środa, 11 września 2013

ROZDZIAŁ VI
''GŁUPOTA JEST PRYWATNA ALE JEJ SKUTKI - SPOŁECZNE''


Obudził mnie jakiś trzask. Chciałam zerwać się szybko, by móc zaatakować, ale ogromny ból przeszywający moją głowę nie pozwolił na podniesienie jej wyżej niż na centymetr. Zrezygnowana opadłam spowrotem na twardą powierzchnię. Właściwie, gdzie ja jestem? Chwila.. Wytężyłam wzrok, zastanawiając się nad miejscem swojego pobytu. Zauważyłam niewielką szafkę nocną, oraz mahoniową szafę, taką o jakiej od zawsze marzyłam. Spojrzałam na łóżko z bordowym baldachimem i wpadła mi do głowy myśl, że kojarzę to miejsce. Jeszcze raz z wielkim wysiłkiem rozejrzałam się po pomieszczeniu by stwierdzić ze szczerym zdziwieniem, że znalazłam się w przytulnym hotelu, do którego kiedyś przyprowadziły mnie Adele, bliska przyjaciółka Toma. Ale właściwie jak ja się tu znalazłam i dlaczego tak boli mnie głowa? Niejasne, rozmazane obrazy pojawiły się przed moimi oczami. Malfoy, porwanie, tajemnica, rozwiązanie zagadki. No tak!
W tym momencie moje rozmyślania przerwała czarnowłosa dziewczyna o nienaturalnie białej, marmurowej cerze. Wchodząc do pokoju spojrzała na mnie i powiedziała z naganą ale i współczuciem w głosie
- Mogłabyś bardziej uważać, następnym razem może to być ktoś inny, nie Draco.

- Słucham? - wychrypiałam.

- To co słyszałaś, Panno Granger, Draco Malfoy przetransportował panią bezpiecznie w to miejsce, gdy już zapewnił chmarę śmierciożerców, pozwoli panienka że zacytuje ''tą szlamę sprzątnął''. - odpowiedziała krzywiąc się nieznacznie, gdy wypowiadała końcówkę zdania.

- Więc on, on zrobił to... dla mnie? - wyszeptała otwierając szeroko oczy i nie zwracając uwagi na pulsujący ból w całym ciele.

- Malfoy zrobił to co słuszne było dla ogółu sprawy jak stwierdził. Myślę, że wie już iż domyśliła się panienka kto kryje się za porwaniem kuzyna Toma. - oznajmiła, nie zmieniając chłodnego wyrazu twarzy. Spojrzałam w jej stalowe oczy, które nagle przypomniały mi..

- Jest pani ciotką Dracona? - zapytałam, zdziwiona po raz kolejny.

- Panno Granger, zadaje pani zbyt dużo pytań, na które udzielić można niejednoznacznych i skomplikowanych odpowiedzi - zganiła mnie, ale zauważyłam że oczy kobiety posmutniały.
Postanowiłam nie odpowiadać i gdy leżałam tak w kompletnej ciszy a towarzyszem był mi jedynie odgłos deszczu, czarnowłosa kobieta podeszła do mnie sprawdzając temperaturę i zmieniając opatrunki, które miałam na dłoniach. Jej skóra była delikatna niczym pergamin i niewiarygodnie chłodna, co przyjemnie chłodziło i dawało ukojenie sińcą, które miałam zapewne na całym ciele.
Dopiero gdy za oknem zapadł już zmrok poczułam się lepiej. Zastanawiałam się jak bardzo niepokoją się o mnie rodzice i ciotka. Zadowolona, że ból głowy zniknął, usiadłam na łóżku, odgarniając pościel i z zawstydzeniem stwierdziłam że jestem naga. Kobieta, która zajmowała się mną na polecenie Dracona weszła do pokoju dokładnie w momencie w którym zamierzałam z niego wyjść owinięta jedynie w długie, białe prześcieradło.
- Gdzie się wybierasz, bo chyba nie do domu? - żachnęła się, a mojej uwadze nie umknął jej poddenerwowany głos i nagłe przejście na ''ty''.

- Przepraszam, jeśli sprawiłam kłopot, ale ja naprawdę muszę już iść. Czuję się lepiej, a rodzina z pewnością zamartwia się o mnie - stwierdziłam  ostrożnie dobierając słowa i uważnie obserwując kobietę.

- Nigdzie się stąd nie ruszysz, póki nie wróci Draco. - burknęła popychając mnie lekko w głąb pokoju i zamykając za sobą drzwi. - ubierz się - rzuciła jeszcze wskazując ręką na drzwi toalety.

- Ale rodzice, ciocia.. - zaczęłam a ona przerwała mi wpół zdania.

- Nie przejmuj się podjęliśmy stosowne środki i zadbaliśmy, by o nic się nie martwili. Nawiasem mówiąc, nie wrócisz już do tego domu. Opuścisz Malagę w tempie natychmiastowym, ale o tym opowie Ci Malfoy - powiedziała, a ja chcąc nie chcąc powoli skierowałam się w stronę ubikacji.

Niepewnie przeszłam przez próg pomieszczenia, a to co zobaczyłam przekroczyło dalece najśmielsze oczekiwania i być może (do czego oczywiście nigdy się nie przyznam - szczególnie że wyniknęło to z inicjatywy Ślizgona) skryte marzenie. Ogromna wanna po brzegi wypełniona była buzującymi z gorąca bombelkami, a na wierzchu spokojnie dryfowała samotna, krwistoczerwona róża. Zachwycona podeszłam bliżej i ponieważ wcześniej kłęby pary nie pozwalały mi dojrzeć wszystkiego dokładniej, doznałam szoku po raz kolejny, bo otóż na małym, szklanym stoliku stał kieliszek wina i starannie zapakowana paczuszka. Podeszłam bliżej, zastanawiając się czym zasłużyłam sobie na jakiekolwiek prezenty od tej specyficznej kobiety, która sprawowała nade mną pieczę. Oderwałam karteczkę dołączoną do złotego pudełka i przeczytałam, przy każdym słowie otwierając oczy coraz szerzej:
'' Granger! Wiem, że nie tak chciałabyś spędzać ostatnie dni w Hiszpanii ale nie masz wyboru. Prezent jest dla Ciebie, podejrzewam że Ci się przyda, bo w końcu nie chcesz chyba cały dzień paradować w szlafroku? Spotkamy się niedługo i wtedy przedstawie Ci plan działania.
                                                                                                                             Malfoy.
PS Uważaj - nie potknij się, tym razem Cię nie złapie.''

No nie! Nie ma Cię w pobliżu?! A co ma to niby znaczyć? Nie jestem niezdarna, po prostu zawsze trafiasz w złych momentach - mówiła do siebie na głos Hermiona, jakgdyby Draco stał tuż obok. - Nie mogłeś sobie odpuścić tego Granger, przez tyle lat nie dowiedziałeś się jak mam na imię tak? - warknęła. - I od kiedy dajesz szlamą prezenty?
Po piętnastu minutach relaksującej kąpieli złość na Tlenionego wyparowała. Miona wzięła do ręki kieliszek z winem i rozkoszując się słodkim smakiem, pomyślała że Ślizgon ma nie najgorszy gust, przynajmniej w kwestii smaku. Godziny mijały, a ona pogrążając się w przemyśleniach nie zauważyła nawet, że za małym okienkiem wychodzącym na werandę zaczyna świtać. W pewnym momencie usłyszała energiczne pukanie do drzwi.
- Granger! Granger, słyszysz mnie? - nie odpowiedziałam - GRANGER!
- Pali się czy co?! - nagle podirytowana fuknęłam w stronę drzwi. Nie chciałam aby ktokolwiek wyrywał mnie z tego cudownego miejsca.
- Siedzisz tu około pięciu godzin, wyłaź natychmiast! - rozległ się władczy głos należący z pewnością do młodego arystokraty.
- Po tym co mi zafundowałeś potrzebuję przynajmniej siedmiu! - odgryzłam się czekając na nadchodzącą kłótnie i myśląc gorączkowo jakie słowa mogą paść z ust Malfoya.
- Pospiesz się, Granger - odpowiedział, diametralnie zmieniając ton głosu na zupełnie spokojny, co zdziwiło mnie do tego stopnia, że potknełam się wychodząc z wanny. - niezdara - zachichotał i nim zdążyłam na niego nawrzeszczeć zaskrzypiały drzwi i wyszedł z pokoju.

Otworzyłam paczkę, o której w ciągu tych paru godzin upojenia zdążyłam zapomnieć. Na pierwszy rzut oka widać było jedynie papier przykrywający całość. Gdy dokopałam się do zawartości oczy dosłownie wyszły mi z orbit. Wiedziałam! Wiedziałam, że coś takiego odwali! Ja mam się ubrać w TE ciuchy?! Spanikowana krzyczałam do siebie w myślach, wyzywając blondyna na czym świat stoi.
Do czarnej, koronkowej bielizny dołączona była skąpa czerwona bluzka na ramiączka z głębokim dekoldem. Czarne spodenki z wysokim stanem miały dopełniać całość. Ale zaraz! Hermiona zobaczyła drugie dno pudełka i zdenerwowana szybko je rozerwała. Znajdowały się tam wysokie szpilki w kolorze szkarłatu. BOŻE! JAK JA SIĘ LUDZIOM POKAŻE! Przerażona rozważałam decyzję pozostania w szlafroku. Ostatecznie zdecydowałam się jednak na włożenie tych niegrzeszących skromnością ubrań i pomyślałam o lekkim makijażu, który ostatnio stał się nieodłączną częścią mojego życia. Zaraz jednak odrzuciłam od siebie wszelkie ''mazidła'' jak zwykł nazywać to Ron, uznając że wyglądam wystarczająco sztucznie.


Wyszłam na balkon i wciągając w płuca świeże powietrze rozmyślałam o Norze. Jakże chciałam się właśnie tam znaleźć! W tym momencie, przy Rudej, Ronie, przy Harrym! Ile moglibyśmy razem zrobić, ile rozmawiać! Teraz te myśli wydawały się takie odległe.
- Ubranka się spodobały? - zaskoczył mnie cichy szept przy uchu. Podkoczyłam
- Malfoy, kretynie! - wrzasnęłam ze złością odsuwając się jak najdalej od blondyna.

- Uważaj do kogo mówisz - syknął, a na jego twarzy pojawiła się dawna zaciętość i nienawiść - to że Cię uratowałem szlamo nie daje Ci prawa do obrażania mnie.

- Myślisz że chciałam Twojego ratunku!? Masz się za superbohatera a jesteś nikim! - krzyknęłam ze łzami w oczach. Tak bardzo nienawidziłam tego słowa. ''Szlama'' - brudna, niechciana, niepotrzebna, samotna. Żwawo weszłam do pokoju, w którym jeszcze niedawno leżałam zwinięta w kłębek na łóżku i łapałam już za klamkę drzwi wyjściowych, gdy złapał mnie za ręke.

- Czekaj - powiedział oschle.

- Daj mi spokój, przecież nie będziesz się szlamą przejmował! - wywrzeszczałam mu w twarz kipiąc ze złości.

- Może i nie, ale sobą napewno, a to nie dotyczy tylko Ciebie, królewno! - odparował a jego twarz wykrzywił grymas złości.

- No jasne, wielki arystokrata, poniża każdego, kto wpadnie mu w ręce! Nietykalny, cudowny! A tak naprawdę? Kim jesteś tak naprawdę Malfoy co?! Śmierciożercą na wolności, zwykłym egoistycznym dupkiem! - krzyczałam i krzyczałam, a on z każdym moim słowem bledł coraz bardziej. - Myślisz, że jesteś lepszy?! Jesteś tak samo dobry jak Twój zakichany ojciec! Familia krwiożerczych potworów zamiast ludzi! - wrzasnęłam kończąc swój monolog i nagle poczułam siarczystego policzka.

- Nie pozwolę, żebyś obrażała mojego wnuka, dziewczyno! - wykrzyknęła owa czarnowłosa kobieta, która była tak wielką zagadką.

- WNUKA? - oniemiałam.

- Draco, zaprowadź dźiewczynę do sąsiedniego pokoju. Porozmawiajcie - skierowała wzrok w stronę Dracona nie przejmując się moją obecnością, a już na pewno nie reagując na szok jakiego doznałam i zniknęła mi z pola widzenia. Jak ona to zrobiła? Zastanawiałam się podążając niespiesznie za sztywnym młodzieńcem o platynowej czuprynie. Byłam dumna i wstydziłam się zarazem. Nie chciałam zranić jego rodziny, a jednocześnie pragnęłam odpłacić mu za te lata upokorzeń, traktowania ludzi jak gorszy, drugorzędny gatunek.
- Siadaj - rzucił krótko wciąż mając na twarzy wypieki i wskazał wygodny fotel w barwach Slytherinu.

- Malfoy posłuchaj, ja..

- Daruj sobie Granger. - urwał Ślizgon wpatrując się we mnie intensywnie. Wyglądał na zasmuconego. Słuchaj uważnie. Cała gromada podobnych mi ludzi..

- śmierciożerców - wtrąciłam nie mogąc się powstrzymać.

- Nie przerywaj mi! Cała gromada jest święcie przekonana, że nie żyjesz. Powiedziałem im, że torturowałem Cię do czasu, aż Twoje wycieńczone bólem ciało się poddało.

- Kusząca propozycja, wykończyć szlamę co Malfoy? - zapytałam zgryźliwie łamiąc jego zasady.

- Przestań mnie irytować, dobrze Ci radzę Granger! Nadstawiałem karku dla takiej istoty jak Ty, mogłabyś okazać przynajmniej odrobinę wdzięczności! Ale to pewnie zbyt wiele jak dla Ciebie, co? - podniósł ton głosu a ja wpadłam w fotel chwilowo niezdolna do wykrztuszenia jakiegokolwiek słowa - Dziś w nocy zabiorę Cię do domu Weasle'ów. Twoi rodzice myślą że tam przebywasz. Wysłali już Twoje kufry i wszelkie inne potrzebne Ci rzeczy. Powiesz mi, gdzie mieszkają i teleportujemy się w pobliżu, resztę drogi przejdziesz na piechotę. Co prawda nie utrzymam wieści o Twojej śmierci na długo, ale przynajmniej zyskam na czasie.

- I co jak już się dowiedzą? Chcesz się skazać na pewną śmierć? Dla takiego ''czegoś'' jak ja? - zaczęłam podirytowana mając ochotę palnąć mu rodzicielskie kazanie i zanadto podkreślając słowo ''czegoś''. Szybko ugryzłam się w język.

- Nie Twoja w tym rzecz, martw się o siebie. - oschle odpowiedział na moją zaczepkę nadal zachowując zimny wyraz twarzy.

- Czyli dziś cały dzień spędzę w Twoim towarzystwie? No świetnie, po prostu fantastycznie! - Naprawdę poddenerwowana rzuciłam sarkastyczne spojrzenie w stronę Dracona który na moje pytanie odpowiedział uprzednio skinieniem głowy.

- Ostatecznie to ja mogę się ubrudzić - stwierdził Tleniony ze złośliwym uśmieszkiem.

- Palant! - syknęłam, gotując się w środku. Co za człowiek! - nie musisz ze mną przebywać, poradzę sobie! - wojowniczo popatrzyłam na rozbawionego moimi słowami blondyna.

- Może chcesz wiedzieć coś o babci? Miałaś zdziwioną minę, gdy dowiedziałaś się że nie ma dwudziestu dwóch lat. - zmienił szybko temat, nie podejmując wyzwania Miony, uznał bowiem iż z tej konwersacji wynikłaby co najwyżej kolejna nieprzyjemna sprzeczka.

- Tak, to co najmniej dziwne. - skinęłam głową i dodałam - jak cała Twoja rodzinka.
Dracon uśmiechnął się pobłażliwie i odpowiedział dobierając uważnie słowa

- Lata temu, gdy babka zaczynała służbę u Czarnego Pana... Nie nie waż się przerwać, mam dość zgryźliwości! No więc lubiła eksperymenty. Praktykowała na uwięzionych przez siebie mugolach. Niektóre z mikstur dawały zaskakująco tragiczne efekty - urwał na chwilę przywołując wspomnienia - pewnego razu niosła otwartą fiolkę. Eliksir który się w niej znajdował miał powodować zatrzymanie rozwoju osoby, która go zażyje. Oczywiście babunia nie była pewna swojego wywaru, to też chciała sprawdzić jego działanie na drobnej, pięknej kobiecie. Jej mąż nie wytrzymując takiego napięcia,rwał sznury jak szalony. Gdy babka pochylała się już nad swoim króliczkiem doświadczalnym rzucił się w jej stronę i mimo, że sznury nie rozerwały się do końca, cała zawartość zdążyła wylać się na ręce babci. Przestraszona obserwowała możliwości skutków ubocznych. Gdy okazało się, że skórę ma nadal w jednym kawałku, owa kobieta, na której eksperymentowała zmarła. Mężczyzna zawył wściekły i babka odwróciła się chcąc go przykładnie ukarać. W tamtym momencie umilkł jakgdyby rażony prądem i osunął się po ścianie a ona zdziwiona niezmiernie jego reakcją naprawiła sznury zaklęciem i pobiegła do lustra, przerażona myślą, co może w nim ujrzeć. Gdy spojrzała na swoje odbicie zobaczyła, że stała się..
- Kobietą która zmarła mi na rękach - dokończyła czarnowłosa i dopiero wtedy Hermiona zdała sobie sprawę, że od dłuższego słuchała ona opowieści wnuka.
- Nie - szepnęłam strwożona.
- Właśnie tak, drogie dziecko. Błędy młodości zawsze przynoszą przykre konsekwencje - pokiwała ze smutkiem głową, dodając cicho - szukam eliksiru, który pomógłby mi powrócić do dawnej postaci, bowiem być wiecznie młodym, to jakby przekląć naturę a wtedy i ona odwróci się od Ciebie.

- Więc ile właściwie ma Pani lat? - zapytałam obawiając się odpowiedzi. Kobieta spojrzała na Dracona i gdy ten dał znak, aby mówiła swobodnie, wzięła głęboki oddech

- Właściwie kochana, mam.. - zawachała się jeszcze raz głęboko nabierając powietrza, jakby chciała mieć je na zapas - 136 lat. - nabrane powietrze uszło z niej jak z balona. Stałam tam zagubiona i sama, czułam się taka bezbronna, tak głupia i oszukana.

- Pani jest... Jest... - nie mogłam znaleźć odpowiednich słów opisujących mój strach, niechęć i wstręt do tej kobiety.
- Potworem - podpowiedziała odwracając się i wyszła niespiesznie znikając za mosiężnymi drzwiami.
- Malfoy... Zabierz mnie stąd - zwróciłam się do chłopaka i wbiło mnie w podłogę.

 Po policzku Dracona płynęła jedna, srebrzysta łza. Nie mogąc uwierzyć w to co widzę, zrobiłam nieodwracalny błąd. Wyszłam.


Kochani, krytykujcie śmiało i mówcie, co Wam się nie podoba, bądź podoba, wskazówki i rady mile widziane! ;)

2 komentarze:

  1. Rany, ale masz pomysły :D Bardzo ciekawe, czekam na rozwój wydarzeń nooo i oczywiście na wątki uczuciowe! ;)
    Co do samej treści to jeden podstawowy błąd- ortografy. Wyłapałam dużo błędów ortograficznych, np. "dawało ukojenie sińcą"- sińcom* :)
    Pozdrawiam i czekam na więcej! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, ale pisałam szybko bo internet mam na około pol h dziennie, wiec nie miałam juz czasu wyłapać błędów. :[ jutro poprawie. Buziaki! ;*

      Usuń