ROZDZIAŁ VI
''GŁUPOTA JEST PRYWATNA ALE JEJ SKUTKI - SPOŁECZNE''
Obudził mnie jakiś trzask. Chciałam
zerwać się szybko, by móc zaatakować, ale ogromny ból przeszywający moją głowę
nie pozwolił na podniesienie jej wyżej niż na centymetr. Zrezygnowana opadłam
spowrotem na twardą powierzchnię. Właściwie, gdzie ja jestem? Chwila..
Wytężyłam wzrok, zastanawiając się nad miejscem swojego pobytu. Zauważyłam
niewielką szafkę nocną, oraz mahoniową szafę, taką o jakiej od zawsze marzyłam.
Spojrzałam na łóżko z bordowym baldachimem i wpadła mi do głowy myśl, że
kojarzę to miejsce. Jeszcze raz z wielkim wysiłkiem rozejrzałam się po
pomieszczeniu by stwierdzić ze szczerym zdziwieniem, że znalazłam się w
przytulnym hotelu, do którego kiedyś przyprowadziły mnie Adele, bliska
przyjaciółka Toma. Ale właściwie jak ja się tu znalazłam i dlaczego tak boli
mnie głowa? Niejasne, rozmazane obrazy pojawiły się przed moimi oczami. Malfoy,
porwanie, tajemnica, rozwiązanie zagadki. No tak!
W tym momencie moje rozmyślania przerwała
czarnowłosa dziewczyna o nienaturalnie białej, marmurowej cerze. Wchodząc do
pokoju spojrzała na mnie i powiedziała z naganą ale i współczuciem w głosie
- Mogłabyś bardziej uważać, następnym
razem może to być ktoś inny, nie Draco.
- Słucham? - wychrypiałam.
- To co słyszałaś, Panno Granger, Draco
Malfoy przetransportował panią bezpiecznie w to miejsce, gdy już zapewnił
chmarę śmierciożerców, pozwoli panienka że zacytuje ''tą szlamę sprzątnął''. -
odpowiedziała krzywiąc się nieznacznie, gdy wypowiadała końcówkę zdania.
- Więc on, on zrobił to... dla mnie? -
wyszeptała otwierając szeroko oczy i nie zwracając uwagi na pulsujący ból w
całym ciele.
- Malfoy zrobił to co słuszne było dla
ogółu sprawy jak stwierdził. Myślę, że wie już iż domyśliła się panienka kto
kryje się za porwaniem kuzyna Toma. - oznajmiła, nie zmieniając chłodnego
wyrazu twarzy. Spojrzałam w jej stalowe oczy, które nagle przypomniały mi..
- Jest pani ciotką Dracona? - zapytałam,
zdziwiona po raz kolejny.
- Panno Granger, zadaje pani zbyt dużo
pytań, na które udzielić można niejednoznacznych i skomplikowanych odpowiedzi -
zganiła mnie, ale zauważyłam że oczy kobiety posmutniały.
Postanowiłam nie odpowiadać i gdy leżałam
tak w kompletnej ciszy a towarzyszem był mi jedynie odgłos deszczu, czarnowłosa
kobieta podeszła do mnie sprawdzając temperaturę i zmieniając opatrunki, które
miałam na dłoniach. Jej skóra była delikatna niczym pergamin i niewiarygodnie
chłodna, co przyjemnie chłodziło i dawało ukojenie sińcą, które miałam zapewne
na całym ciele.
Dopiero gdy za oknem zapadł już zmrok
poczułam się lepiej. Zastanawiałam się jak bardzo niepokoją się o mnie rodzice
i ciotka. Zadowolona, że ból głowy zniknął, usiadłam na łóżku, odgarniając
pościel i z zawstydzeniem stwierdziłam że jestem naga. Kobieta, która zajmowała
się mną na polecenie Dracona weszła do pokoju dokładnie w momencie w którym
zamierzałam z niego wyjść owinięta jedynie w długie, białe prześcieradło.
- Gdzie się wybierasz, bo chyba nie do
domu? - żachnęła się, a mojej uwadze nie umknął jej poddenerwowany głos i nagłe
przejście na ''ty''.
- Przepraszam, jeśli sprawiłam kłopot,
ale ja naprawdę muszę już iść. Czuję się lepiej, a rodzina z pewnością
zamartwia się o mnie - stwierdziłam
ostrożnie dobierając słowa i uważnie obserwując kobietę.
- Nigdzie się stąd nie ruszysz, póki nie
wróci Draco. - burknęła popychając mnie lekko w głąb pokoju i zamykając za sobą
drzwi. - ubierz się - rzuciła jeszcze wskazując ręką na drzwi toalety.
- Ale rodzice, ciocia.. - zaczęłam a ona
przerwała mi wpół zdania.
- Nie przejmuj się podjęliśmy stosowne
środki i zadbaliśmy, by o nic się nie martwili. Nawiasem mówiąc, nie wrócisz
już do tego domu. Opuścisz Malagę w tempie natychmiastowym, ale o tym opowie Ci
Malfoy - powiedziała, a ja chcąc nie chcąc powoli skierowałam się w stronę
ubikacji.
Niepewnie przeszłam przez próg
pomieszczenia, a to co zobaczyłam przekroczyło dalece najśmielsze oczekiwania i
być może (do czego oczywiście nigdy się nie przyznam - szczególnie że wyniknęło
to z inicjatywy Ślizgona) skryte marzenie. Ogromna wanna po brzegi wypełniona
była buzującymi z gorąca bombelkami, a na wierzchu spokojnie dryfowała samotna,
krwistoczerwona róża. Zachwycona podeszłam bliżej i ponieważ wcześniej kłęby
pary nie pozwalały mi dojrzeć wszystkiego dokładniej, doznałam szoku po raz
kolejny, bo otóż na małym, szklanym stoliku stał kieliszek wina i starannie
zapakowana paczuszka. Podeszłam bliżej, zastanawiając się czym zasłużyłam sobie
na jakiekolwiek prezenty od tej specyficznej kobiety, która sprawowała nade mną
pieczę. Oderwałam karteczkę dołączoną do złotego pudełka i przeczytałam, przy
każdym słowie otwierając oczy coraz szerzej:
'' Granger! Wiem,
że nie tak chciałabyś spędzać ostatnie dni w Hiszpanii ale nie masz wyboru.
Prezent jest dla Ciebie, podejrzewam że Ci się przyda, bo w końcu nie chcesz
chyba cały dzień paradować w szlafroku? Spotkamy się niedługo i wtedy
przedstawie Ci plan działania.
Malfoy.
PS Uważaj - nie
potknij się, tym razem Cię nie złapie.''
No nie! Nie ma Cię
w pobliżu?! A co ma to niby znaczyć? Nie jestem niezdarna, po prostu zawsze
trafiasz w złych momentach - mówiła do siebie na głos Hermiona, jakgdyby Draco
stał tuż obok. - Nie mogłeś sobie odpuścić tego Granger, przez tyle lat nie
dowiedziałeś się jak mam na imię tak? - warknęła. - I od kiedy dajesz szlamą
prezenty?
Po piętnastu
minutach relaksującej kąpieli złość na Tlenionego wyparowała. Miona wzięła do
ręki kieliszek z winem i rozkoszując się słodkim smakiem, pomyślała że Ślizgon
ma nie najgorszy gust, przynajmniej w kwestii smaku. Godziny mijały, a ona
pogrążając się w przemyśleniach nie zauważyła nawet, że za małym okienkiem
wychodzącym na werandę zaczyna świtać. W pewnym momencie usłyszała energiczne
pukanie do drzwi.
- Granger! Granger,
słyszysz mnie? - nie odpowiedziałam - GRANGER!
- Pali się czy co?!
- nagle podirytowana fuknęłam w stronę drzwi. Nie chciałam aby ktokolwiek
wyrywał mnie z tego cudownego miejsca.
- Siedzisz tu około
pięciu godzin, wyłaź natychmiast! - rozległ się władczy głos należący z
pewnością do młodego arystokraty.
- Po tym co mi
zafundowałeś potrzebuję przynajmniej siedmiu! - odgryzłam się czekając na
nadchodzącą kłótnie i myśląc gorączkowo jakie słowa mogą paść z ust Malfoya.
- Pospiesz się,
Granger - odpowiedział, diametralnie zmieniając ton głosu na zupełnie spokojny,
co zdziwiło mnie do tego stopnia, że potknełam się wychodząc z wanny. -
niezdara - zachichotał i nim zdążyłam na niego nawrzeszczeć zaskrzypiały drzwi
i wyszedł z pokoju.
Otworzyłam paczkę,
o której w ciągu tych paru godzin upojenia zdążyłam zapomnieć. Na pierwszy rzut
oka widać było jedynie papier przykrywający całość. Gdy dokopałam się do
zawartości oczy dosłownie wyszły mi z orbit. Wiedziałam! Wiedziałam, że coś
takiego odwali! Ja mam się ubrać w TE ciuchy?! Spanikowana krzyczałam do siebie
w myślach, wyzywając blondyna na czym świat stoi.
Do czarnej,
koronkowej bielizny dołączona była skąpa czerwona bluzka na ramiączka z
głębokim dekoldem. Czarne spodenki z wysokim stanem miały dopełniać całość. Ale
zaraz! Hermiona zobaczyła drugie dno pudełka i zdenerwowana szybko je
rozerwała. Znajdowały się tam wysokie szpilki w kolorze szkarłatu. BOŻE! JAK JA
SIĘ LUDZIOM POKAŻE! Przerażona rozważałam decyzję pozostania w szlafroku.
Ostatecznie zdecydowałam się jednak na włożenie tych niegrzeszących skromnością
ubrań i pomyślałam o lekkim makijażu, który ostatnio stał się nieodłączną
częścią mojego życia. Zaraz jednak odrzuciłam od siebie wszelkie ''mazidła''
jak zwykł nazywać to Ron, uznając że wyglądam wystarczająco sztucznie.
Wyszłam na balkon i
wciągając w płuca świeże powietrze rozmyślałam o Norze. Jakże chciałam się
właśnie tam znaleźć! W tym momencie, przy Rudej, Ronie, przy Harrym! Ile
moglibyśmy razem zrobić, ile rozmawiać! Teraz te myśli wydawały się takie
odległe.
- Ubranka się
spodobały? - zaskoczył mnie cichy szept przy uchu. Podkoczyłam
- Malfoy, kretynie!
- wrzasnęłam ze złością odsuwając się jak najdalej od blondyna.
- Uważaj do kogo
mówisz - syknął, a na jego twarzy pojawiła się dawna zaciętość i nienawiść - to
że Cię uratowałem szlamo nie daje Ci prawa do obrażania mnie.
- Myślisz że
chciałam Twojego ratunku!? Masz się za superbohatera a jesteś nikim! -
krzyknęłam ze łzami w oczach. Tak bardzo nienawidziłam tego słowa. ''Szlama'' -
brudna, niechciana, niepotrzebna, samotna. Żwawo weszłam do pokoju, w którym
jeszcze niedawno leżałam zwinięta w kłębek na łóżku i łapałam już za klamkę
drzwi wyjściowych, gdy złapał mnie za ręke.
- Czekaj -
powiedział oschle.
- Daj mi spokój,
przecież nie będziesz się szlamą przejmował! - wywrzeszczałam mu w twarz kipiąc
ze złości.
- Może i nie, ale
sobą napewno, a to nie dotyczy tylko Ciebie, królewno! - odparował a jego twarz
wykrzywił grymas złości.
- No jasne, wielki
arystokrata, poniża każdego, kto wpadnie mu w ręce! Nietykalny, cudowny! A tak
naprawdę? Kim jesteś tak naprawdę Malfoy co?! Śmierciożercą na wolności,
zwykłym egoistycznym dupkiem! - krzyczałam i krzyczałam, a on z każdym moim
słowem bledł coraz bardziej. - Myślisz, że jesteś lepszy?! Jesteś tak samo
dobry jak Twój zakichany ojciec! Familia krwiożerczych potworów zamiast ludzi!
- wrzasnęłam kończąc swój monolog i nagle poczułam siarczystego policzka.
- Nie pozwolę,
żebyś obrażała mojego wnuka, dziewczyno! - wykrzyknęła owa czarnowłosa kobieta,
która była tak wielką zagadką.
- WNUKA? -
oniemiałam.
- Draco, zaprowadź dźiewczynę do sąsiedniego pokoju. Porozmawiajcie - skierowała wzrok w stronę Dracona nie przejmując się moją obecnością, a już na pewno nie reagując na szok jakiego doznałam i
zniknęła mi z pola widzenia. Jak ona to zrobiła? Zastanawiałam się podążając
niespiesznie za sztywnym młodzieńcem o platynowej czuprynie. Byłam dumna i
wstydziłam się zarazem. Nie chciałam zranić jego rodziny, a jednocześnie
pragnęłam odpłacić mu za te lata upokorzeń, traktowania ludzi jak gorszy,
drugorzędny gatunek.
- Siadaj - rzucił
krótko wciąż mając na twarzy wypieki i wskazał wygodny fotel w barwach
Slytherinu.
- Malfoy posłuchaj,
ja..
- Daruj sobie
Granger. - urwał Ślizgon wpatrując się we mnie intensywnie. Wyglądał na zasmuconego. Słuchaj uważnie. Cała gromada podobnych mi ludzi..
- śmierciożerców -
wtrąciłam nie mogąc się powstrzymać.
- Nie przerywaj mi!
Cała gromada jest święcie przekonana, że nie żyjesz. Powiedziałem im, że
torturowałem Cię do czasu, aż Twoje wycieńczone bólem ciało się poddało.
- Kusząca
propozycja, wykończyć szlamę co Malfoy? - zapytałam zgryźliwie łamiąc jego
zasady.
- Przestań mnie
irytować, dobrze Ci radzę Granger! Nadstawiałem karku dla takiej istoty jak Ty, mogłabyś okazać przynajmniej odrobinę wdzięczności! Ale to pewnie zbyt wiele jak dla Ciebie, co? - podniósł ton głosu a ja wpadłam w fotel chwilowo niezdolna do wykrztuszenia jakiegokolwiek słowa - Dziś w nocy zabiorę
Cię do domu Weasle'ów. Twoi rodzice myślą że tam przebywasz. Wysłali już Twoje
kufry i wszelkie inne potrzebne Ci rzeczy. Powiesz mi, gdzie mieszkają i
teleportujemy się w pobliżu, resztę drogi przejdziesz na piechotę. Co prawda
nie utrzymam wieści o Twojej śmierci na długo, ale przynajmniej zyskam na
czasie.
- I co jak już się
dowiedzą? Chcesz się skazać na pewną śmierć? Dla takiego ''czegoś'' jak ja? - zaczęłam podirytowana mając ochotę palnąć mu rodzicielskie kazanie i zanadto podkreślając słowo ''czegoś''. Szybko ugryzłam się w język.
- Nie Twoja w tym
rzecz, martw się o siebie. - oschle odpowiedział na moją zaczepkę nadal zachowując zimny wyraz twarzy.
- Czyli dziś cały
dzień spędzę w Twoim towarzystwie? No świetnie, po prostu fantastycznie! -
Naprawdę poddenerwowana rzuciłam sarkastyczne spojrzenie w stronę Dracona który na moje
pytanie odpowiedział uprzednio skinieniem głowy.
- Ostatecznie to ja
mogę się ubrudzić - stwierdził Tleniony ze złośliwym uśmieszkiem.
- Palant! -
syknęłam, gotując się w środku. Co za człowiek! - nie musisz ze mną przebywać, poradzę sobie! - wojowniczo popatrzyłam na rozbawionego moimi słowami blondyna.
- Może chcesz
wiedzieć coś o babci? Miałaś zdziwioną minę, gdy dowiedziałaś się że nie ma
dwudziestu dwóch lat. - zmienił szybko temat, nie podejmując wyzwania Miony, uznał bowiem iż z tej konwersacji wynikłaby co najwyżej kolejna nieprzyjemna sprzeczka.
- Tak, to co
najmniej dziwne. - skinęłam głową i dodałam - jak cała Twoja rodzinka.
Dracon uśmiechnął
się pobłażliwie i odpowiedział dobierając uważnie słowa
- Lata temu, gdy
babka zaczynała służbę u Czarnego Pana... Nie nie waż się przerwać, mam dość
zgryźliwości! No więc lubiła eksperymenty. Praktykowała na uwięzionych przez
siebie mugolach. Niektóre z mikstur dawały zaskakująco tragiczne efekty - urwał
na chwilę przywołując wspomnienia - pewnego razu niosła otwartą fiolkę. Eliksir
który się w niej znajdował miał powodować zatrzymanie rozwoju osoby, która go
zażyje. Oczywiście babunia nie była pewna swojego wywaru, to też chciała
sprawdzić jego działanie na drobnej, pięknej kobiecie. Jej mąż nie wytrzymując
takiego napięcia,rwał sznury jak szalony. Gdy babka pochylała się już nad swoim
króliczkiem doświadczalnym rzucił się w jej stronę i mimo, że sznury nie
rozerwały się do końca, cała zawartość zdążyła wylać się na ręce babci.
Przestraszona obserwowała możliwości skutków ubocznych. Gdy okazało się, że
skórę ma nadal w jednym kawałku, owa kobieta, na której eksperymentowała
zmarła. Mężczyzna zawył wściekły i babka odwróciła się chcąc go przykładnie
ukarać. W tamtym momencie umilkł jakgdyby rażony prądem i osunął się po ścianie
a ona zdziwiona niezmiernie jego reakcją naprawiła sznury zaklęciem i pobiegła
do lustra, przerażona myślą, co może w nim ujrzeć. Gdy spojrzała na swoje
odbicie zobaczyła, że stała się..
- Kobietą która
zmarła mi na rękach - dokończyła czarnowłosa i dopiero wtedy Hermiona zdała sobie
sprawę, że od dłuższego słuchała ona opowieści wnuka.
- Nie - szepnęłam
strwożona.
- Właśnie tak,
drogie dziecko. Błędy młodości zawsze przynoszą przykre konsekwencje - pokiwała
ze smutkiem głową, dodając cicho - szukam eliksiru, który pomógłby mi powrócić
do dawnej postaci, bowiem być wiecznie młodym, to jakby przekląć naturę a wtedy
i ona odwróci się od Ciebie.
- Więc ile właściwie ma Pani lat? - zapytałam obawiając się odpowiedzi. Kobieta spojrzała na Dracona i gdy ten dał znak, aby mówiła swobodnie, wzięła głęboki oddech
- Właściwie kochana, mam.. - zawachała się jeszcze raz głęboko nabierając powietrza, jakby chciała mieć je na zapas - 136 lat. - nabrane powietrze uszło z niej jak z balona. Stałam tam zagubiona i sama, czułam się taka bezbronna, tak głupia i oszukana.
- Więc ile właściwie ma Pani lat? - zapytałam obawiając się odpowiedzi. Kobieta spojrzała na Dracona i gdy ten dał znak, aby mówiła swobodnie, wzięła głęboki oddech
- Właściwie kochana, mam.. - zawachała się jeszcze raz głęboko nabierając powietrza, jakby chciała mieć je na zapas - 136 lat. - nabrane powietrze uszło z niej jak z balona. Stałam tam zagubiona i sama, czułam się taka bezbronna, tak głupia i oszukana.
- Pani jest...
Jest... - nie mogłam znaleźć odpowiednich słów opisujących mój strach, niechęć
i wstręt do tej kobiety.
- Potworem -
podpowiedziała odwracając się i wyszła niespiesznie znikając za mosiężnymi drzwiami.
- Malfoy... Zabierz
mnie stąd - zwróciłam się do chłopaka i wbiło mnie w podłogę.
Po policzku
Dracona płynęła jedna, srebrzysta łza. Nie mogąc uwierzyć w to co widzę,
zrobiłam nieodwracalny błąd. Wyszłam.
Kochani, krytykujcie śmiało i mówcie, co Wam się nie podoba, bądź podoba, wskazówki i rady mile widziane! ;)
Rany, ale masz pomysły :D Bardzo ciekawe, czekam na rozwój wydarzeń nooo i oczywiście na wątki uczuciowe! ;)
OdpowiedzUsuńCo do samej treści to jeden podstawowy błąd- ortografy. Wyłapałam dużo błędów ortograficznych, np. "dawało ukojenie sińcą"- sińcom* :)
Pozdrawiam i czekam na więcej! :*
Racja, ale pisałam szybko bo internet mam na około pol h dziennie, wiec nie miałam juz czasu wyłapać błędów. :[ jutro poprawie. Buziaki! ;*
Usuń