poniedziałek, 23 września 2013

ROZDZIAŁ VII
''NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE WRÓG JEST JEDYNIE WROGIEM''

Chłodny wiatr smagał moje włosy, gdy wraz z Draconem teleportowaliśmy się zaledwie pół kilometra od Nory. Odetchnęłam świeżym powietrzem i otworzyłam orzechowe oczy, spoglądając ukradkiem na przystojnego Ślizgona. Towarzyszył mi wstyd - nie tylko dlatego, że on, śmierciożerca i przede wszystkim Malfoy uratował mi życie, ale również z powodu niezliczonych ilości tajemnic, które łączyły ich prastarą rodzinę. Nie chciałam wtrącać się w pogmatwane życie arystokracji. Przerażała mnie myśl, o ukrytych kłamstwach, czy niedopowiedzeniach, które scalały całą gromadę czarodziejów czystej krwi w jedność. 
Jestem zmęczona, wyśpię się i zapomnę o tych głupotach, toć to żałosne - pomyślałam i w tym samym momencie Tleniony zawarł głos, niezwykle spokojny jak na osobowość z którą miałam styczność od lat

- Nie zapomnisz. 

- Podsłuchujesz moje myśli?! - zdenerwowałam się nie na żarty. Po co w ogóle starał się o to, żeby mnie nie zabili? Starał się! W tym musiał być jakiś podstęp. Ale jaki...

- Nie moja wina, że skamieniałaś jak... jak posąg! Wybacz, o delikatności, że uratowałem Ci życie, bo przecież tak bardzo chciałaś zginąć - zironizował wybuchając sztucznym śmiechem i tym samym przerywając po raz kolejny myśli młodej kobiety.

- No wiesz Malfoy? Nie prosiłam Cię o taką przysługę! W końcu po co miałbyś ratować nędzną szlamę - wysyczałam przez zęby, odwracając się na pięcie.

- Jesteś mi coś winna Granger -jego głos drżał od powstrzymywanego gniewu.

- Czyżby? - spojrzałam w szare oczy Blondyna, krzywiąc się nieznacznie - nie sądzę - dodałam patrząc na niego hardo.

- Nie sądzisz, powiadasz... No cóż, w końcu czego mógłbym spodziewać się po Gryfonce, w dodatku przyjaciółce Pottera - parsknął potrząsając energicznie głową. - Tak Granger, to było do przewidzenia.

- Po mnie? A kto z dwojga obecnych tu osób nie miał odwagi stanąć z nami w Bitwie o Hogwart?! Kto całymi miesiącami wylegiwał się w wygodnych komnatach, obsługiwany przez Bogu ducha winne skrzaty domowe podczas gdy ja, Ron, Harry i cała reszta ryzykowaliśmy życie, by uratować chociażby Twój nędzny tyłek? A może już zapomniałeś, że gdyby nie my, prawdopodobnie skończyłbyś równie wspaniale, jak Twój ojczulek jego banda?! - dyszałam ciężko, wyrzucając z siebie cały żal, złość i pogardę. Co za bezczelny człowiek!

- Więc tak o tym myślisz? Jak to Ty mówisz ''wylegiwałem się'' podczas gdy wy narażaliście przecież tak cenne życie, hm? Nie wiesz co mówisz Granger.

- Nie wiem co mówię?! NIE WIEM CO MÓWIĘ! Malfoy ja tam byłam! O ile sobie przypominam, ubrany byłeś w przyzwoicie ciepłą szatę, a stół zastawiony był do obfitej kolacji, podczas gdy my głodowaliśmy zarówno dniem jak i nocą! 

- To niby moja wina tak? - oczy blondyna zwęziły się, zamieniając w niewielkie szparki. - A pomyślałaś może, jak ja się czułem, będąc zmuszonym jeść ze stołu na którym codziennie ginęli niewinni? Ze stołu, przy którym przesiadywał ON?

- A niby co takiego robiłeś, żeby ich powstrzymać, biedactwo Ty moje?! - zironizowałam - no co, może powiesz mi, że kiedykolwiek wyraziłeś swój sprzeciw, Malfoy?!

- Chciałem, ale nie mogłem.

- NIE MOGŁEŚ NAWET WTEDY, GDY TWOJA KOCHANA CIOTECZKA ZROBIŁA MI TO?! - wrzasnęłam upuszczając rękaw szaty. W bladym świetle zalśniły blizny układające się w słowo ''SZLAMA''. Blondyn zaniemówił.
Przez moment dostrzegłam ból w stalowych oczach, które zazwyczaj były nieodgadnione. Chłopak wydawał się prowadzić jakąś wewnętrzną walkę, o której ja dziewczyna pochodząca z mugolskiej rodziny nie miałam zielonego pojęcia. Co może dziać się w głowie Dracona Malfoya? Arystokraty, który niezależnie od sytuacji staje po stronie swojej zawszonej ideałami rodziny?

- Właśnie, Granger. Zawsze po stronie parszywej rodziny - uniósł podbródek dziewczyny zaglądając jej głęboko w oczy. Nie wiedział co chciał w nich znaleźć. Współczucie, a może wsparcie?

Użyłam całej mocy empatii, jaką byłam zdolna w danym momencie wykreować. Cieszyłam się z faktu, że ćwiczyłam przechwytywanie silnych emocji dużo wcześniej, niż wymagała tego szkoła. Skupiłam się na chłopaku, przymykając powieki.

Spadałam w dół. Czarna rozpacz owładnęła nagle całe me ciało. Czułam, że moja świadomość zamyka mnie w odosobnionej klatce. Byłam sama. Gdzie światło, którego tak rozpaczliwie szukam?! Czułam smutek i rozgoryczenie bijący z wnętrza chłopaka. Nagle ocucił mnie jego głos. Nie był on chłodny, niczym stal. Raczej... troskliwy?
- Wystarczy.

Spojrzałam na swego wroga, po raz pierwszy i ostatni decydując się na tak spontaniczną decyzję. Podeszłam do niego chwiejnym krokiem i nim zorientował się, co zamierzam zrobić, poczuł na policzku gorące wargi
- Dziękuje... Draco.
Po czym odeszłam szybkim krokiem nie odwracając głowy.

Draco:
 Granger wrzeszczała już dobrą minutę. Poczułem się dotknięty, jak gdyby żywcem palono me ciało. Miała mnie za potwora. Brzydziła się tak nędzną karykaturą, tchórzem, który jak mówiły jej myśli niezależnie od sytuacji wstawiał się za rodziną. Przyznałem jej rację. Przecież ją miała! Od lat obserwowałem Ojca, który wpajał mi swoje chore zasady. Znałem je wszystkie na pamięć. Jako małe dziecko żywiłem do nich urazę. Do ojca czułem zaś żal, bo przecież żaden z tych ludzi, o których tak niepochlebnie wyrażał opinię, nie czynił niczego złego naszej rodzinie! Z czasem zapomniałem o dziecięcych troskach w pełni poddając się wychowaniu Lucjusza. Zgorzkniały tępiciel szlam narastał we mnie niczym bestia, pragnąca dać upust zawiści na ich brudnych ciałach i spaczonej psychice. Nie pasowali do naszego świata. Niepostawni, wręcz żałośni, plugawi mugole nie mający nic wspólnego z odwieczną tradycją. Należało ich wyeliminować! Czy naprawdę tak właśnie myślałem? Otóż do czasu.
Granger obserwowałem właściwie od zawsze. Mała, zarozumiała kujonka. Rodzice - stomatolodzy. Sprawdziłem w księgach. Leczyli zęby mugolakom podobnym do siebie. Co ciekawego widzieli w takim zawodzie? Dłubanie w zębach jest obrzydliwe! Ohyda.
W pierwszej klasie dokuczałem jej na każdym kroku obserwując reakcję, jakie wywołam. Niezwykle starała się opanować złość i łzy, które regularnie jej fundowałem. Cieszyło mnie to, motywowało. No cóż, w drugiej klasie pojawiły się pewne komplikacje. Ja, Draco Malfoy zawsze znajdę wyjście z sytuacji. Dziedzic Slytherina! Idealna okazja, by zastraszyć szlamę. Niestety, w połowie roku szkolnego padła ofiarą paskudnego Bazyliszka i została spetryfikowana. Nigdy nie dowiedziano się, że odwiedziłem ją w skrzydle szpitalnym. Spojrzałem w szkliste oczy, przepełnione strachem i burzę loków porozrzucaną wokół jej głowy. Wyglądała jakby umarła. Porcelanowa cera dodawała jej pewnego uroku. Wyszedłem szybko nie oglądając się za siebie, zapominając o tym, że mogłem pomyśleć o niej jak o spetryfikowanej koleżance, zamiast plugawej szlamie. W trzeciej klasie istotnie - zaczęła zadziwiać. Do tej pory czuję pulsujący ból na policzku. Czwarta, hmm. Wiktor Krum - co ona właściwie widziała w tym gburowatym mężczyźnie? Trzeba było przyznać, że on wiedział co robi biorąc się właśnie za Granger. Doprawdy, wyładniała niesamowicie. W piątej klasie Hermiona wydawała się obojętna na złośliwe komentarze, które rzucałem pod jej adresem. Szósta? No cóż, byłem zajęty innymi sprawami. Zwróciłem na nią uwagę dopiero wtedy, gdy Lestrange z lubością torturowała jej ciało. Była odważna i piękna. Wojownicza, gotowa zginąć za przyjaciół. A teraz? Chcieli ją zabić!  Nie mogłem na to pozwolić, nie po tym wszystkim co zrobiła dla świata magii - w tym dla mnie! Chciałem ją uratować. Nie tylko dla niej, ale również dla siebie. Czułem, że przeznaczenie postawiło na jedną kartę, której będę musiał podołać. Czyżby tą kartą miała być właśnie owa Gryfonka? Tego miałem się dopiero dowiedzieć. Ratując ją dowiedziałem się czegoś cennego, czegoś o sobie - Draco Malfoy potrafi być wdzięczny.
Z tą myślą zniknąłem ze stromego wzgórza pozostawiając po sobie jedynie powiew chłodnego wiatru.


Nora tętniła życiem. Od wejścia na podwórze Miona słyszała wesołe wrzaski Rona i popiskiwanie Rudej. Pani Weasley mieszała w garnku różdżką doprawiając sos, a Percy i Bill nakrywali do stołu. Z szerokim uśmiechem na ustach przekroczyłam próg domu. Wszyscy umilkli, kierując wzrok na moją osobę. Po schodach biegła Ginn, która gdy zobaczyła Hermi zatrzymała się wpół kroku i otworzyła szeroko usta. Nagle Gryfonka zauważyła dlaczego. Za Ginny stał nie kto inny jak Zabini Blease. Ron próbując ratować sytuację wykrzyknął wyraźnie uradowany

- MIONA! - pocałował krótko brązowowłosą przyciągając ją w stronę stołu kuchennego.
W ślad za nim poszła cała rodzina. Hermiona miała właśnie wyrazić swoje bezbrzeżne zdumienie, na widok Bleasa w Norze, gdy ten podszedł do dziewczyny uśmiechając się nieśmiało.
- Cześć. - rzekł nerwowym głosem niepewny reakcji kobiety. W końcu nigdy nie darzyli się zbytnią sympatią - to może dziwne, ale chwilowo zamieszkuję Norę - wyszczerzył się.

Zszokowana spojrzałam na każdego z osobna. Ludzie za którymi tęskniłam spoglądali przepraszająco, wyglądali też na zawstydzonych. Przeniosłam wzrok na płomiennie rudą przyjaciółkę, która na twarzy miała wypisane zdanie ''WSZYSTKO CI WYTŁUMACZĘ''.
- Chyba mamy sporo do nadrobienia - przerwałam nieznośną ciszę kierując się wolno w stronę drewnianych schodów.



Wróciłam! Kolejna notka w piętek! Komentujcie i dzielcie się pomysłami ;)

piątek, 13 września 2013

UWAGA! Nowa notka nie pojawi sie przez najblizszy czas. Rozdzial jest juz gotowy, ale bardzo prosze o wskazowki I opinie dotyczace poprzednich rozdzialow.

Przepraszam za brak polskich znakow, nie sa dostępne w mojej aktualnej klawiaturze. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelnikow :-D ;**

środa, 11 września 2013

ROZDZIAŁ VI
''GŁUPOTA JEST PRYWATNA ALE JEJ SKUTKI - SPOŁECZNE''


Obudził mnie jakiś trzask. Chciałam zerwać się szybko, by móc zaatakować, ale ogromny ból przeszywający moją głowę nie pozwolił na podniesienie jej wyżej niż na centymetr. Zrezygnowana opadłam spowrotem na twardą powierzchnię. Właściwie, gdzie ja jestem? Chwila.. Wytężyłam wzrok, zastanawiając się nad miejscem swojego pobytu. Zauważyłam niewielką szafkę nocną, oraz mahoniową szafę, taką o jakiej od zawsze marzyłam. Spojrzałam na łóżko z bordowym baldachimem i wpadła mi do głowy myśl, że kojarzę to miejsce. Jeszcze raz z wielkim wysiłkiem rozejrzałam się po pomieszczeniu by stwierdzić ze szczerym zdziwieniem, że znalazłam się w przytulnym hotelu, do którego kiedyś przyprowadziły mnie Adele, bliska przyjaciółka Toma. Ale właściwie jak ja się tu znalazłam i dlaczego tak boli mnie głowa? Niejasne, rozmazane obrazy pojawiły się przed moimi oczami. Malfoy, porwanie, tajemnica, rozwiązanie zagadki. No tak!
W tym momencie moje rozmyślania przerwała czarnowłosa dziewczyna o nienaturalnie białej, marmurowej cerze. Wchodząc do pokoju spojrzała na mnie i powiedziała z naganą ale i współczuciem w głosie
- Mogłabyś bardziej uważać, następnym razem może to być ktoś inny, nie Draco.

- Słucham? - wychrypiałam.

- To co słyszałaś, Panno Granger, Draco Malfoy przetransportował panią bezpiecznie w to miejsce, gdy już zapewnił chmarę śmierciożerców, pozwoli panienka że zacytuje ''tą szlamę sprzątnął''. - odpowiedziała krzywiąc się nieznacznie, gdy wypowiadała końcówkę zdania.

- Więc on, on zrobił to... dla mnie? - wyszeptała otwierając szeroko oczy i nie zwracając uwagi na pulsujący ból w całym ciele.

- Malfoy zrobił to co słuszne było dla ogółu sprawy jak stwierdził. Myślę, że wie już iż domyśliła się panienka kto kryje się za porwaniem kuzyna Toma. - oznajmiła, nie zmieniając chłodnego wyrazu twarzy. Spojrzałam w jej stalowe oczy, które nagle przypomniały mi..

- Jest pani ciotką Dracona? - zapytałam, zdziwiona po raz kolejny.

- Panno Granger, zadaje pani zbyt dużo pytań, na które udzielić można niejednoznacznych i skomplikowanych odpowiedzi - zganiła mnie, ale zauważyłam że oczy kobiety posmutniały.
Postanowiłam nie odpowiadać i gdy leżałam tak w kompletnej ciszy a towarzyszem był mi jedynie odgłos deszczu, czarnowłosa kobieta podeszła do mnie sprawdzając temperaturę i zmieniając opatrunki, które miałam na dłoniach. Jej skóra była delikatna niczym pergamin i niewiarygodnie chłodna, co przyjemnie chłodziło i dawało ukojenie sińcą, które miałam zapewne na całym ciele.
Dopiero gdy za oknem zapadł już zmrok poczułam się lepiej. Zastanawiałam się jak bardzo niepokoją się o mnie rodzice i ciotka. Zadowolona, że ból głowy zniknął, usiadłam na łóżku, odgarniając pościel i z zawstydzeniem stwierdziłam że jestem naga. Kobieta, która zajmowała się mną na polecenie Dracona weszła do pokoju dokładnie w momencie w którym zamierzałam z niego wyjść owinięta jedynie w długie, białe prześcieradło.
- Gdzie się wybierasz, bo chyba nie do domu? - żachnęła się, a mojej uwadze nie umknął jej poddenerwowany głos i nagłe przejście na ''ty''.

- Przepraszam, jeśli sprawiłam kłopot, ale ja naprawdę muszę już iść. Czuję się lepiej, a rodzina z pewnością zamartwia się o mnie - stwierdziłam  ostrożnie dobierając słowa i uważnie obserwując kobietę.

- Nigdzie się stąd nie ruszysz, póki nie wróci Draco. - burknęła popychając mnie lekko w głąb pokoju i zamykając za sobą drzwi. - ubierz się - rzuciła jeszcze wskazując ręką na drzwi toalety.

- Ale rodzice, ciocia.. - zaczęłam a ona przerwała mi wpół zdania.

- Nie przejmuj się podjęliśmy stosowne środki i zadbaliśmy, by o nic się nie martwili. Nawiasem mówiąc, nie wrócisz już do tego domu. Opuścisz Malagę w tempie natychmiastowym, ale o tym opowie Ci Malfoy - powiedziała, a ja chcąc nie chcąc powoli skierowałam się w stronę ubikacji.

Niepewnie przeszłam przez próg pomieszczenia, a to co zobaczyłam przekroczyło dalece najśmielsze oczekiwania i być może (do czego oczywiście nigdy się nie przyznam - szczególnie że wyniknęło to z inicjatywy Ślizgona) skryte marzenie. Ogromna wanna po brzegi wypełniona była buzującymi z gorąca bombelkami, a na wierzchu spokojnie dryfowała samotna, krwistoczerwona róża. Zachwycona podeszłam bliżej i ponieważ wcześniej kłęby pary nie pozwalały mi dojrzeć wszystkiego dokładniej, doznałam szoku po raz kolejny, bo otóż na małym, szklanym stoliku stał kieliszek wina i starannie zapakowana paczuszka. Podeszłam bliżej, zastanawiając się czym zasłużyłam sobie na jakiekolwiek prezenty od tej specyficznej kobiety, która sprawowała nade mną pieczę. Oderwałam karteczkę dołączoną do złotego pudełka i przeczytałam, przy każdym słowie otwierając oczy coraz szerzej:
'' Granger! Wiem, że nie tak chciałabyś spędzać ostatnie dni w Hiszpanii ale nie masz wyboru. Prezent jest dla Ciebie, podejrzewam że Ci się przyda, bo w końcu nie chcesz chyba cały dzień paradować w szlafroku? Spotkamy się niedługo i wtedy przedstawie Ci plan działania.
                                                                                                                             Malfoy.
PS Uważaj - nie potknij się, tym razem Cię nie złapie.''

No nie! Nie ma Cię w pobliżu?! A co ma to niby znaczyć? Nie jestem niezdarna, po prostu zawsze trafiasz w złych momentach - mówiła do siebie na głos Hermiona, jakgdyby Draco stał tuż obok. - Nie mogłeś sobie odpuścić tego Granger, przez tyle lat nie dowiedziałeś się jak mam na imię tak? - warknęła. - I od kiedy dajesz szlamą prezenty?
Po piętnastu minutach relaksującej kąpieli złość na Tlenionego wyparowała. Miona wzięła do ręki kieliszek z winem i rozkoszując się słodkim smakiem, pomyślała że Ślizgon ma nie najgorszy gust, przynajmniej w kwestii smaku. Godziny mijały, a ona pogrążając się w przemyśleniach nie zauważyła nawet, że za małym okienkiem wychodzącym na werandę zaczyna świtać. W pewnym momencie usłyszała energiczne pukanie do drzwi.
- Granger! Granger, słyszysz mnie? - nie odpowiedziałam - GRANGER!
- Pali się czy co?! - nagle podirytowana fuknęłam w stronę drzwi. Nie chciałam aby ktokolwiek wyrywał mnie z tego cudownego miejsca.
- Siedzisz tu około pięciu godzin, wyłaź natychmiast! - rozległ się władczy głos należący z pewnością do młodego arystokraty.
- Po tym co mi zafundowałeś potrzebuję przynajmniej siedmiu! - odgryzłam się czekając na nadchodzącą kłótnie i myśląc gorączkowo jakie słowa mogą paść z ust Malfoya.
- Pospiesz się, Granger - odpowiedział, diametralnie zmieniając ton głosu na zupełnie spokojny, co zdziwiło mnie do tego stopnia, że potknełam się wychodząc z wanny. - niezdara - zachichotał i nim zdążyłam na niego nawrzeszczeć zaskrzypiały drzwi i wyszedł z pokoju.

Otworzyłam paczkę, o której w ciągu tych paru godzin upojenia zdążyłam zapomnieć. Na pierwszy rzut oka widać było jedynie papier przykrywający całość. Gdy dokopałam się do zawartości oczy dosłownie wyszły mi z orbit. Wiedziałam! Wiedziałam, że coś takiego odwali! Ja mam się ubrać w TE ciuchy?! Spanikowana krzyczałam do siebie w myślach, wyzywając blondyna na czym świat stoi.
Do czarnej, koronkowej bielizny dołączona była skąpa czerwona bluzka na ramiączka z głębokim dekoldem. Czarne spodenki z wysokim stanem miały dopełniać całość. Ale zaraz! Hermiona zobaczyła drugie dno pudełka i zdenerwowana szybko je rozerwała. Znajdowały się tam wysokie szpilki w kolorze szkarłatu. BOŻE! JAK JA SIĘ LUDZIOM POKAŻE! Przerażona rozważałam decyzję pozostania w szlafroku. Ostatecznie zdecydowałam się jednak na włożenie tych niegrzeszących skromnością ubrań i pomyślałam o lekkim makijażu, który ostatnio stał się nieodłączną częścią mojego życia. Zaraz jednak odrzuciłam od siebie wszelkie ''mazidła'' jak zwykł nazywać to Ron, uznając że wyglądam wystarczająco sztucznie.


Wyszłam na balkon i wciągając w płuca świeże powietrze rozmyślałam o Norze. Jakże chciałam się właśnie tam znaleźć! W tym momencie, przy Rudej, Ronie, przy Harrym! Ile moglibyśmy razem zrobić, ile rozmawiać! Teraz te myśli wydawały się takie odległe.
- Ubranka się spodobały? - zaskoczył mnie cichy szept przy uchu. Podkoczyłam
- Malfoy, kretynie! - wrzasnęłam ze złością odsuwając się jak najdalej od blondyna.

- Uważaj do kogo mówisz - syknął, a na jego twarzy pojawiła się dawna zaciętość i nienawiść - to że Cię uratowałem szlamo nie daje Ci prawa do obrażania mnie.

- Myślisz że chciałam Twojego ratunku!? Masz się za superbohatera a jesteś nikim! - krzyknęłam ze łzami w oczach. Tak bardzo nienawidziłam tego słowa. ''Szlama'' - brudna, niechciana, niepotrzebna, samotna. Żwawo weszłam do pokoju, w którym jeszcze niedawno leżałam zwinięta w kłębek na łóżku i łapałam już za klamkę drzwi wyjściowych, gdy złapał mnie za ręke.

- Czekaj - powiedział oschle.

- Daj mi spokój, przecież nie będziesz się szlamą przejmował! - wywrzeszczałam mu w twarz kipiąc ze złości.

- Może i nie, ale sobą napewno, a to nie dotyczy tylko Ciebie, królewno! - odparował a jego twarz wykrzywił grymas złości.

- No jasne, wielki arystokrata, poniża każdego, kto wpadnie mu w ręce! Nietykalny, cudowny! A tak naprawdę? Kim jesteś tak naprawdę Malfoy co?! Śmierciożercą na wolności, zwykłym egoistycznym dupkiem! - krzyczałam i krzyczałam, a on z każdym moim słowem bledł coraz bardziej. - Myślisz, że jesteś lepszy?! Jesteś tak samo dobry jak Twój zakichany ojciec! Familia krwiożerczych potworów zamiast ludzi! - wrzasnęłam kończąc swój monolog i nagle poczułam siarczystego policzka.

- Nie pozwolę, żebyś obrażała mojego wnuka, dziewczyno! - wykrzyknęła owa czarnowłosa kobieta, która była tak wielką zagadką.

- WNUKA? - oniemiałam.

- Draco, zaprowadź dźiewczynę do sąsiedniego pokoju. Porozmawiajcie - skierowała wzrok w stronę Dracona nie przejmując się moją obecnością, a już na pewno nie reagując na szok jakiego doznałam i zniknęła mi z pola widzenia. Jak ona to zrobiła? Zastanawiałam się podążając niespiesznie za sztywnym młodzieńcem o platynowej czuprynie. Byłam dumna i wstydziłam się zarazem. Nie chciałam zranić jego rodziny, a jednocześnie pragnęłam odpłacić mu za te lata upokorzeń, traktowania ludzi jak gorszy, drugorzędny gatunek.
- Siadaj - rzucił krótko wciąż mając na twarzy wypieki i wskazał wygodny fotel w barwach Slytherinu.

- Malfoy posłuchaj, ja..

- Daruj sobie Granger. - urwał Ślizgon wpatrując się we mnie intensywnie. Wyglądał na zasmuconego. Słuchaj uważnie. Cała gromada podobnych mi ludzi..

- śmierciożerców - wtrąciłam nie mogąc się powstrzymać.

- Nie przerywaj mi! Cała gromada jest święcie przekonana, że nie żyjesz. Powiedziałem im, że torturowałem Cię do czasu, aż Twoje wycieńczone bólem ciało się poddało.

- Kusząca propozycja, wykończyć szlamę co Malfoy? - zapytałam zgryźliwie łamiąc jego zasady.

- Przestań mnie irytować, dobrze Ci radzę Granger! Nadstawiałem karku dla takiej istoty jak Ty, mogłabyś okazać przynajmniej odrobinę wdzięczności! Ale to pewnie zbyt wiele jak dla Ciebie, co? - podniósł ton głosu a ja wpadłam w fotel chwilowo niezdolna do wykrztuszenia jakiegokolwiek słowa - Dziś w nocy zabiorę Cię do domu Weasle'ów. Twoi rodzice myślą że tam przebywasz. Wysłali już Twoje kufry i wszelkie inne potrzebne Ci rzeczy. Powiesz mi, gdzie mieszkają i teleportujemy się w pobliżu, resztę drogi przejdziesz na piechotę. Co prawda nie utrzymam wieści o Twojej śmierci na długo, ale przynajmniej zyskam na czasie.

- I co jak już się dowiedzą? Chcesz się skazać na pewną śmierć? Dla takiego ''czegoś'' jak ja? - zaczęłam podirytowana mając ochotę palnąć mu rodzicielskie kazanie i zanadto podkreślając słowo ''czegoś''. Szybko ugryzłam się w język.

- Nie Twoja w tym rzecz, martw się o siebie. - oschle odpowiedział na moją zaczepkę nadal zachowując zimny wyraz twarzy.

- Czyli dziś cały dzień spędzę w Twoim towarzystwie? No świetnie, po prostu fantastycznie! - Naprawdę poddenerwowana rzuciłam sarkastyczne spojrzenie w stronę Dracona który na moje pytanie odpowiedział uprzednio skinieniem głowy.

- Ostatecznie to ja mogę się ubrudzić - stwierdził Tleniony ze złośliwym uśmieszkiem.

- Palant! - syknęłam, gotując się w środku. Co za człowiek! - nie musisz ze mną przebywać, poradzę sobie! - wojowniczo popatrzyłam na rozbawionego moimi słowami blondyna.

- Może chcesz wiedzieć coś o babci? Miałaś zdziwioną minę, gdy dowiedziałaś się że nie ma dwudziestu dwóch lat. - zmienił szybko temat, nie podejmując wyzwania Miony, uznał bowiem iż z tej konwersacji wynikłaby co najwyżej kolejna nieprzyjemna sprzeczka.

- Tak, to co najmniej dziwne. - skinęłam głową i dodałam - jak cała Twoja rodzinka.
Dracon uśmiechnął się pobłażliwie i odpowiedział dobierając uważnie słowa

- Lata temu, gdy babka zaczynała służbę u Czarnego Pana... Nie nie waż się przerwać, mam dość zgryźliwości! No więc lubiła eksperymenty. Praktykowała na uwięzionych przez siebie mugolach. Niektóre z mikstur dawały zaskakująco tragiczne efekty - urwał na chwilę przywołując wspomnienia - pewnego razu niosła otwartą fiolkę. Eliksir który się w niej znajdował miał powodować zatrzymanie rozwoju osoby, która go zażyje. Oczywiście babunia nie była pewna swojego wywaru, to też chciała sprawdzić jego działanie na drobnej, pięknej kobiecie. Jej mąż nie wytrzymując takiego napięcia,rwał sznury jak szalony. Gdy babka pochylała się już nad swoim króliczkiem doświadczalnym rzucił się w jej stronę i mimo, że sznury nie rozerwały się do końca, cała zawartość zdążyła wylać się na ręce babci. Przestraszona obserwowała możliwości skutków ubocznych. Gdy okazało się, że skórę ma nadal w jednym kawałku, owa kobieta, na której eksperymentowała zmarła. Mężczyzna zawył wściekły i babka odwróciła się chcąc go przykładnie ukarać. W tamtym momencie umilkł jakgdyby rażony prądem i osunął się po ścianie a ona zdziwiona niezmiernie jego reakcją naprawiła sznury zaklęciem i pobiegła do lustra, przerażona myślą, co może w nim ujrzeć. Gdy spojrzała na swoje odbicie zobaczyła, że stała się..
- Kobietą która zmarła mi na rękach - dokończyła czarnowłosa i dopiero wtedy Hermiona zdała sobie sprawę, że od dłuższego słuchała ona opowieści wnuka.
- Nie - szepnęłam strwożona.
- Właśnie tak, drogie dziecko. Błędy młodości zawsze przynoszą przykre konsekwencje - pokiwała ze smutkiem głową, dodając cicho - szukam eliksiru, który pomógłby mi powrócić do dawnej postaci, bowiem być wiecznie młodym, to jakby przekląć naturę a wtedy i ona odwróci się od Ciebie.

- Więc ile właściwie ma Pani lat? - zapytałam obawiając się odpowiedzi. Kobieta spojrzała na Dracona i gdy ten dał znak, aby mówiła swobodnie, wzięła głęboki oddech

- Właściwie kochana, mam.. - zawachała się jeszcze raz głęboko nabierając powietrza, jakby chciała mieć je na zapas - 136 lat. - nabrane powietrze uszło z niej jak z balona. Stałam tam zagubiona i sama, czułam się taka bezbronna, tak głupia i oszukana.

- Pani jest... Jest... - nie mogłam znaleźć odpowiednich słów opisujących mój strach, niechęć i wstręt do tej kobiety.
- Potworem - podpowiedziała odwracając się i wyszła niespiesznie znikając za mosiężnymi drzwiami.
- Malfoy... Zabierz mnie stąd - zwróciłam się do chłopaka i wbiło mnie w podłogę.

 Po policzku Dracona płynęła jedna, srebrzysta łza. Nie mogąc uwierzyć w to co widzę, zrobiłam nieodwracalny błąd. Wyszłam.


Kochani, krytykujcie śmiało i mówcie, co Wam się nie podoba, bądź podoba, wskazówki i rady mile widziane! ;)

poniedziałek, 9 września 2013

ROZDZIAŁ V
''ROZUMEM SERCA NIE WYSPOWIADASZ''

Hermiona siedziała cicho pośród swoich ulubionych kwiatów - białych orchidei, rozmyślając o wydarzeniach mających miejsce w Maladze podczas jej pobytu. Jak to możliwe, że w mieście słynącym z ogólnej radości, zapanował wszechobecny smutek? I dlaczego właśnie ona, czarownica, ale i prosta dziewczyna zarazem miała wrażenie, że jest powiązana z owymi zdarzeniami?

Od zaginięcia jej kuzyna, Toma minęło zaledwie sześć dni, ale sam fakt ciążył na wszystkich mieszkańcach okolicznych ulic. Mugolska policja nie ustawała w śledztwach, podejrzewając każdego, kto mógłby się rzucać przesadnie w oczy. Mione nagle oświeciło. Odtworzyła szczegółowo zdarzenia tamtego dnia:

Obudził mnie śpiew przepięknych, niebieskich ptaków, których nigdy wcześniej nie widziałam w owych okolicach. Oczarowana wyszłam na niewielki balkon oczekując chociażby paru chwil zachwytu, bo w końcu nieczęsto można zobaczyć tak piękne stworzenia. Nim jednak zdążyłam postawić stopę na czarnych kafelkach zdobiących podłogę balkonu, niesamowite stworzonka umknęły mi gdzieś, nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu. Rozczarowana przypomniałam sobie o liście do Ginny. Nie odpisała na niego, a jej ostatnia, dość dziwna przecież wizyta nie pozwalała twierdzić, że wszystko jest w porządku. 
Być może ktoś przechwycił sowę? - pomyślałam ze smutkiem, bezradnie porównując zniknięcie zwierzątek, do ostatniego spotkania z przyjaciółką. - Nie, to chyba niemożliwe. W końcu, kto mógłby się na to zdobyć? I jaki byłby cel tej całej maskarady? Zdecydowanie trzeba mi odrzucić tą teorię.
Z tą oto myślą postanowiłam skorzystać z porannej toalety.
Koleżanki Toma zabrały mnie ostatnio na zakupy odzieżowe, wskutek czego uboga w mugolskie ubrania szafa zapełniła się najnowszymi trendami mody. Tego dnia wybrałam śliczną, turkusową sukienkę, która idealnie podkreślała moją opaleniznę i (co zawsze wprawiało mnie w zakłopotanie) krągłe kształty. Dobrałam do niej sandałki na koturnie i bransoletkę, którą dostałam kiedyś w prezencie od Rona. Rzęsy przeciągnęłam lekko tuszem do rzęs i tak jak radziły mi dziewczyny postanowiłam użyć szminki o malinowym odcieniu, który nadawał ustom jeszcze pełniejszy kształt. W tym odzieniu w podskokach pobiegłam do kuchni. Tam czekała już na mnie miseczka ulubionych musli i słodka niespodzianka, a mianowicie przepysznie wyglądające ciastko z wiśniami i bitą śmietaną. Przeczytałam krótką kartkę następującej treści :
 ''Kochana Mionko! Nie gniewaj sie, ale postanowiliśmy razem z ciocią i Tomem zrobić sobie małą wycieczkę. Wiesz przecież, że Twój kuzyn dostał się do jednej z prestiżowych szkół w Andaluzji. Pomyśleliśmy, że warto byłoby zobaczyć warunki, w jakich zostanie przyjęty! Nie chcieliśmy Cię budzić, wyglądałaś na bardzo zmęczoną. 
                                                                                                      Całujemy, Rodzice.
P.S Nie czekaj na nas z kolacją, wrócimy nad ranem! Pieniądze zostawiliśmy na szafce w przedpokoju.''

Pierwszy raz zostanę sama na dłużej w tym mieście. Właściwie, to co też mam robić przez cały dzień? No trudno, będzie trzeba wymyślić coś sensownego - pomyślałam po czym zabrałam się za pałaszowanie pozostawionego dla mnie śniadania.

Dwie godziny później wyszłam do niewielkiego ogródka z listą, która wydawała mi się niezbędna. Zrobiłam sobie nawet plan dnia, aby żadnego z zaplanowanych punktów nie przeoczyć.

Na początek biblioteka El pais, jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Maladze.
Właściwie to tego nie pojmuję. W Hogwarcie ciągle naśmiewają się z tego, że lubię przebywać w bibliotece. Tutaj ludzie są bardziej oczytani? Dziwne.
Po odwiedzeniu tego miejsca, którym mówiąc krótko dziewczyna była iście zachwycona i wypożyczeniu paru dzieł wybitnych poetów, nadszedł czas na wizytę w kawiarni Placa Reail. Przemiła kelnerka pogawędziła chwilę z Hermioną, podając jej zimną, musującą lemoniadę, zwaną w tamtych rejonach Gaseosa. Nieświadomie Gryfonka zasiedziała się w tym przytulnym miejscu pogrążając się we wspomnieniach i planach na przyszłość. Z zamyśleń wyrwał ją nienaturalnie zimny głos
- No, no szlama Granger tuła się po mugolskich kawiarenkach. Oczekujesz spotkania jakiegoś mugolskiego chłopaczka? Spójrz na siebie w lustrze, kto by Cię zechciał?
Dziewczyna podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą osobę, której nienawidziła z całego serca. Dracona Malfoya. Stał przed nią, uśmiechając się ironicznie, a w jego wzroku było coś przyprawiającego Hermionę o dreszcze. Mimo to odcięła się
- Malfoy, ale chyba Ty możesz pochwalić się tym samym, co? W końcu postawiłeś nogę w miejscu do którego zaglądają same szlamy - syknęła, uśmiechając się pobłażliwie i lustrując go wzrokiem.

Nagle zauważyła, że nie ma na sobie szat czarodzieja, a jedynie szare, krótkie spodenki i białą bokserkę podkreślającą jego muskularne, opalone ramiona. 
- Mam tu sprawę do załatwienia, miałem nadzieję spotkać Twojego chłoptasia, tego Toma czy jak mu tam - stwierdził krótko Ślizgon.
- Masz pecha, dzisiaj go ze mną nie ma. 
- Rzucił Cię, Granger? Nie dziwiłbym się w sumie. - złośliwie uśmiechnął się Draco, odrzucając białą czuprynę opadającą mu w tej chwili zalotnie na czoło.
Ooo matko, pomyślałam ''zalotnie''? Chyba się zastrzelę, co sie ze mną dzieje! - przeraziła się Gryfonka.
- Trafiłem w dziesiątkę? No cóż, arystokracja zawsze ma rację. - powiedział blondyn, nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi.
- Najwyraźniej ta jak to mówisz ''arystokracja'' ma poważnie zawyżoną samoocenę. Kompletnie nie trafiłeś. Ten ''chłoptaś'' jest moim kuzynem, ma na imię Tom i właśnie dzisiaj wyjechał. Ale właściwie co Cię to może obchodzić Malfoy?

Chłopak wybałuszył oczy na dziewczynę. Rodzina?! ONA MOŻE BYĆ POWIĄZANA Z CZARNYM PANEM? Toć to hańba! Przyjaciółka Pottera, rodziną Voldemorta? To jakiś żart, cholernie dobrze ukartowany żart!

- Mam do niego sprawę - głucho powtórzył młodzieniec i dodał - na długo wyjechał? Gdzie?
- Nic Ci do tego, tak sądzę. Nie, nie na długo, przekażę mu, że pytałeś - kąśliwie powiedziała Hermi, poważnie zastanawiając się nad tym, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
- Nie musisz się fatygować - syknął Dracon obawiając się, że wpadł w poważne tarapaty. Dla niepoznaki, a raczej wizerunku ''maski'' dodał więc - Wiesz co, Granger, odprowadzę Cię. W końcu przyszywany braciszek nie chciałby, żeby jego ukochana siostrzyczka znowu na kogoś wpadła.
- Czy Ty masz gorączkę, Malfoy? Odprowadzisz MNIE?!
- Tak, nie drzyj się do cholery, wszyscy na nas patrzą. Nie chcę zwracać na siebie uwagi,szczególnie  gdy przebywam w takim towarzystwie - podkreślił słowo ''takim'' i uśmiechnął się jadowicie.
- Sam tego chciałeś, nikt Cię nie zmuszał i nie rozumiem zupełnie o co Ci chodzi. - fuknęła dziewczyna.

I dobrze, że nie rozumiesz - pomyślał Draco czekając aż Hermiona będzie gotowa do wyjścia. Gdy wstała spojrzał na nią i chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, po raz drugi pomyślał, że jest ona piękna.

W połowie drogi postanowił nawiązać jakąkolwiek konwersację
- Został miesiąc wakacji. Cieszysz się, że wracasz do Hogwartu? - zagaił.
- Cieszyłabym się bardziej, gdyby nie fakt, że będe musiała oglądać tam Ciebie. A może zamierzasz wskrzesić Voldemorta i powtórnie sprowadzić szeregi śmierciożerców do szkoły?
- Pytałem poważnie! Zresztą, nie miałem wyboru - odpowiedział cicho, udając skruchę i gratulując sobie zdolności aktorskich.
- Nie miałeś wyboru! Co to w ogóle za tłumaczenie?! - prychnęła dziewczyna, oburzona taką wymówką ze strony Dracona.
- Nie rozumiesz jak się czułem, gdy wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię... - urwał
- Jeśli tego nie zrobisz, to niby co?
- Że jeśli tego nie zrobię, zabiją moją rodzinę - wykrztusił chłopak po raz pierwszy spoglądając na dziewczynę.

Był zadziwiony szczerością swej odpowiedzi. Dziękował w myślach za to, że Gryfonka już się nie odzywała, idąc cicho z zaciśniętymi piąstkami.
Właściwie, po co jej to powiedział? Przecież nie chodziło o fakt zabicia rodziny, nie zależy mi na niej! Na niczym mi do cholery nie zależy! - wrzeszczał na siebie w myślach, wiedząc że to nieprawda.

A ona?
Co on plecie za bzdury. Nie mógł! Mógł iść do Dumbledora, pomógł by mu, ale nie duma arystokracji nie pozwala na takie wyczyny! No tak i przecież splamiłby swój honor w oczach rodziny. Może jednak nie miał wyboru? A może... Może nie jest tak straszną osobą? Nie, przestań - nakazała sobie. Zawsze jest jakiś wybór!

W tym momencie wpadła na kogoś i czyjeś ręce oplotły jej nadgarstki. Były to ręce Malfoya.
- Co Ty robisz? Puść mnie! - krzyknęła
- To Ty znowu na mnie wpadasz, Granger. - oznajmił Ślizgon i dodał - to chyba tutaj. No, to do zobaczenia... szlamo. - odszedł szybkim krokiem w stronę ciemnej ulicy, prowadzącej jak wszystkie - do nikąd.

Dotknęło ją to ostatnie z słów arystokraty, chociaż obiecała sobie nie przejmować się obelgami, które zadziwiająco często rzucał w jej stronę Malfoy. Pogrążona w smutku, którego przyczyny właściwie nie znała, wzięła prysznic i otworzyła wypożyczoną książkę, znajdując się w całkowicie innym świecie.

Draco kroczył ciemną uliczką pewnie i żwawo. Wiedział już, że jest tylko jeden sposób. Uwięzić Toma. Dzięki legilimencji wiedział, gdzie wybrał się młody mężczyzna. Z wyrazem pogardy dla szkół mugolskich, wszedł do domu przywołując Averego
- Tak, panie? - rzekł, tęsknie spoglądając w stronę niedopitego trunku, który pozostał w salonie.
- Avery, zbieraj się. Wiem, gdzie jest chłopak. Zrobimy to dzisiaj.
- Teraz, zaraz? - jęknął śmierciożerca.
- Nie, za tydzień palancie! Pewnie, że zaraz! Rusz się, zabieraj płaszcz - warknął blondyn, rzucając czarną peleryną w towarzysza. - wezwij pozostałych, spotkamy się na Valtoria Street,na rogu londyńskiej ulicy. - rzekł wychodząc z pomieszczenia i znikając za drzwiami wyjściowymi.

Wyrywając się ze wspomnień owego dnia i spotkania z Draco, dziewczyna pełna obaw wciągnęła na siebie bluzę i pobiegła w stronę kawiarni, w której spotkała chłopaka. Musiał mieć z tym coś wspólnego, ale dlaczego dopiero dziś na to wpadła!? Gdy dotarła na miejsce, zastanowiła się przez chwilę.
Co właściwie chcę zrobić? Jestem bezbronna, bez czarów i różdżki nie mam przy sobie nawet telefonu komórkowego! Spanikowana pomyślała o Tomie.
- MALFOOOOOOY! - wrzasnęła, by po chwili upaść bezbronnie na ziemię i stracić przytomność.



Przepraszam wszystkich za tak niemrawe rozwijanie się akcji, ale dalej mam problem z komputerem. Czytajcie i szczerze komentujcie!

wtorek, 3 września 2013

ROZDZIAŁ IV
''PODEJRZENIU, ŻE WSZYSTKO JEST PRAWDĄ TOWARZYSZY PODEJRZENIE, ŻE WSZYSTKO JEST FAŁSZEM''

- No nie! - wrzasnęła Hermiona wyskakując szybko z łóżka, w momencie gdy ostatnie krople lodowatej wody spływały po nocnej koszuli - Tom, co to miało być?! 
- Pobudeczka kuzynko, słońce, na dworze upalnie, wychodzimy na spacer! - rozbawiony chłopak obserwował rozeźloną minę Miony, która wydawała mu się iście komiczna.
- Zrób mi śniadanie, muszę iść pod prysznic - warknęła, wyjmując suchy ręcznik z niedużej komody i kierując się w stronę toalety.
- Prysznic? Przecież już był. Szybki i orzeźwiający - zachichotał Tom wychodząc szybko z pokoju, aby uniknąć morderczego wzroku dziewczyny.

Wszedł do małej, aczkolwiek przytulnej kuchni. Kafelki w kolorze śliwki węgierskiej odbijały światło dając cudowny efekt, natomiast muślinowe firanki dopełniały zgraną całość. Chłopak pomyślał chwilę i skierował się w stronę lodówki.
No cóż, mleko i płatki czekoladowe powinny wystarczyć naszej królewnie - pomyślał, nie kryjąc zadowolenia z siebie. Bo przecież tak łatwe i szybkie śniadanie, każdemu przypadnie do gustu!

Miona właśnie skończyła brać prysznic, gdy usłyszała jakiś hałas dobiegający z jej pokoju. Stwierdziła, że to kuzyn czeka, aż wyjdzie z toalety, zmieniła jednak zdanie, gdy okazało się że ten podśpiewuje we własnej izbie. Pełna niepokoju w pośpiechu naciągnęła szlafrok i jednym, zwinnym ruchem wyskoczyła z ubikacji, żałując że nie ma różdżki.
Ale przecież potrafię krzyczeć - pocieszyła się nim jej wzrok spoczął na..
- GINNY?! - wrzasnęła, by po chwili zasłonić malinowe usta dłonią. - co Ty tu robisz? - zadała pytanie przyjaciółce, znacznie spuszczając z tonu, patrząc jednak podejrzliwie na małą.
- Spokojnie, Hermiona! - powiedziała ruda, puszczając łobuzersko oko do zszokowanej dziewczyny - no co tak stoisz, nie przywitasz się?
- Ale... Jak Ty... Jakim cudem... - jąkała się przytulając Weasley'ówne.
- Oh, rozmawiasz z siostrą Freda i Georga - żachnęła się młoda. - powiedz mi Mionka, co u Ciebie?
- Wakacje mijają mi wspaniale, ale Ginny tak się stęskniłam! Za Tobą, za Wami, za Norą! - pokrzykiwała, prawie skacząc z radości. Gdy już otrząsnęła się z szoku poczuła się naprawdę szczęśliwa.
- Miona, nie mamy za wiele czasu. Muszę wracać dokładnie - tu zerknęła na zegarek - za cztery minuty i trzydzieści pięć sekund. Czy w ciągu Twojego pobytu tutaj. Tak wiem, przyjechałaś niedawno - dodała widząc, że przyjaciółka otwiera usta - ponawiam pytanie. Czy w tym czasie stało się coś, co przykuło Twoją uwagę? Coś niezwykłego? - dokończyła szybko, rozglądając się nerwowo po niewielkim pomieszczeniu, które służyło Hermi za kwaterę na czas pobytu w Hiszpanii.
- Nie sądzę - odparła powoli dziewczyna, nagle poważniejąc i uważniej przyglądając się rudowłosej - ale dlaczego pytasz? 
Gdy ta miała już gotową odpowiedź Granger dodała
- Nie, czekaj! Gdy Tomasz zabrał mnie na potańcówkę
- Imprezę - wtrąciła mała.
- Tak, dobrze imprezę! Nieważne. Poszłam się przewietrzyć. Gdy kierowałam się w stronę budynku, by znaleźć Toma i zaproponować powrót do domu wpadłam na.... MALFOYA! - dokończyła dramatycznie trzęsąc burzą loków - i to dosłownie - dodała.
- Oh, Malfoy tutaj? To podejrzane. - stwierdziła Ginny, udając zaciekawienie. Jej mina wyrażała jednak zawód, o czym przyjaciółka doskonale wiedziała. - no tak więc... Do zobaczenia w Norze! - uścisnęła przyjaciółkę i wyskoczyła na balkon, po czym rozległ się głośny trzask i nastoletnia czarownica zniknęła.

Ciekawe, od kiedy ona potrafi się teleportować - zdziwiła się Hermiona. Podejrzenia nie opuszczały jej nawet na moment. Nie wiedziała kiedy zjadła śniadanie i przyszykowała się do wyjścia. Właściwie nie miała pojęcia, jak dotarła na targ?

Przerwała na chwilę rozważanie swoich tez, wpatrując się w gustowną chustkę podkreślającą orzechowe oczy dziewczyny. Chciałaby ją mieć, jest taka piękna... Postanowiła sprawdzić cenę, gdy nagle zobaczyła platynowy błysk. Czy to możliwe? Dracon? On chyba naprawdę mnie śledzi - zdenerwowała się, popadając we wspomnienia. Rozważała, czy mogła mu podpaść. Prócz niezaprzeczalnego faktu - ona i Ślizgon darzyli się szczerą nienawiścią, nie miał jej chyba nic do zarzucenia? A może znów tępi szlamy? - obserwowała miejsce w którym spostrzegła jego włosy.

- Kochana.. - zagaił Tom, obserwując czarownicę, która od co najmniej dwóch minut stała w miejscu i wyglądała tak, jak gdyby pochłonął ją zupełnie inny świat.

Młody mężczyzna zacisnął na chwilę powieki i zaczął odczytywać myśli kuzynki. Krążyły wokół jakiejś Ginny Weasley o której nigdy nie słyszał, oraz co napełniało go prawdziwą zgrozą... Wokół Dracona!

Otrząsnął się. Tę dziwną umiejętność posiadał od zawsze. Mógł wnikać w myśli osób, na których skupiał swoją uwagę. Jak to się działo? Nie wiedział. Ale z myśli Miony wywnioskował, że zna owego blondyna, o chłodnym uosobieniu. Ciekawe skąd...
- Płacicie Państwo ? - zadał pytanie wyraźnie zniecierpliwiony sprzedawca patrząc badawczo na młodzież.

Chłopak wyskrobał jakieś drobniaki, opłacając kapelusz Hermiony.
- Chodź... - szepnął do niej, prowadząc ją za rękę.

Dziewczyna była nieobecna aż do samego powrotu. W domu zaszyła się w swoim pokoju odmawiając zjedzenia obiadu, czy kolacji. Mimo, że rodzice dziewczyny byli naprawdę zaniepokojeni, rzucili tylko zadawkowe spojrzenie córce, pozwalając jej dalej pogrążyć się w rozmyślaniach.

Zachowywała się jakoś dziwnie. Ten zegarek... On był chyba męski - myślała gorączkowo - no i to ubranie. Nigdy nie widziałam tej bluzki! Coś mi tu nie gra! Czy to napewno ona?


W tym czasie Draco Malfoy krzywiąc się ze złości chodził po obszernym salonie.
Miałem nadzieję, że ta szlama powie mi coś istotnego! Coś co mogłoby pomóc, cokolwiek na temat swojego przygłupiego kuzyna.Próbował udawać rudzielca, wychodziło mu to chyba nieźle, przynajmniej nie sądził, by się zorientowała, ale dlaczego tak ciężko wyciągnąć z niej informacje? Przecież nie ma czasu na zwiady. Ale oczywiście nie, jej nie da się podejść! A on jej dotknął, przytulił tą brudną dziewuchę! Cóż za porażka! - pomyślał z obrzydzeniem arystokrata spoglądając w lustro.W końcu odzyskiwał własną sylwetkę.
Trochę szkoda - stwierdził. Ta zdrajczyni krwi jest całkiem niezłą sztuką - zamyślił się głęboko, odchodząc w miejsce, gdzie nikt nie próbował go znaleźć - do ogrodu pełnego białych orchidei.




Przepraszam, że tak krótko i późno, ale chwilowo niestety mam ograniczony dostęp do internetu. Piszcie szczerze, jak Wam się podoba. ;)

PS Jak mijają Wam pierwsze dni w szkole? Ja rozpoczynam teraz liceum i powiem szczerze, że jestem zmęczona już pierwszym dniem. To taki odmienny świat, to już nie gimnazjum. To słychać po wypowiedziach nauczycieli i widać po samej postawie.
BUZIAKI ; *

niedziela, 1 września 2013

UWAGA! ZE WZGLEDU NA AWARIE KOMPUTERA ROZDZIAL POJAWI SIE JUTRO WIECZOREM! PRZEPRASZAM ZA UTRUDNIENIA I SERDECZNIE POZDRAWIAM! ŻYCZE WAM UDANEGO POCZATKU ROKU I PRZYJEMNEGO WIECZORU.