czwartek, 31 października 2013

ROZDZIAŁ X
''TAJEMNICE TO DRUGA TWARZ, KTÓREJ NIE MOŻNA SIĘ POZBYĆ NAWET AKTORSTWEM''
Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom. 
- Na Merlina Malfoy, nie teraz! - oburzona syknęłam przeciągle zamykając z trzaskiem książkę - masz pojęcie, która godzina?!
- Granger nie jestem przecież kretynem i znam się na pieprzonym zegarku - Ślizgon zdenerwowany moją postawą wyraźnie postanowił mi dopiec
- Nie jesteś kretynem? Ah racja. Jesteś arystokratycznym imbecylem - wystawiłam język w stronę Malfoya mając nadzieję, że rozwścieczę go jeszcze bardziej. Nie mogłam się bardziej pomylić. Chłopak nagle przybrał iście obojętny wyraz twarzy, a w stalowych tęczówkach na nowo zagościł dobrze znany mi chłód.
- Jak sobie chcesz - odpowiedział wzruszając ramionami i beznamiętnie wpatrując się w ścianę. Przestraszyłam się i skruszona zapytałam cichutko
- Malfoy... Smoku, czy w jakiś sposób Cię uraziłam?
- Nie przyszedłem tu po to, żeby rozmawiać o sobie i swoich wspomnieniach nieszczęśliwego dzieciństwa w arystokratycznym rodzie, gdzie rodzina spogląda jedynie przez pryzmat. 
- W takim razie co sprowadza Cię do mojego skromnego pokoju? - zirytowałam się
- Chciałem tylko pogadać.
- No więc możemy kontynuować rozmowę rano, albo w Hogwarcie, to bez różnicy! - zaperzyłam się wstając z miejsca
- To nie może tak długo czekać, bo... bo ja nie chcę odkładać tego na później! - policzki tlenionego przybrały kolor dojrzałych wiśni, a ja zdziwiona i poddenerwowana zarazem zapytałam ze złością
- Ale czego nie chcesz odkładać człowieku? 
- Cholera jasna Granger, przyszedłem tutaj, bo chciałem pogadać o Tobie! Widzę przecież, że ewidentnie Cię coś gryzie, a mój honor nie pozwala mi zostawić tej sprawy bez komentarza. 

Moja mina zrzedła na zawołanie, a oczy posmutniały. Wiedziałam doskonale, że nawet najlepsza aktorska gra nie zrobi wrażenia na mistrzu iluzji - bo w końcu mężczyzna przebywający ze mną w tym oto momencie, niewątpliwie mógł przyjąć zasługi mistrza.
- Domyślam się, że ma to jakiś związek z Wieprzlejem? - kontynuował Draco spoglądając na mnie badawczo. Wiedziałam, że muszę powiedzieć mu prawdę, ale wyznanie jej przychodziło mi z wielkim trudem. Odwlekając chwilę ''spowiedzi'' jak określiłam to cicho w duchu, zadałam głupie pytanie
- Skąd wiesz, że chodzi o Rona?
- Hermiono, Ty chyba naprawdę uważasz że jestem bezmózgim kretynem. Nie było go dziś na kolacji, nie pojawił się na podwórku, a przecież ten jego rudy łeb zawsze się wszędzie panoszy! Wyprowadził się, ale przecież nie bez powodu! - no tak, Malfoy nigdy nie lubił rudzielca.
- Ale Smoku, to taka długa historia. Jestem już bardzo zmęczona - próbowałam wymigać się od wspomnień, od żalu który wstrząsał całą mą duszą i w końcu od łez, które od dawna chciały płynąć strumieniem.
- Na Slyterina, mówże w końcu dziewczyno! Mamy całą noc, a nawet kolejny dzień, jeżeli zajdzie taka potrzeba. - nakazał mi tonem nieznoszącym już żadnych dyskusji i tym samym uciął moje wymówki.
- Po wojnie wszystko stało się takie odległe od rzeczywistości. Radykalne zmiany, które zaszły w naszym, przede wszystkim w moim życiu namieszały tak bardzo, że nie potrafiłam pozbierać myśli. Jak wiesz, w tym czasie mnie i Rona połączyła głęboka więź tak, że wkrótce po bitwie staliśmy się parą - tu Draco skrzywił się, nieznacznie kiwając głową - trudna sytuacja materialna jego rodziny, doprowadzała Panią Weasley do płaczu, mnie natomiast w depresje wpędziła myśl, że tak naprawdę nie mam nikogo! Tak wiem, pomyślisz ''przecież miała przy sobie przyjaciół'' ale to nieprawda. Wszyscy się zmieniliśmy, oddaliliśmy od siebie. Rodzice nie są tacy jak dawniej. Zmieniło ich moje zaklęcie. Pamiętają mnie, prawda ale nie żywią żadnych uczuć - nie ma niczego, poza pustymi wspomnieniami i to ja im to uczyniłam - spuściłam głowę szybko wycierając pojedynczą łzę spływającą po moim policzku - oczywiście pomogłam w odrestaurowaniu Nory bez konkretnych powodów, po czym bez słowa wróciłam do domu rodzinnego. Rodzice bardzo starali się zachowywać pozory, nazywając mnie kochaną córeczką, mówiąc zdrobniale. Ale ich głosy są takie zimne! No więc na kilka dni przed wyjazdem po raz ostatni wybrałam się do domu Ronalda. Chciałam pożegnać się z Rudą, przegadać z nią całą noc. Tego dnia za oknami szalała burza i Ginny po cichu wymknęła się do Harrego. A wtedy - urwałam czując jak łzy palą mnie w oczy
- A wtedy co Granger?! Co zrobił ten skurwiel?! - dociekał natrętnie Tleniony zaciskając pięści i spoglądając mi w oczy. Spojrzałam na niego z wyrzutem, a ten natychmiast opanował emocję. - powiedz mi, proszę.
- On przyszedł nad ranem - kontynuowałam opowieść czując, że chyba spalę się ze wstydu - na drzwi rzucił Muffiliato. Myślałam, że chce porozmawiać, założyłam więc szlafrok i wstałam - starałam się ze wszystkich sił opanować negatywne emocje, ale łzy spływały już obficie po moich policzkach - ale on złapał mnie za nadgarstki i popchnął z powrotem na łóżko - drżałam na całym ciele, a wszystkie mięśnie spięły się nienaturalnie ze strachu przed tym wspomnieniem - był brutalny. Później wyjechałam. - bezgłośnie załkałam ukrywając twarz w dłoniach. Smoku nie wytrzymał napięcia. Nienawidził okrucieństwa w stosunku do kobiet
- Zgwałcił Cię Granger! Ta męska dziwka zrobiła Ci krzywdę Hermiona! Zabiję gnoja! Gdzie on jest, powiedz mi kurwa, a nie przeżyje!
- Draco, ja... ja nie wiem gdzie on jest. - wyjąkałam dusząc się łzami. Zgwałcona! Ja, Hermiona Granger! Moich krzyków nikt nie mógł, bądź nie chciał usłyszeć. Długo po tym incydencie leżałam bez ruchu, odczuwając wstręt nie tylko do niego, ale przede wszystkim do siebie. Czułam się brudna. Szlamowata. Obrzydliwa.
- Merlinie, Granger jak możesz być z tym sukinsynem po tym, co on Ci zrobił! - Malfoy mocno zagryzał wargi, kopiąc najbliższe przedmioty znajdujące się na podłodze. Nagle podszedł do mnie i tylko przez mgłę łez przysłaniającą twarz Dracona dojrzałam nagły wyraz zdecydowania w jego nadzwyczaj zimnych oczętach. Podszedł do mnie i chwycił mój podbródek. Przestraszona skuliłam się w sobie a łzy wielkie jak ziarna grochu spadać zaczęły jeszcze szybciej.
- Nie jesteśmy już razem - wyszeptałam przerażona jego dotykiem. Wtedy zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała, zaraz po napadzie szału, którego doznał. Mimo bólu serca nieodłącznie towarzyszącego mi w przeciągu ostatnich tygodni, po całym ciele rozlała się niesamowita fala ciepła, a dreszcz przyjemności przeszył me ciało i dał ukojenie myślom, gdy Draco Malfoy pochylił się, by złożyć namiętny pocałunek na moich ustach.

Wybraliśmy się na pokątną. Ja, Ruda, Blease i Malfoy. Spoglądałam na naszą czwórkę uśmiechając się nieznacznie pod nosem. Czy ktokolwiek pomyślałby o nas, jak o dobrych znajomych jeszcze jakiś czas temu? Oczywiście, że nie! A teraz? W tym oto momencie odwieczni wrogowie, razem wybierają się na zakupy do szkoły!
- Miona! - za plecami usłyszałam dziewczęcy głos. Odwróciłam się powoli i skierowałam swój wzrok w stronę...
- Cześć Pansy - wesoło przywitał się Diabeł, puszczając oczko do czarnowłosej Ślizgonki.
- Chłopaki, jak dobrze Was widzieć! - dziewczyna przytuliła się do przyjaciół i z uśmiechem zwróciła do Gryfonki - Hermiono, chciałam Cię tylko zaprosić na imprezę z okazji końca wakacji. I Ciebie Ruda. Pierwszy weekend w Hogwarcie, pokój wspólnu Ślizgonów - skierowała swój wzrok w stronę Ginny. Odpowiedziałam jej serdecznym uśmiechem i ciepłym uściskiem, Ginerwa natomiast zdobyła się tylko na to, by odpowiedzieć
- oczywiście będziemy.
- Ciesze się dziewczyny! Nie zapomnijcie przyprowadzić partnerów! - po czym zarzucając włosami odeszła, pospiesznie kierując się w stronę kawiarni.

Gdy zniknęła za rogiem, wzięłam Rudą na stronę
- Ginny nie mów mi proszę, że dąsasz się na nią przez Bleasa.
- Nie, ale przez to, że mają wziąć ślub - nadąsana Ginerwa tupnęła ze złości nogą.
- Może Blease postawi się matce, Ginn. Nie wszystko jeszcze stracone, ale przecież wrócił Harry. I proszę Cię nie mów mi, że teraz wszystko skończycie ot tak, po prostu!
- Nie w tym rzecz Miona. Rzecz w tym, że dla mnie wszystko i tak już skończone. 
- Merlinie nie mów mi tylko, że Ty..
- Tak Hermi. Kocham Bleasa.

Nie zdążyłam jeszcze przetrawić tej informacji, a Malfoy ciągnął mnie już za sobą do jakiejś księgarni. Nieświadoma tego co robię i zdecydowanie pogrążona w myślach złapałam rękę Ślizgona zaciskając na niej palce.
- Granger, coś Ci dolega? - zapytał ozięble i wtedy oprzytomniałam. Zawstydzona szybko zabrałam dłoń i zniesmaczona zauważyłam, że Ślizgon dźwiga i moje książki.
- Tak Malfoy, udziela mi się Twoja głupota - odcięłam się, a ten zamilkł widząc mój wyraz twarzy.

Do końca wakacji Ronald nie wrócił, a ja za każdym dniem modliłam się coraz gorliwiej, by nie pojawił się również w Hogwarcie. Gdy mój kalendarz poinformował mnie, że właśnie jutro ze stacji King's Cross odjedzie ekspres Londyn-Hogwart miałam ochotę usiąść i płakać.
- Nie przejmuj się, Miona. Jesteś przecież prefektem naczelnym, dostaniesz osobny pokój. Jego nie będzie w pobliżu - niezdarnie pocieszał mnie Blease obejmując ramieniem w przyjacielskim geście. Mu również nie było łatwo. Ginny przy Harrym stwarzała pozory średniej sympatii do Bleasa, a ten chcąc mieć Rudą tylko dla siebie zabierał ją gdzieś w głąb Londynu wywołując niemiłosierną zazdrość w oczach Diabła. Byłam pewna, że nie wyznał Rudej miłości, ale widziałam to w jego oczach. Kochał Ginny, tak samo jak ona jego. I chociaż ciężko było mi się do tego przyznać w głębi ducha uważałam, że byłaby szczęśliwsza z tym oto Ślizgonem, który tak dzielnie znosił cierpienie. Draco natomiast zapowiedział, że spotkają się dopiero w Hogwarcie, Pożegnał się z każdym, przytulając go i obdarzając ufnym buziakiem w policzek (pomijając oczywiście Artura no i chłopaków, którym uścisnął dłonie), ale nie ze mną. Wiedziałam, że było mu głupio. Żałował tego, że mnie pocałował. Ja natomiast walczyłam sama ze sobą. Moja dusza lgnęła do tego Ślizgona, rozum Gryfonki natomiast kazał trzymać mi się od niego z daleka. Coraz częściej przyłapywałam się na myśleniu o przystojnym Blondynie. Wstając z kanapy i podchodząc do zapakowanego już kufra przysięgłam sobie, że nigdy już nie zakocham się w żadnym mężczyźnie.



Tak wiem, rozdział krótki, ale proszę o komentarze i opinie. Dziękuje wszystkim, którzy czytają tego bloga bez względu na wszystko.


środa, 23 października 2013

ROZDZIAŁ IX
''W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA''

Od pamiętnej wizyty w ogrodzie unikałam Malfoya jak ognia, wynajdując sobie niezwykle interesujące zajęcia za każdym razem gdy przekraczał próg domu Weasley'ów.
- Zachowujesz się jak dziecko! - pewnego razu zrugała mnie Ginny patrząc wymownie na zardzewiałą konewkę, którą usilnie próbowałam doprowadzić do ładu.

- Blease patrzy - odpowiedziałam tylko, spuszczając głowę i wracając do tej - w rzeczywistości - niesamowicie nudnej czynności.

Tego dnia nie miało być inaczej niż zwykle. Ku ogólnej radości, szczęśliwie pohukujące sowy przyniosły opasłe listy na których widniała pieczęć Hogwartu.

- A więc pora wybrać się na pokątną - z uśmiechem na twarzy oznajmiła Pani Weasley.

- Mamo, pamiętasz chyba o naszej rozmowie - zagaił Ronald z nadzieją w głosie.
- Chyba nie muszę Ci przypominać, że zmasakrowałeś jadalnie? - fuknęła Molly ze złością, a my parsknęliśmy śmiechem - nie sądzisz, że to przekreśliło naszą umowę?

- Ależ mamo! To nie moja wina! - bronił się Ron oskarżycielsko wskazując na Ginny - sprowokowała mnie!

- Oh, jasne - bo powiedziałam prawdę? - niewinnie zapytała Ginerwa uśmiechając się rozbrajająco do reszty

- Prawdę? Chyba urojoną! - warknął chłopak zaciskając pięści

- Przyznaj, rzuciła Cię tylko dlatego, że jesteś taki nachalny. Jak już się przyczepisz, nie możesz odpuścić - syknęła prowokacyjnie, spoglądając pogardliwie w stronę piegowatego.

- Jak możesz! A Ty, Hermiono? Nie staniesz w mojej obronie? 

- Nie, Ron. Wiesz przecież, że źle zrobiłeś - spuściłam głowę plując se w brodę. Ta kłótnia prowadziła donikąd! Czy wszystko musi być takie trudne? Przecież uznaliśmy ten związek za przykrą pomyłkę.

- A więc kobieta mojego życia - w tym momencie z niedowierzaniem podniosłam głowę, by spojrzeć w twarz chłopakowi - tak, kobieta mojego życia - powtórzył gniewnie - rzuciła mnie tylko po to, by teraz bezczelnie wymieszać z błotem, siedząc w jadalni przy MOIM STOLE?! - wykrzyczał wbijając na sztorc zaostrzony nożyk, którym właśnie kroił warzywa.

- DOSYĆ! - wrzasnęła matka Ronalda, która do tej pory spokojnie przysłuchiwała się nieprzyjemnej wymianie zdań - Marsz do pokoju! Nie wyjdziesz, dopóki nie wróci ojciec, a wtedy sobie porozmawiacie! - wypieki na twarzy jej syna dały mi do myślenia. Nagle zrozumiałam, że rudzielec za moment wybuchnie. Nie pomyliłam się

- JAK ŚMIESZ MÓWIĆ DO MNIE W TEN SPOSÓB! NIE JESTEM JUŻ DZIECKIEM! NIE MASZ PRAWA ZABRANIAĆ MI TEGO CO SŁUSZNE! ZAPOMNIELIŚCIE JUŻ CHYBA, ŻE DZIĘKI MOJEJ INICJATYWIE ZNISZCZONO HORKRUKSY! ZAJMUJECIE SIĘ TYLKO SOBĄ! A GDZIE TO, CO MI SIĘ NALEŻY? NIE MOGĘ POPROSIĆ NAWET O GŁUPIĄ MIOTŁĘ! I TA DZIEWUCHA, POD MOIM DACHEM - tu wskazał na Hermionę, trzęsąc się z furii na całym ciele - WYPROWADZAM SIĘ! A TY GRANGER ZA WSZYSTKO MI JESZCZE ZAPŁACISZ! - kierując pięść w moją stronę gwałtownie potrząsnął głową wybiegając z jadalni.

 Molly zalała się łzami, które bezskutecznie próbowała zatrzymać. W końcu opadła bezsilnie na wytarty fotel i dała upust negatywnym emocją.

- Mój syn! Gdzie popełniłam błąd? Czego mu w życiu nie dałam? - chlipała, podczas gdy razem z Rudą poklepywałyśmy ją współczująco po plecach i podawałyśmy kolejne chusteczki.

- Nie przejmuj się mamo, to kretyn. Wróci szybciej niż wyszedł - skomentowała Ruda, w odpowiedzi słysząc jedynie lament swej matki.

Nie miała racji. Godziny wlokły się niemiłosiernie, a Rona nigdzie nie było widać. Właśnie szykowałyśmy spóźnioną kolację, gdy usłyszałam ten głos na podwórku

- Daj spokój, ona nie chce mnie widzieć! - Malfoy. Ślizgońskie syki rozpoznałabym dosłownie wszędzie. Diabeł odpowiedział mu niezbyt wylewnie
- Nie dąsaj się stary, to przecież Gryfonka. Czego się spodziewałeś?

- Jak to czego? Że po wojnie w końcu coś zacznie funkcjonować normalnie. Tymczasem Tobie układa się z Ginny, a ja nadal tkwię sam jak palec!

- Kiedyś i Ty znajdziesz szczęście - skomentował Zabini, by po chwili dodać - chodź, pokaże Ci co dzisiaj znalazłem.

Przesłyszałam się. Tak, z pewnością się przesłyszałam. Przecież Ślizgoni nie są zdolni do takich rozmów, a już na pewno nie ten, za którym szaleją wszystkie dziewczyny w Hogwarcie.
- Przestań się w końcu przejmować Draconem - warknęłam do własnych myśli
- Słucham? Czy ja dobrze słyszałam? Miona, myślisz o Smoku? - wyszczerzyła się Ginny, przezabawnie trzepocząc rzęsami.
- Wydaje Ci się, nic nie mówiłam - mruknęłam a słoik z miodem, który miałam dodać do słodkiej niespodzianki dla Pana Weasleya wyśliznął mi się z rąk i z głośnym brzękiem tłuczonego szkła upadł na ziemię.
- Tak, właśnie widzę - roześmiała się perliście najmłodsza latorośl Weasley'ów wracając do pracy, podczas gdy ja bezskutecznie starałam się ukryć wykwintne rumieńce.

Draco:

- Smoku podnieś swój leniwy tyłek i ubierz się w końcu - Blease najwyraźniej szczerze znudzony moim lenistwem szarpał skrawek kołdry, którą się szczelnie okryłem.

- Dobra już dobra, daj mi pięć minut.

- Pięć minut? Najwyżej dwie stary! Musze wracać do Nory - fuknął Zabini przewracając oczami.

- Wiesz co Diable? Ja naprawdę nie pojmuje Twojego toku myślenia! Miałeś podlizać się Rudej i jakoś zdobyć jej zaufanie, ale przecież nikt nie kazał Ci tam zamieszkać!

- Pomyśl kretynie. Jak skutecznie poznać tryb życia tych zdrajców i dowiedzieć się więcej o życiu tej nędznej szlamy? To bardzo skuteczne i dosyć wygodne rozwiązanie, nie uważasz?

- Wygodne? Nie mów mi, że ta dziura Ci się podoba! - roześmiałem się odrzucając pościel.

- Żółć Ci na mózg padła, czy uderzyłeś się w główkę? Mieszkam tam tylko i wyłącznie ze względu na to, że sytuacja tego wymaga, więc nie mów mi, że siedzenie z Wieprzlejami przypada do gustu arystokracji!

- Nie unoś się, człowieku - rozłożyłem ręce w geście bezradności i zaśmiałem się cicho

- Cholera Draco, mamy niecałe piętnaście minut! Jeżeli się spóźnimy będą wypytywać, nawet nie wiesz jak dociekliwe potrafi być to grube babsko! - usłyszałem głos Bleasa i parsknąłem. Matka Wieprzlejów, też mi coś. Kobiecina do rany przyłóż, łatwo ją sobie owinąć wokół palca. - DRACO! - na Merlina co za natręt!

- Wychodzę! - odkrzyknąłem podirytowany tą manią punktualności.

- No w końcu! To jak, idziemy? 

- Jeszcze momencik. Stary muszę wykombinować jakąś dobrą gadkę - na co może lecieć taka zarozumiała Gryfonka jak Granger? - Diabeł spojrzał na mnie jak na debila - Nie gap się tak, pomóż mi!

Gdy po pięciu minutach zrezygnowany wstałem z niepościelonego łóżka uważając kumpla za kompletnego bezmózga, Bleasa olśniło
- Smoku, wmów jej że jest obserwatorem!

- Co? - zapytałem głupio mrugając szybko oczami. O czym on do cholery plecie?

- No wiesz, laski lubią wywoływać poczucie winy nie? Zrobimy tak. Wiewióra i Szlama rządzą w kuchni. Pospieszmy się i walnijmy po drodzę gadkę typu o nie, jestem taki nieszczęśliwy, bo przecież ona nie chce mnie widzieć! To działa, serio - Blease puścił oko w moją stronę. Nie zdobyłem się nawet na głupi komentarz. Ten plan był genialny! Diabeł jak gdyby czytał w moich myślach, powiedział wesoło

- To lecimy - i w tym oto momencie poczułem znane szarpnięcie.

Wylądowaliśmy nieopodal Nory. Przez całą drogę zastanawiałem się jak zacząć tą komedię tak, żeby gra aktorska nie została wykryta. No ale kto mógłby być lepszym pozerem niż ja, sam Draco Malfoy? Otóż nikt. Z Diabłem u boku czułem, że mogę wszystko. Mogę oszukać nawet Granger.

- Gotowy? - zapytał Blease. W odpowiedzi kiwnąłem niezauważalnie głową i pociągnąłem za furtkę.

Mój wzrok dyskretnie powędrował w stronę okna. Wszystko zapowiadało, że przedstawienie będzie naprawdę wspaniałe.
- Daj spokój, ona nie chce mnie widzieć! - zrobiłem zbolałą minę dostatecznie regulując ton głosu. Musiała to słyszeć! Zerknąłem szybko. Wzrok szlamy skierowany był w naszą stronę. Otóż to! Rybka połknęła haczyk.

- Nie dąsaj się stary, to przecież Gryfonka. Czego się spodziewałeś? - Blease podłapał tę gierkę natychmiast. Zresztą, jak zwykle. Zawsze byliśmy w tym świetni.

- Jak to czego? Że po wojnie coś w końcu zacznie funkcjonować normalnie. Tymczasem Tobie układa się z Ginny, a ja nadal tkwię sam jak palec! - sarkazm. Otóż to! Całe moje życie to jeden, wielki sarkazm. Nie musiałem grać, żeby wygrać.

- Kiedyś i Ty znajdziesz szczęście, Ale wtedy staruszku - dbaj o nie. - skomentował Zabini, by po chwili dodać - chodź, pokaże Ci co dzisiaj znalazłem. - odeszliśmy w stronę niewielkiego sadu, którego pielęgnowaniem zajmowała się Ginny. Na szczęście dla nas był całkowicie pusty. Z szelmowskim uśmiechem opadłem na ławkę i zapytałem

- Jak poszło?

- Smoku, sam prawie w to uwierzyłem! - Zabini zacmokał zadowolony z takiego obrotu sprawy. - a teraz - zwiesił na chwilę głos i spuścił z tonu - opowiedz mi jak idzie Ci z Tomem

- Jak to jak? Ciągle próbuję go rozgryźć. Tortury nie dają efektów! Słowo Ci daję, potrafi oprzeć się nawet zaklęciom niewybaczalnym. To musi być syn Czarnego Pana, nie widzę innej możliwości. Tylko on był tak wielki - odpowiedziałem szeptem nerwowo oglądając się za siebie. Prawda nie mogła wyjść na jaw - ale wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? To chyba jakiś masochista. Wydaje się cieszyć z krwawych przesłuchań, a przecież odbywają się jego kosztem
W tym momencie dojrzałem Charliego. - Koniec - syknąłem do Diabła, a ten od razu się wyprostował.
- Tak, myślę że nawet Sprout pozwoli nam kontynuować zielarstwo - dla niepoznaki Blease udał, że rozmawiamy o owutemach. - cześć Charlie! - pomachał mu uśmiechając się sztucznie.
- Chłopaki nie chcę przerywać wywodów na przyszłość, ale mam wam wiadomość do przekazania - zaczął kudłaty, jak zwykliśmy nazywać go między sobą - kolacja gotowa, mama zaprasza do ogrodu.
- Cudownie, nie jadłem chyba przez całą wieczność! - z udawanym zachwytem na twarzy udałem się w stronę stołu.
Hermiona:
Nie mogłam przestać myśleć o tym Ślizgońskim bydlaku. Bo niby jak? Mącił mi w głowie. Gdy w końcu udało mi się uspokoić, a ciasto stygło już w blaszce, pani Weasley zawołała z ogrodu
- Stół już nakryty, możecie podawać! 
Sałatka, której postanowiłam skosztować była przyrządzona naprawdę mistrzowsko. Posłałam Ginny spojrzenie, które jak miałam nadzieje - było pełne uznania dla jej ciężkiej pracy. Podejrzewałam, że tak właśnie było - Ginny napracowała się ciężko i to nie dla Harrego, który nadal nie wrócił z wakacji, ale dla Bleasa, a ten właśnie żwawo szedł w stronę stołu. Za nim jak można się było spodziewać wlókł się Tleniony. Usłyszałam jego głos za swoimi plecami
- wolne? 
- Jasne, siadaj - rzuciłam od niechcenia, wskazując na krzesło. Malfoy od razu zabrał się za kaczkę z pomarańczami. Spałaszował ją w ciągu minuty i właśnie sięgał po pieczone ziemniaki, które przygotowałam, gdy płomykówka wylądowała na stole rozlewając herbatę na moje spodnie.

- Czyja to sowa? - zdziwił się Bill wyciągając ręke w stronę listu - Percy. No cóż, wydaje mi się że wszyscy wiemy, gdzie zatrzymał się Ron - mruknął po chwili i pogładził sówkę po główce. Napiła się wody z przygotowanego dla niej pucharka i odleciała pohukując radośnie.

Nikt nie zwrócił uwagi na moje syki. No, może poza Malfoyem. Szybkim krokiem udałam się w stronę domu. Musiałam szybko rozciąć te spodnie. Poparzenie wydawało się być rozległe, a spodnie już bardzo przywarły do skóry. Za mną wparował Draco
- Wszystko dobrze? - zapytał i szybkim krokiem podszedł do skórzanej kanapy na którą opadłam w poszukiwaniu nożyczek
- Tak, wprost cudownie, Malfoy! - syknęłam zdenerwowana, że zadaje tak niedorzeczne pytania. - a teraz pomóż mi z łaski swojej!
Okazało się, że Draco jest znakomitym doktorem. Opatrzył moją ranę i skutecznie schłodził ją różdżką. Uznał, że miałam szczęście. Na kolację już nie wróciłam i nawet, gdy Artur wrócił z pracy, a jego córka pobiegła po blaszkę z ciastem, udałam że niemiłosiernie boli mnie głowa. Siedziałam właśnie wygodnie na łóżku, prostując co chwila zbolałą nogę i wertowałam mugolską lekturę, gdy do pokoju zakradł się Malfoy. Podniosłam wzrok i gniewnie prychnęłam. On jednak pochylając się tylko nade mną wyszeptał
- Musimy porozmawiać, Hermiono.



Informuję, że rozdział nie był sprawdzany, z góry przepraszam, jeśli pojawiły się jakieś błędy. Ogólnie rzecz biorąc nie jestem zadowolona z tego rozdziału, zdecydowanie nie miałam pomysłu.

sobota, 12 października 2013

Na wstępie powiem - nie, nie zapomniałam, po prostu mój chłopak wyjechał a komputer robił fochy ;c w zamian za to dwie nowe notki pojawią się dużo szybciej ;)

ROZDZIAŁ VIII
''PRZYJDZIE MIMO TWEJ NIECHĘCI, ZNIKNIE ZANIM SIĘ OBEJRZYSZ''

 Rozsiadłam się wygodnie na łóżku, które przygotowała dla mnie Molly. Właściwie , dosyć dziwnie mówić po imieniu mamie Ronalda. W końcu przez całe życie Pani Weasley była dla mnie jak matka chrzestna której nigdy nie miałam. W pokoju pojawiła się Ginny. Widząc moje nieufne spojrzenie zaklęła po nosem, głośno wciągając powietrze do płuc.

- Słuchaj Miona... - zaczęła - wiesz przecież, że bardzo Cię kocham. Zawsze byłaś dla mnie jak siostra, mówiłyśmy sobie wszystko, wspierałyśmy się w trudnych chwilach i akceptowałyśmy wzajemne wybory.

Wydęłam usta w grymasie, który miał informować, by Ruda natychmiast przeszła do rzeczy. Jednakże młoda za punkt honoru obrała sobie odwlekanie tej sprawy tak długo jak to będzie możliwe.

- Hermi przecież wiesz, że między nami bywało różnie, ale ja zawsze byłam przy Tobie! - kontynuowała poddenerwowana, łamiącym się głosem.

- Ginerwo Weasley! - twarz dziewczyny do której skierowane były te słowa przybrała kolor dojrzałych wiśni - natychmiast powiedz o co tu chodzi!

- Hermiono, nie nazywaj mnie Gine..

- NATYCHMIAST! - krzyknęłam, by osiągnąć to, czego potrzebowałam. Poskutkowało, gdyż po chwili niezręcznej ciszy jedyna córka Weasley'ów bardzo powoli wyszeptała
- On tak bardzo mi się podoba..

- Słucham? -nie potrafiłam ukryć zdziwienia. Przecież Blease i Ginn w ciągu wszystkich tych lat spędzonych w Hogwarcie nie zamienili ze sobą nawet słowa - możesz powtórzyć to głośniej?!

- ON TAK BARDZO MI SIĘ PODOBA! - łzy zalśniły w oczach rudowłosej.

- Oh.. - nie wiedziałam, jak zareagować. - jak to się stało Ginn? Przecież Wy dwoje nigdy się nie lubiliście - rozczarowany ton mojego głosu mówił sam za siebie.

- Miona nie określaj mnie tak srogo. To prawda, nie darzyliśmy się szczególną sympatią, ale Ty nie wróciłaś do szkoły. Wolałaś iść z Harrym. 

- Właśnie, Harry. Czy on w ogóle wie co się tutaj wyprawia?! 

- Nie! - pisnęła Ginny zakrywając usta dłonią - i nic mu nie mów Hermiono, bo  daję słowo, że do niczego nie doszło! Proszę.

- Wytłumacz mi to dziewczyno, bo nie pojmuje Twojego toku myślenia - stwierdziłam wzruszając bezradnie ramionami.

- Herm, gdy wróciłam do Hogwartu panowały tam straszne warunki. Uczniów za drobne przewinienia traktowano Cruciatusem, porywano z pociągu, zastraszano na lekcjach. Nie mogłam na to patrzeć! Pewnego dnia rozpętała się straszna burza. Spiesząc się do pokoju wspólnego na korytarzu zastałam scenę napawającą prawdziwym oburzeniem. Crabbe i Alecto torturowali niewinną, przesłodką dziewczynkę! Śmiali się małej w twarz wykrzykując, że rodzice z pewnością byliby dumni, w końcu ich dziecka dotyka ktoś czystej krwi! Nie wytrzymałam. Uniosłam różdżkę i cisnęłam oszałamiaczem w Alecto. To nauczyciel, Miona! Mogli mnie wywalić ze szkoły, torturować tak samo jak tą pierwszoroczniaczkę! Przerażona rzuciłam się do ucieczki, gdy nagle nogi oplotły mi sznury. Crabbe stał za mną, a wiesz po czyjej stał stronie! Różdżka wypadła mi z ręki, więc jedyna linia obrony skutecznie została mi odebrana. I wtedy Zabini wyszedł zza posągu jednookiej wiedźmy. Szybko ocenił sytuację a później rzucił parę ostrych słów temu osiłkowi i stwierdził, że sam się mną zajmie. Gdy ten pajac odszedł sprawdzić co z Alecto zapytał, czy wszystko w porządku. Byłam przestraszona i nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do dormitorium, ale nawet tam nie byłam bezpieczna! Dotarł do mnie po niespełna minucie. Przygotowałam się już na wyrok, byłam pewna że będzie okrutny, gdy Blease uniósł różdżkę wasze twarze przeleciały mi przed oczami, a on? Opuścił zasłony! Usiadł na rogu mojego łóżka i...

WSPOMNIENIE:
Blease pospiesznie kierował się w stronę pokoju wspólnego Gryfonów. Miał nadzieję, że Weasley będzie u siebie. Chciał porozmawiać z tą drobną dziewczyną. Miała temperament, ale i była odważna bo w końcu kto odważyłby się tak zadrzeć z Alecto i całą żałosną gromadką?

- Na pewno będzie nastawiona niechętnie - przyszło mi na myśl, gdy wdrapywałem się po schodach do dormitorium dziewcząt. Przekroczyłem próg pokoju unosząc różdżkę, by udaremnić podejrzenie nas z zewnątrz. Ruda skuliła się, a w oczach błysnęło przerażenie. Skrzywiłem się. Nie miałem pojęcia, że mała tak zareaguje.

- Naprawdę jestem aż tak odpychający? - zapytałem siląc się na uśmiech. Tak naprawdę miałem ochotę schować twarz w dłoniach. Nie odpowiedziała, więc kontynuowałem swoją wypowiedź - Oh przestań, przecież nie chcę zrobić Ci krzywdy! 

- Nie chcesz? - prychnęła - a niby co robią podobni Ci kumple całymi dniami, jeśli nie wyżywają się na takich jak ja, co? 

- Na Merlina, Weasley czy ja wyglądam jak oni?! - wrzasnąłem i widząc reakcje przestraszonej dziewczyny spuściłem głowę - przepraszam. Myśl, że mógłbym być tak złowrogi doprowadza mnie do białej gorączki -wyszeptałem.

Ruda rozchyliła leciutko różowe usteczka i po raz pierwszy przyjrzała mi się uważniej.

- Dlaczego mnie uratowałeś? - cichutko zaczęła, spoglądając mi niepewnie w oczy.

- Zginęłabyś - odpowiedziałem równie nieśmiało, kierując swój wzrok na jej zgrabny nosek.
Na korytarzu rezległy się kroki. W oka mgnieniu pojęliśmy do kogo należą i wyciągnęliśmy różdżki. Gdy Sneape wpadł do pokoju, mając za sobą ''przyjaciół'' rozegraliśmy przedstawienie!

- Zapamiętaj to dobrze, zdrajczyni, bo następnym razem nie będe taki potulny - wrzasnąłem znakomicie grając swoją rolę. Ginny była w tym równie dobra. Skuliła się a łzy mieszały się ze smoczą krwią, którą za imitowaliśmy jako ranę na jej policzku. Wychlipała
- D, d, d ... dobrze - i usiadła na podłodze z głuchym hukiem.

- Blease, wystarczy -dyrektor uniósł brew w geście uznania dla swojego ucznia. - idziemy - powiedział, a widząc że gromadka za nim stoi nadal, jak wbita w ziemię dodał - POWIEDZIAŁEM WYSTARCZY.
Wychodząc puściłem oko do Ginny i mógłbym przysiąc, że odpowiedziała mi wesołym błyskiem swych pięknych oczu.

- I wyszedł - zakończyła ruda spoglądając z uśmiechem na przyjaciółkę, na twarzy której malowało się zrozumienie.

- Ginny, to naprawdę niesamowite. Nigdy nie podejrzewałabym Zabiniego, o taką postawę! - roześmiałam się. - ale co później? Jak to się stało, że trafił właśnie tutaj? Do Nory?

- Ukrywaliśmy się w pokoju życzeń i prowadziliśmy długie rozmowy. Matka Bleasa zginęła z ręki samego Voldemorta, a ojciec? Cóż, każdy wie że nie interesował się synem. W każdym razie po wojnie Zabini przeszedł na naszą stronę i nie stchórzył jak Malfoy. Był ranny, to ja go znalazłam. Zaprosiłam go więc i opatrzyłam rany. Co prawda już dawno się wygoiły, ale nie przeszkadza nam jego obecność. W pewnym sensie stał się dla nas członkiem rodziny - monolog Ginny przerwała drobna zmarszczka na czole. - Ale jest coś, co naprawdę mnie irytuje.

- A konkretnie? - zapytałam, modląc się by nie chodziło o Draco.

- Ten palant pogodził się z Tlenionym. Teraz przesiaduje u nas co najmniej dwa razy w tygodniu! Co prawda rodzice zaakceptowali jego wizyty, ale ja? Nie mogę ich znieść - roześmiała się Weasle'ówna.
To była informacja, której się obawiałam. Dlaczego Malfoy mi o tym nie powiedział? No dlaczego?! Chyba znałam odpowiedź na to pytanie, choć w świecie Malfoya zupełnie nic nie mogło być pewne.



Minął długi tydzień, w  trakcie którego zdążyłam przyzwyczaić się do obecności przystojnego Ślizgona, a nawet poczuć do niego sympatię. Intrygowała mnie jego inteligencja i delikatność, którą bezskutecznie starał się ukryć. Właśnie ganiałam go po podwórku, żądając zwrotu okularów przeciwsłonecznych, gdy na podwórze wkroczył zachwycający młodzieniec. Otworzyłam szeroko usta, a chwilę później zganiłam się w myślach za to niezbyt grzeczne zachowanie. Podszedł bliżej.

- Malfoy? - moje oburzenie nie miało końca.

- Cześć Granger. Widzę, że Diabeł działa na nerwy - odparł jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się olśniewająco.

- Smoku, jak dobrze Cię widzieć stary! - wyszczerzył się Blease, gestem zapraszając chłopaka w głąb ogrodu. - co prawda spóźniłeś się na obiad, ale za to Granger upiekła ciasto - roześmiał się, gdy kopnęłam go w piszczel.
Piętnaście minut później Draco zajadał się ciastem zabawiany przez Diabła, a ja obserwowałam tych dwoje spod byka. Nim się zorientowałam kawałek ciasta utknął mi w długich włosach.

- MALFOY - wrzasnęłam podnosząc się z miejsca. Miałam zamiar pokazać mu, gdzie jego miejsce. Nagle poczułam krem na policzku. Odwórciłam się powoli - BLEASE, MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA! ZAPŁACICIE MI ZA TO!
Gonitwa trwała każdym razem gdy przystanęli. W końcu Blease gdzieś zniknął, a w polu widzenia Hermiony został jedynie blondyn. Gdy Miona nie mogła już złapać oddechu złapał ją za kostki i przewrócił na trawę. Pisnęła.

- Co Granger? Boisz się biednej fretki? - roześmiał się, wesoło patrząc na dziewczynę.
- Nie Malfoy, ale za to Ty możesz bać się dzielnej Gryfonki - odkrzyknęła i szarpnęła nogę chłopaka tak, że znalazł się tuż nad nią.
Spojrzał dziewczynie głęboko w oczy, zastanawiając się, czy Granger kiedykolwiek się do niego przekona.
- Malfoy, złaź! - warknęła wyrywając Tlenionego z rozmyślań - +
Niezadowolony chłopak podniósł się z ziemi bardziej przejmując się własnymi, karygodnymi wręcz myślami, niż szlamą, którą powinien był dawno zabić. Przecież miał misję! A mugoli, takich jak Granger nie można mu było nawet dotykać! To wbrew zasadom rodziny!

DRACO:
Naburmuszony usiadłem na kocu. Jak mogłem snuć takie rozważania? Przecież to szlama. Mała, żałosna dziewucha, od której powinien się trzymać z daleka! Tylko dlaczego tak bardzo przejmował się losem tej małej mugolaczki? Nic dla niego nie znaczyła. I ten całus w policzek. Draconowi zrobiło się nadzwyczaj gorąco. Podobało mu się to, co zrobiła wtedy Hermiona. Teraz siedziała odwrócona do niego plecami. Podszedłem do niej i zachowując dystans powiedziałem
- Pójdę już.
Wstała.
- Pójdziesz? Nie pożegnasz się z Bleasem? - zapytała. Poczułem kwiecisty zapach jej perfum. Rozkoszując się nim powiedziałem tylko - zrozumie. - po czym wyszedłem z ogrodu Weasleów.

HERMIONA:
Spojrzałam na naburmuszoną minę chłopaka, który wyraźnie niezadowolony usiadł na kocu. Nie cierpię Dracona! Przekonywałam samą siebie, podczas gdy moje ciało nadal delikatnie drżało. Nie rozumiałam reakcji własnego ciała. Drżało przez dotyk wroga! Jestem żałosna! Pomyślałam rozpaczliwie siadając plecami do Malfoya. Niech już sobie pójdzie. Wtedy mężczyzna podniósł się. Usłyszałam jego głos za plecami.
- Pójdę już.
Wstałam przeklinając własne żądania. Nie chciałam, by teraz odchodził! A może chciałam? Wariuję! - pomyślałam.
- Pójdziesz? Nie pożegnasz się z Bleasem? - zapytałam, mając nadzieję, że przystanie na moją propozycję. Podszedł bliżej i nagle zatrzymał się w pół kroku. Przez twarz Ślizgona przeszedł jakiś cień. Czyżby obrzydzenie? Dlaczego nie podszedł bliżej! No tak, przecież dla niego jestem zwykłą, brudną mugolaczką!
- Zrozumie. - powiedział Draco i skierował się w stronę furtki, a moje oczy wypełniły łzy.

Mam nadzieje, że się spodoba ;)