął kudłaty, jak zwykliśmy nazywać go między sobą - kolacja gotowa, mama zaprasza do ogrodu.
- Cudownie, nie jadłem chyba przez całą wieczność! - z udawanym zachwytem na twarzy udałem się w stronę stołu.
Hermiona:
Nie mogłam przestać myśleć o tym Ślizgońskim bydlaku. Bo niby jak? Mącił mi w głowie. Gdy w końcu udało mi się uspokoić, a ciasto stygło już w blaszce, pani Weasley zawołała z ogrodu
- Stół już nakryty, możecie podawać! 
Sałatka, której postanowiłam skosztować była przyrządzona naprawdę mistrzowsko. Posłałam Ginny spojrzenie, które jak miałam nadzieje - było pełne uznania dla jej ciężkiej pracy. Podejrzewałam, że tak właśnie było - Ginny napracowała się ciężko i to nie dla Harrego, który nadal nie wrócił z wakacji, ale dla Bleasa, a ten właśnie żwawo szedł w stronę stołu. Za nim jak można się było spodziewać wlókł się Tleniony. Usłyszałam jego głos za swoimi plecami
- wolne? 
- Jasne, siadaj - rzuciłam od niechcenia, wskazując na krzesło. Malfoy od razu zabrał się za kaczkę z pomarańczami. Spałaszował ją w ciągu minuty i właśnie sięgał po pieczone ziemniaki, które przygotowałam, gdy płomykówka wylądowała na stole rozlewając herbatę na moje spodnie.

- Czyja to sowa? - zdziwił się Bill wyciągając ręke w stronę listu - Percy. No cóż, wydaje mi się że wszyscy wiemy, gdzie zatrzymał się Ron - mruknął po chwili i pogładził sówkę po główce. Napiła się wody z przygotowanego dla niej pucharka i odleciała pohukując radośnie.

Nikt nie zwrócił uwagi na moje syki. No, może poza Malfoyem. Szybkim krokiem udałam się w stronę domu. Musiałam szybko rozciąć te spodnie. Poparzenie wydawało się być rozległe, a spodnie już bardzo przywarły do skóry. Za mną wparował Draco
- Wszystko dobrze? - zapytał i szybkim krokiem podszedł do skórzanej kanapy na którą opadłam w poszukiwaniu nożyczek
- Tak, wprost cudownie, Malfoy! - syknęłam zdenerwowana, że zadaje tak niedorzeczne pytania. - a teraz pomóż mi z łaski swojej!
Okazało się, że Draco jest znakomitym doktorem. Opatrzył moją ranę i skutecznie schłodził ją różdżką. Uznał, że miałam szczęście. Na kolację już nie wróciłam i nawet, gdy Artur wrócił z pracy, a jego córka pobiegła po blaszkę z ciastem, udałam że niemiłosiernie boli mnie głowa. Siedziałam właśnie wygodnie na łóżku, prostując co chwila zbolałą nogę i wertowałam mugolską lekturę, gdy do pokoju zakradł się Malfoy. Podniosłam wzrok i gniewnie prychnęłam. On jednak pochylając się tylko nade mną wyszeptał
- Musimy porozmawiać, Hermiono.



Informuję, że rozdział nie był sprawdzany, z góry przepraszam, jeśli pojawiły się jakieś błędy. Ogólnie rzecz biorąc nie jestem zadowolona z tego rozdziału, zdecydowanie nie miałam pomysłu.

sobota, 12 października 2013

Na wstępie powiem - nie, nie zapomniałam, po prostu mój chłopak wyjechał a komputer robił fochy ;c w zamian za to dwie nowe notki pojawią się dużo szybciej ;)

ROZDZIAŁ VIII
''PRZYJDZIE MIMO TWEJ NIECHĘCI, ZNIKNIE ZANIM SIĘ OBEJRZYSZ''

 Rozsiadłam się wygodnie na łóżku, które przygotowała dla mnie Molly. Właściwie , dosyć dziwnie mówić po imieniu mamie Ronalda. W końcu przez całe życie Pani Weasley była dla mnie jak matka chrzestna której nigdy nie miałam. W pokoju pojawiła się Ginny. Widząc moje nieufne spojrzenie zaklęła po nosem, głośno wciągając powietrze do płuc.

- Słuchaj Miona... - zaczęła - wiesz przecież, że bardzo Cię kocham. Zawsze byłaś dla mnie jak siostra, mówiłyśmy sobie wszystko, wspierałyśmy się w trudnych chwilach i akceptowałyśmy wzajemne wybory.

Wydęłam usta w grymasie, który miał informować, by Ruda natychmiast przeszła do rzeczy. Jednakże młoda za punkt honoru obrała sobie odwlekanie tej sprawy tak długo jak to będzie możliwe.

- Hermi przecież wiesz, że między nami bywało różnie, ale ja zawsze byłam przy Tobie! - kontynuowała poddenerwowana, łamiącym się głosem.

- Ginerwo Weasley! - twarz dziewczyny do której skierowane były te słowa przybrała kolor dojrzałych wiśni - natychmiast powiedz o co tu chodzi!

- Hermiono, nie nazywaj mnie Gine..

- NATYCHMIAST! - krzyknęłam, by osiągnąć to, czego potrzebowałam. Poskutkowało, gdyż po chwili niezręcznej ciszy jedyna córka Weasley'ów bardzo powoli wyszeptała
- On tak bardzo mi się podoba..

- Słucham? -nie potrafiłam ukryć zdziwienia. Przecież Blease i Ginn w ciągu wszystkich tych lat spędzonych w Hogwarcie nie zamienili ze sobą nawet słowa - możesz powtórzyć to głośniej?!

- ON TAK BARDZO MI SIĘ PODOBA! - łzy zalśniły w oczach rudowłosej.

- Oh.. - nie wiedziałam, jak zareagować. - jak to się stało Ginn? Przecież Wy dwoje nigdy się nie lubiliście - rozczarowany ton mojego głosu mówił sam za siebie.

- Miona nie określaj mnie tak srogo. To prawda, nie darzyliśmy się szczególną sympatią, ale Ty nie wróciłaś do szkoły. Wolałaś iść z Harrym. 

- Właśnie, Harry. Czy on w ogóle wie co się tutaj wyprawia?! 

- Nie! - pisnęła Ginny zakrywając usta dłonią - i nic mu nie mów Hermiono, bo  daję słowo, że do niczego nie doszło! Proszę.

- Wytłumacz mi to dziewczyno, bo nie pojmuje Twojego toku myślenia - stwierdziłam wzruszając bezradnie ramionami.

- Herm, gdy wróciłam do Hogwartu panowały tam straszne warunki. Uczniów za drobne przewinienia traktowano Cruciatusem, porywano z pociągu, zastraszano na lekcjach. Nie mogłam na to patrzeć! Pewnego dnia rozpętała się straszna burza. Spiesząc się do pokoju wspólnego na korytarzu zastałam scenę napawającą prawdziwym oburzeniem. Crabbe i Alecto torturowali niewinną, przesłodką dziewczynkę! Śmiali się małej w twarz wykrzykując, że rodzice z pewnością byliby dumni, w końcu ich dziecka dotyka ktoś czystej krwi! Nie wytrzymałam. Uniosłam różdżkę i cisnęłam oszałamiaczem w Alecto. To nauczyciel, Miona! Mogli mnie wywalić ze szkoły, torturować tak samo jak tą pierwszoroczniaczkę! Przerażona rzuciłam się do ucieczki, gdy nagle nogi oplotły mi sznury. Crabbe stał za mną, a wiesz po czyjej stał stronie! Różdżka wypadła mi z ręki, więc jedyna linia obrony skutecznie została mi odebrana. I wtedy Zabini wyszedł zza posągu jednookiej wiedźmy. Szybko ocenił sytuację a później rzucił parę ostrych słów temu osiłkowi i stwierdził, że sam się mną zajmie. Gdy ten pajac odszedł sprawdzić co z Alecto zapytał, czy wszystko w porządku. Byłam przestraszona i nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do dormitorium, ale nawet tam nie byłam bezpieczna! Dotarł do mnie po niespełna minucie. Przygotowałam się już na wyrok, byłam pewna że będzie okrutny, gdy Blease uniósł różdżkę wasze twarze przeleciały mi przed oczami, a on? Opuścił zasłony! Usiadł na rogu mojego łóżka i...

WSPOMNIENIE:
Blease pospiesznie kierował się w stronę pokoju wspólnego Gryfonów. Miał nadzieję, że Weasley będzie u siebie. Chciał porozmawiać z tą drobną dziewczyną. Miała temperament, ale i była odważna bo w końcu kto odważyłby się tak zadrzeć z Alecto i całą żałosną gromadką?

- Na pewno będzie nastawiona niechętnie - przyszło mi na myśl, gdy wdrapywałem się po schodach do dormitorium dziewcząt. Przekroczyłem próg pokoju unosząc różdżkę, by udaremnić podejrzenie nas z zewnątrz. Ruda skuliła się, a w oczach błysnęło przerażenie. Skrzywiłem się. Nie miałem pojęcia, że mała tak zareaguje.

- Naprawdę jestem aż tak odpychający? - zapytałem siląc się na uśmiech. Tak naprawdę miałem ochotę schować twarz w dłoniach. Nie odpowiedziała, więc kontynuowałem swoją wypowiedź - Oh przestań, przecież nie chcę zrobić Ci krzywdy! 

- Nie chcesz? - prychnęła - a niby co robią podobni Ci kumple całymi dniami, jeśli nie wyżywają się na takich jak ja, co? 

- Na Merlina, Weasley czy ja wyglądam jak oni?! - wrzasnąłem i widząc reakcje przestraszonej dziewczyny spuściłem głowę - przepraszam. Myśl, że mógłbym być tak złowrogi doprowadza mnie do białej gorączki -wyszeptałem.

Ruda rozchyliła leciutko różowe usteczka i po raz pierwszy przyjrzała mi się uważniej.

- Dlaczego mnie uratowałeś? - cichutko zaczęła, spoglądając mi niepewnie w oczy.

- Zginęłabyś - odpowiedziałem równie nieśmiało, kierując swój wzrok na jej zgrabny nosek.
Na korytarzu rezległy się kroki. W oka mgnieniu pojęliśmy do kogo należą i wyciągnęliśmy różdżki. Gdy Sneape wpadł do pokoju, mając za sobą ''przyjaciół'' rozegraliśmy przedstawienie!

- Zapamiętaj to dobrze, zdrajczyni, bo następnym razem nie będe taki potulny - wrzasnąłem znakomicie grając swoją rolę. Ginny była w tym równie dobra. Skuliła się a łzy mieszały się ze smoczą krwią, którą za imitowaliśmy jako ranę na jej policzku. Wychlipała
- D, d, d ... dobrze - i usiadła na podłodze z głuchym hukiem.

- Blease, wystarczy -dyrektor uniósł brew w geście uznania dla swojego ucznia. - idziemy - powiedział, a widząc że gromadka za nim stoi nadal, jak wbita w ziemię dodał - POWIEDZIAŁEM WYSTARCZY.
Wychodząc puściłem oko do Ginny i mógłbym przysiąc, że odpowiedziała mi wesołym błyskiem swych pięknych oczu.

- I wyszedł - zakończyła ruda spoglądając z uśmiechem na przyjaciółkę, na twarzy której malowało się zrozumienie.

- Ginny, to naprawdę niesamowite. Nigdy nie podejrzewałabym Zabiniego, o taką postawę! - roześmiałam się. - ale co później? Jak to się stało, że trafił właśnie tutaj? Do Nory?

- Ukrywaliśmy się w pokoju życzeń i prowadziliśmy długie rozmowy. Matka Bleasa zginęła z ręki samego Voldemorta, a ojciec? Cóż, każdy wie że nie interesował się synem. W każdym razie po wojnie Zabini przeszedł na naszą stronę i nie stchórzył jak Malfoy. Był ranny, to ja go znalazłam. Zaprosiłam go więc i opatrzyłam rany. Co prawda już dawno się wygoiły, ale nie przeszkadza nam jego obecność. W pewnym sensie stał się dla nas członkiem rodziny - monolog Ginny przerwała drobna zmarszczka na czole. - Ale jest coś, co naprawdę mnie irytuje.

- A konkretnie? - zapytałam, modląc się by nie chodziło o Draco.

- Ten palant pogodził się z Tlenionym. Teraz przesiaduje u nas co najmniej dwa razy w tygodniu! Co prawda rodzice zaakceptowali jego wizyty, ale ja? Nie mogę ich znieść - roześmiała się Weasle'ówna.
To była informacja, której się obawiałam. Dlaczego Malfoy mi o tym nie powiedział? No dlaczego?! Chyba znałam odpowiedź na to pytanie, choć w świecie Malfoya zupełnie nic nie mogło być pewne.



Minął długi tydzień, w  trakcie którego zdążyłam przyzwyczaić się do obecności przystojnego Ślizgona, a nawet poczuć do niego sympatię. Intrygowała mnie jego inteligencja i delikatność, którą bezskutecznie starał się ukryć. Właśnie ganiałam go po podwórku, żądając zwrotu okularów przeciwsłonecznych, gdy na podwórze wkroczył zachwycający młodzieniec. Otworzyłam szeroko usta, a chwilę później zganiłam się w myślach za to niezbyt grzeczne zachowanie. Podszedł bliżej.

- Malfoy? - moje oburzenie nie miało końca.

- Cześć Granger. Widzę, że Diabeł działa na nerwy - odparł jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się olśniewająco.

- Smoku, jak dobrze Cię widzieć stary! - wyszczerzył się Blease, gestem zapraszając chłopaka w głąb ogrodu. - co prawda spóźniłeś się na obiad, ale za to Granger upiekła ciasto - roześmiał się, gdy kopnęłam go w piszczel.
Piętnaście minut później Draco zajadał się ciastem zabawiany przez Diabła, a ja obserwowałam tych dwoje spod byka. Nim się zorientowałam kawałek ciasta utknął mi w długich włosach.

- MALFOY - wrzasnęłam podnosząc się z miejsca. Miałam zamiar pokazać mu, gdzie jego miejsce. Nagle poczułam krem na policzku. Odwórciłam się powoli - BLEASE, MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA! ZAPŁACICIE MI ZA TO!
Gonitwa trwała każdym razem gdy przystanęli. W końcu Blease gdzieś zniknął, a w polu widzenia Hermiony został jedynie blondyn. Gdy Miona nie mogła już złapać oddechu złapał ją za kostki i przewrócił na trawę. Pisnęła.

- Co Granger? Boisz się biednej fretki? - roześmiał się, wesoło patrząc na dziewczynę.
- Nie Malfoy, ale za to Ty możesz bać się dzielnej Gryfonki - odkrzyknęła i szarpnęła nogę chłopaka tak, że znalazł się tuż nad nią.
Spojrzał dziewczynie głęboko w oczy, zastanawiając się, czy Granger kiedykolwiek się do niego przekona.
- Malfoy, złaź! - warknęła wyrywając Tlenionego z rozmyślań - +
Niezadowolony chłopak podniósł się z ziemi bardziej przejmując się własnymi, karygodnymi wręcz myślami, niż szlamą, którą powinien był dawno zabić. Przecież miał misję! A mugoli, takich jak Granger nie można mu było nawet dotykać! To wbrew zasadom rodziny!

DRACO:
Naburmuszony usiadłem na kocu. Jak mogłem snuć takie rozważania? Przecież to szlama. Mała, żałosna dziewucha, od której powinien się trzymać z daleka! Tylko dlaczego tak bardzo przejmował się losem tej małej mugolaczki? Nic dla niego nie znaczyła. I ten całus w policzek. Draconowi zrobiło się nadzwyczaj gorąco. Podobało mu się to, co zrobiła wtedy Hermiona. Teraz siedziała odwrócona do niego plecami. Podszedłem do niej i zachowując dystans powiedziałem
- Pójdę już.
Wstała.
- Pójdziesz? Nie pożegnasz się z Bleasem? - zapytała. Poczułem kwiecisty zapach jej perfum. Rozkoszując się nim powiedziałem tylko - zrozumie. - po czym wyszedłem z ogrodu Weasleów.

HERMIONA:
Spojrzałam na naburmuszoną minę chłopaka, który wyraźnie niezadowolony usiadł na kocu. Nie cierpię Dracona! Przekonywałam samą siebie, podczas gdy moje ciało nadal delikatnie drżało. Nie rozumiałam reakcji własnego ciała. Drżało przez dotyk wroga! Jestem żałosna! Pomyślałam rozpaczliwie siadając plecami do Malfoya. Niech już sobie pójdzie. Wtedy mężczyzna podniósł się. Usłyszałam jego głos za plecami.
- Pójdę już.
Wstałam przeklinając własne żądania. Nie chciałam, by teraz odchodził! A może chciałam? Wariuję! - pomyślałam.
- Pójdziesz? Nie pożegnasz się z Bleasem? - zapytałam, mając nadzieję, że przystanie na moją propozycję. Podszedł bliżej i nagle zatrzymał się w pół kroku. Przez twarz Ślizgona przeszedł jakiś cień. Czyżby obrzydzenie? Dlaczego nie podszedł bliżej! No tak, przecież dla niego jestem zwykłą, brudną mugolaczką!
- Zrozumie. - powiedział Draco i skierował się w stronę furtki, a moje oczy wypełniły łzy.

Mam nadzieje, że się spodoba ;)