ROZDZIAŁ XIV
''I JEŚLI CZAS JEST PO NASZEJ STRONIE, NIE BĘDZIE WIĘCEJ ŁEZ DO WYLANIA''
- O wilku mowa - mruknęłam tylko, gdy Ruda cichutko wślizgnęła się do dormitorium i teatralnie opadła na idealnie posłane przeze mnie łóżko.
- Miona, kochanie...
- O nie Ginn! Mówisz zupełnie jak Tom w wakacje! Zmalowałaś coś? - zapytałam kierując wrogie spojrzenie w stronę z której dochodził ten słodki głosik. Mój wzrok przyciągnął niezwykle dziwaczny jak na okazję nauki strój przyjaciółki.
- Hermiona, daj spokój! Cały tydzień nic tylko siedzisz w pieprzonych książkach, piszesz gówno warte wypracowania i zaprzątasz sobie głowę durnymi eliksirami!
- I co z tego? - zapytałam całkowicie zbita z tropu - co złego w tym, że chcę po nadrabiać zaległości?
- Jak to co?! - wyraźnie oburzona dziewczyna aż wstała z miejsca - na nic innego nie masz czasu, Hermiona! Nawet chwili wytchnienia, pięciu minut dla swoich przyjaciół!
- Przyjaciół? A kto oprócz Ciebie mi został? - zironizowałam rozdrażniona. Przyszła tu tylko po to, żeby mnie wkurzyć? Mogłaby sobie darować!
- Nie masz przyjaciół?! NIE MASZ PRZYJACIÓŁ?! - wydarła się a ja zaskoczona taką reakcją cofnęłam się tylko pod ścianę - A BLAISE? CZY ON NIE NALEŻY DO GRONA NAJBLIŻSZYCH?! A LUNA, Z KTÓRĄ NIE ROZMAWIASZ OD PONAD ROKU?! A NEVILLE?! I MOŻE ZAUWAŻYŁABYŚ W KOŃCU, ŻE MALFOY TEŻ JAKOŚ SIĘ STARA! - byłam blada jak ściana. - Nie Hermiono, to nie jest tak, że nie masz przyjaciół. Ty nie starasz się ich mieć. - zakończyła sykiem i wymierzyła solidnego kopniaka w ścianę tylko po to, by po chwili złapać się za nogę i piszczeć z bólu.
Zaszokowana analizowałam jej słowa. Miała rację. Nie pamiętałam już czasów, gdy zrobiłyśmy coś wspólnie - ja, Ginny i Luna. Wypady na zakupy, wizyty w Miodowym Królestwie czy zwykłe pogaduchy przed snem. To wszystko uległo zmianie w czasie wojny i teraz nie starałam się tego naprawić. Tak było zdecydowanie łatwiej. A Blaise? Oczywiście był dobrym kumplem, ale nie mógł zastąpić Harrego. Zadręczała mnie myśl, że tak naprawdę nie dopuszczam do siebie chłopaka i nie chcę się przed nim otworzyć. Tak, to było nie fair. Zabini robił naprawdę wiele bym czuła się przy nim swobodnie, a ja nie chciałam się nijak odwdzięczyć. I w końcu Malfoy - Ruda twierdziła, że Blondyn się stara. Ja tego nie spostrzegałam - aż do tej pory. Zaczerwieniłam się cała z bezsilnego wstydu. Nabrałam powietrza głęboko w płuca, odetchnęłam i powiedziałam powoli
- Wiele się zmieniło, Ginn. Wiem, że ostatnio jestem jak struta, ale zrozum, ja nadal przeżywam to wszystko. Co noc śnią mi się koszmary - wzdrygnęłam się na myśl o kliszy wydarzeń, która co rusz migała mi przed oczami - nie mogę już znieść widoku poległych. Tam byli nasi przyjaciele, Ginny! Oni oddali za nas życie, a my... my tak po prostu idziemy dalej. - zamrugałam szybko, za wszelką cenę chcąc pozbyć się słonych łez. Ruda podeszła do mnie i spojrzała mi głęboko w oczy. Myślałam, że chce coś powiedzieć, ale ta przytuliła mnie mocno do siebie, szepcząc do ucha kojące słowa. Nie mogłam wytrzymać tej presji. Rozkleiłam się zupełnie jak małe dziecko, wtulając w dziewczynę niczym w matkę. Potrzebowałam tego upustu uczuć w tym momencie - poczułam jak wielki i ciężki kamień powoli opada, stalowa kurtyna odgradzająca mnie od świata powoli osuwa się ze swojej kotary. Chciałam żyć - żyć od nowa.
- Poczekaj tutaj, kochanie - zdezorientowana podniosłam głowę, gdy przyjaciółka trzasnęła drzwiami. Zostawiła mnie samą? A może poszła po Bleisa? - te myśli nie dawały mi spokoju. Na wszelki wypadek otarłam łzy z oczu i wygodniej usiadłam na łóżku.
- Merlinie Ginn, czy to jest..
- Wódka? Ależ skądże - parsknęłam łzawym śmiechem słysząc jak odpowiada na moje głupie pytanie. Cała Weasley'ówna! Pociągnęłam zdrowego łyka nie fatygując się nawet, by rozlać alkohol do szklanek.
- O Matko, Hermi od kiedy aż tyle pijesz? - roześmiałam się perliście słysząc głos przepełniony zdziwieniem. W głowie zaczęło mi szumieć tak, że gdy godzinę później starałam się wstać, natychmiast z powrotem opadłam na posłanie. Spojrzałam nieprzytomnie w stronę tej pięknej, małej kobietki która chrapała przesłodko z każdym oddechem wydzielając mniej słodki, ostry zapach trunku. Zadowolona z faktu, że chociaż raz było jak kiedyś, ucałowałam ją w czoło i ponowiłam próbę wstania o własnych nogach. Gdy już udało mi się osiągnąć zamierzany efekt spłukałam twarz zimną wodą i wpadłam na genialny pomysł
- Odwiedzę Malfoya! No tak odwiedzę, ale czy mam jakiś pretekst? Bo przecież kogo przyjmuje Draco o tak późnej porze? - już chciałam zrezygnować z tejże szalonej maskarady, gdy przypomniałam sobie o notatkach, które już dawno powinnam zwrócić właścicielowi. Z cichym chichotem porwałam je i uprzednio naciągając na siebie wyjściowe ubrania zamknęłam drzwi dormitorium. W pokoju wspólnym Prefektów panowała cisza. A jeśli już śpi? - przyszło mi na myśl. Tleniony śpi o tej porze? Nie, to niewiarygodne! Nękała mnie co prawda głucha, nieprzerywana niczym cisza, ale mimo to postanowiłam spróbować. Raz się żyje!
Zapukałam. Niestety nie odpowiedział mi żaden, chociażby najcichszy dźwięk zza drzwi. Powoli uchyliłam więc drzwi w celu pozostawieniu mu notatek na biurku i - wtedy to zobaczyłam.
Malfoy odwrócił się w moją stronę i na jego twarzy ujrzałam szok.
- Ups, nie chciałam przeszkadzać. - chwiejnym krokiem wybiegłam z pokoju kierując się w stronę korytarza prowadzącego na błonia. Usłyszałam za sobą kroki i Malfoya wrzeszczącego ile sił w płucach, ale nie zważałam na jego żałosne wezwania. Dopadł mnie przy jeziorze i szarpiąc za rękaw odwrócił w swoją stronę
- Jasna cholera Granger! Zdzieram sobie gardło, a Ty nie słyszysz głupiego ''stój''?! - był wyraźnie zdenerwowany, co szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi wcale. Chciałam się na nim zemścić. W tym momencie krew się we mnie zagotowała i z całą siłą odepchnęłam od siebie Ślizgona. Wpadł prosto na wielki dąb, pod którym tak bardzo kochałam czytać za dnia.
- O co ci kurwa chodzi?! - wściekły podniósł się z ziemi i otrzepał szybko ubranie. Zmierzyłam go wzrokiem, którego nie powstydziłby się chociażby Riddle.
- Jak możesz spać z tą wywłoką?! Ty skończony, arogancki kretynie! Jesteś zaręczony z Dafne, ale sypiasz z siostrzyczką?! W sumie mogłabym się domyśleć, co mógłby robić taki ohydny, przebrzydły, okropny...
- Chłopak o którego śmiertelnie zazdrosna jest stojąca przed nim Gryfonka? - wpadł mi w słowo, a ja dostałam ataku furii.
- JA ZAZDROSNA?! CHYBA ŚNISZ! NA MERLINA, JESTEŚ NIENORMALNY! - wrzeszczałam opętańczo, a zabójczo przystojny mężczyzna o stalowych oczach w które tak uwielbiałam spoglądać podchodził powoli z miną skruszonego bobasa. Zaraz... uwielbiałam spoglądać?! No nie, ja chyba oszalałam!
Draco złapał mnie za dłonie i przyciągnął do siebie. Serce biło mi coraz szybciej, a ja w afekcie szoku próbowałam się odsunąć. Nagle Tleniony spojrzał na mnie ze zrozumieniem i oznajmił
- Ty jesteś pijana.
- Nie no co ty nie powiesz, odkrywco - zakpiłam zataczając się do tyłu. Nagle potknęłam się o wystającą z ziemi niewielką gałąź i już zamykałam oczy czekając na zderzenie z zimną i mokrą ziemią, gdy złapał mnie w swoje silne ramiona. Spojrzałam mu w oczy i tysiące myśli eksplodowało w mej głowie. Jak gdyby wiedząc, co zaraz się stanie chłopak uniósł mnie nieznacznie i już po chwili całe moje ciało zostało otoczone przez niego. Ta bliskość spowodowała u mnie dreszcz podniecenia, którego nie potrafiłam opanować. W jednej chwili świat zawirował, a nasze usta złączyły się w pocałunku, który wyrażał więcej, niż potrafiłyby słowa. Złość, żal, strach i przyjemność łączyły się w jedno wybuchając dawkami emocji, których oboje zapragnęliśmy więcej. Po raz pierwszy w życiu pomyślałam, że mógłby mnie mieć i to skutecznie mnie orzeźwiło. Odskoczyłam od zaskoczonego Malfoya i wymierzyłam mu porządnego policzka.
- Za Dafne - warknęłam złowrogo, po czym skierowałam się w stronę zamku, zostawiając oniemiałego Blondyna za sobą.
Wstyd i bezradność zmywała gorąca woda, której ciągle mi było za mało. Słyszałam jak zalana Ginny dobijała mi się do drzwi, pytając czy wszystko w porządku. Zostawiłam ją jednak bez odpowiedzi. Starałam się kierować swe myśli na pozytywne tory. W końcu mogłaś przeżyć jakiekolwiek intymne chwile z Królem Slytherinu, którego jak wiadomo nie zadowoli pierwsza lepsza panienka.
- Nie! To żadne pocieszenie! - krzyczałam w poduszkę, a łzy kapały na nią obficie. Czułam się tak obrzydliwie! Wykorzystana, poniżona. Z tymi myślami zapadłam w głęboki sen.
Rano obudził mnie jakiś potworny hałas dobiegający z zewnątrz. Nakryłam głowę poduszką. Niestety nie wystarczyło, żeby uciszyć te straszne wrzaski.
- ASTORIA MI POWIEDZIAŁA! PIEPRZONY SKURWIELU! - to najwyraźniej Dafne krzyczała na swego wybranka. Westchnęłam - było mi szkoda tej biednej dziewczyny.
Podniosłam powoli głowę, a widok który ukazał się moim oczom był wprost zachwycający. I nie chodziło tu o idealnie wysprzątane dormitorium - ono już takie było.
Otóż przede mną leżała ogromna, srebrna taca, na której piętrzyły się moje ulubione potrawy - naleśniki z czekoladą i toffi, świeże muffinki i ciepłe kakao. Zapach był wprost nieziemski. Niestety brzuch odmawiał mi posłuszeństwa. Nadal odczuwałam skutki wczorajszej nocy. Znikąd pojawił się skrzat domowy
- Witam panienkę, nazywam się Mucha. Mucha przyniósł panience eliksir - ukłonił się głęboko wyciągając w moją stronę buteleczkę wypełnioną fioletowym wybawcą na moje samopoczucie.
- Mucho, kto wysłał Cię do mnie? - zapytałam ostrożnie nie zamierzając odebrać tego prezentu. Jak śmieli wykorzystywać te biedne stworzenia?!
- Panienka Ginny przysłała tu Muchę! - ucieszony skrzat podniósł głowę, a ja uświadomiłam sobie pochodzenie tego dziwacznego przecież imienia. Mucha miał ogromne i czarne oczy, które w istocie przypominały owe żyjątko. - to zaszczyt, panienko Granger! Słyszałem o panience same dobre rzeczy! Harry Potter sir opowiadał mi o panience!
- Oh, naprawdę? - ucieszyłam się odbierając powierzoną butelkę. - jakie to miłe, Mucho! Mów mi Hermiona.
- Panienko, ja..
- Hermiona - poprawiłam go machinalnie.
- Hermiono, panienka Weasley zostawiła list. - podał mi go, po czym teleportował się z głośnym trzaskiem.
Zamaszystym ruchem otwarłam kopertę i zaniemówiłam. Jak ona mogła pamiętać cokolwiek z tej nocy?! Skubana spryciula.
STRÓJ HERMIONY (oczywiście w momencie, gdy wybierała się na zakupy)

STRÓJ ZABRANY PRZEZ HERMIONĘ:


- Poczekaj tutaj, kochanie - zdezorientowana podniosłam głowę, gdy przyjaciółka trzasnęła drzwiami. Zostawiła mnie samą? A może poszła po Bleisa? - te myśli nie dawały mi spokoju. Na wszelki wypadek otarłam łzy z oczu i wygodniej usiadłam na łóżku.
- Merlinie Ginn, czy to jest..
- Wódka? Ależ skądże - parsknęłam łzawym śmiechem słysząc jak odpowiada na moje głupie pytanie. Cała Weasley'ówna! Pociągnęłam zdrowego łyka nie fatygując się nawet, by rozlać alkohol do szklanek.
- O Matko, Hermi od kiedy aż tyle pijesz? - roześmiałam się perliście słysząc głos przepełniony zdziwieniem. W głowie zaczęło mi szumieć tak, że gdy godzinę później starałam się wstać, natychmiast z powrotem opadłam na posłanie. Spojrzałam nieprzytomnie w stronę tej pięknej, małej kobietki która chrapała przesłodko z każdym oddechem wydzielając mniej słodki, ostry zapach trunku. Zadowolona z faktu, że chociaż raz było jak kiedyś, ucałowałam ją w czoło i ponowiłam próbę wstania o własnych nogach. Gdy już udało mi się osiągnąć zamierzany efekt spłukałam twarz zimną wodą i wpadłam na genialny pomysł
- Odwiedzę Malfoya! No tak odwiedzę, ale czy mam jakiś pretekst? Bo przecież kogo przyjmuje Draco o tak późnej porze? - już chciałam zrezygnować z tejże szalonej maskarady, gdy przypomniałam sobie o notatkach, które już dawno powinnam zwrócić właścicielowi. Z cichym chichotem porwałam je i uprzednio naciągając na siebie wyjściowe ubrania zamknęłam drzwi dormitorium. W pokoju wspólnym Prefektów panowała cisza. A jeśli już śpi? - przyszło mi na myśl. Tleniony śpi o tej porze? Nie, to niewiarygodne! Nękała mnie co prawda głucha, nieprzerywana niczym cisza, ale mimo to postanowiłam spróbować. Raz się żyje!
Zapukałam. Niestety nie odpowiedział mi żaden, chociażby najcichszy dźwięk zza drzwi. Powoli uchyliłam więc drzwi w celu pozostawieniu mu notatek na biurku i - wtedy to zobaczyłam.
Malfoy odwrócił się w moją stronę i na jego twarzy ujrzałam szok.
- Ups, nie chciałam przeszkadzać. - chwiejnym krokiem wybiegłam z pokoju kierując się w stronę korytarza prowadzącego na błonia. Usłyszałam za sobą kroki i Malfoya wrzeszczącego ile sił w płucach, ale nie zważałam na jego żałosne wezwania. Dopadł mnie przy jeziorze i szarpiąc za rękaw odwrócił w swoją stronę
- Jasna cholera Granger! Zdzieram sobie gardło, a Ty nie słyszysz głupiego ''stój''?! - był wyraźnie zdenerwowany, co szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi wcale. Chciałam się na nim zemścić. W tym momencie krew się we mnie zagotowała i z całą siłą odepchnęłam od siebie Ślizgona. Wpadł prosto na wielki dąb, pod którym tak bardzo kochałam czytać za dnia.
- O co ci kurwa chodzi?! - wściekły podniósł się z ziemi i otrzepał szybko ubranie. Zmierzyłam go wzrokiem, którego nie powstydziłby się chociażby Riddle.
- Jak możesz spać z tą wywłoką?! Ty skończony, arogancki kretynie! Jesteś zaręczony z Dafne, ale sypiasz z siostrzyczką?! W sumie mogłabym się domyśleć, co mógłby robić taki ohydny, przebrzydły, okropny...
- Chłopak o którego śmiertelnie zazdrosna jest stojąca przed nim Gryfonka? - wpadł mi w słowo, a ja dostałam ataku furii.
- JA ZAZDROSNA?! CHYBA ŚNISZ! NA MERLINA, JESTEŚ NIENORMALNY! - wrzeszczałam opętańczo, a zabójczo przystojny mężczyzna o stalowych oczach w które tak uwielbiałam spoglądać podchodził powoli z miną skruszonego bobasa. Zaraz... uwielbiałam spoglądać?! No nie, ja chyba oszalałam!
Draco złapał mnie za dłonie i przyciągnął do siebie. Serce biło mi coraz szybciej, a ja w afekcie szoku próbowałam się odsunąć. Nagle Tleniony spojrzał na mnie ze zrozumieniem i oznajmił
- Ty jesteś pijana.
- Nie no co ty nie powiesz, odkrywco - zakpiłam zataczając się do tyłu. Nagle potknęłam się o wystającą z ziemi niewielką gałąź i już zamykałam oczy czekając na zderzenie z zimną i mokrą ziemią, gdy złapał mnie w swoje silne ramiona. Spojrzałam mu w oczy i tysiące myśli eksplodowało w mej głowie. Jak gdyby wiedząc, co zaraz się stanie chłopak uniósł mnie nieznacznie i już po chwili całe moje ciało zostało otoczone przez niego. Ta bliskość spowodowała u mnie dreszcz podniecenia, którego nie potrafiłam opanować. W jednej chwili świat zawirował, a nasze usta złączyły się w pocałunku, który wyrażał więcej, niż potrafiłyby słowa. Złość, żal, strach i przyjemność łączyły się w jedno wybuchając dawkami emocji, których oboje zapragnęliśmy więcej. Po raz pierwszy w życiu pomyślałam, że mógłby mnie mieć i to skutecznie mnie orzeźwiło. Odskoczyłam od zaskoczonego Malfoya i wymierzyłam mu porządnego policzka.
- Za Dafne - warknęłam złowrogo, po czym skierowałam się w stronę zamku, zostawiając oniemiałego Blondyna za sobą.
Wstyd i bezradność zmywała gorąca woda, której ciągle mi było za mało. Słyszałam jak zalana Ginny dobijała mi się do drzwi, pytając czy wszystko w porządku. Zostawiłam ją jednak bez odpowiedzi. Starałam się kierować swe myśli na pozytywne tory. W końcu mogłaś przeżyć jakiekolwiek intymne chwile z Królem Slytherinu, którego jak wiadomo nie zadowoli pierwsza lepsza panienka.
- Nie! To żadne pocieszenie! - krzyczałam w poduszkę, a łzy kapały na nią obficie. Czułam się tak obrzydliwie! Wykorzystana, poniżona. Z tymi myślami zapadłam w głęboki sen.
Rano obudził mnie jakiś potworny hałas dobiegający z zewnątrz. Nakryłam głowę poduszką. Niestety nie wystarczyło, żeby uciszyć te straszne wrzaski.
- ASTORIA MI POWIEDZIAŁA! PIEPRZONY SKURWIELU! - to najwyraźniej Dafne krzyczała na swego wybranka. Westchnęłam - było mi szkoda tej biednej dziewczyny.
Podniosłam powoli głowę, a widok który ukazał się moim oczom był wprost zachwycający. I nie chodziło tu o idealnie wysprzątane dormitorium - ono już takie było.
Otóż przede mną leżała ogromna, srebrna taca, na której piętrzyły się moje ulubione potrawy - naleśniki z czekoladą i toffi, świeże muffinki i ciepłe kakao. Zapach był wprost nieziemski. Niestety brzuch odmawiał mi posłuszeństwa. Nadal odczuwałam skutki wczorajszej nocy. Znikąd pojawił się skrzat domowy
- Witam panienkę, nazywam się Mucha. Mucha przyniósł panience eliksir - ukłonił się głęboko wyciągając w moją stronę buteleczkę wypełnioną fioletowym wybawcą na moje samopoczucie.
- Mucho, kto wysłał Cię do mnie? - zapytałam ostrożnie nie zamierzając odebrać tego prezentu. Jak śmieli wykorzystywać te biedne stworzenia?!
- Panienka Ginny przysłała tu Muchę! - ucieszony skrzat podniósł głowę, a ja uświadomiłam sobie pochodzenie tego dziwacznego przecież imienia. Mucha miał ogromne i czarne oczy, które w istocie przypominały owe żyjątko. - to zaszczyt, panienko Granger! Słyszałem o panience same dobre rzeczy! Harry Potter sir opowiadał mi o panience!
- Oh, naprawdę? - ucieszyłam się odbierając powierzoną butelkę. - jakie to miłe, Mucho! Mów mi Hermiona.
- Panienko, ja..
- Hermiona - poprawiłam go machinalnie.
- Hermiono, panienka Weasley zostawiła list. - podał mi go, po czym teleportował się z głośnym trzaskiem.
Zamaszystym ruchem otwarłam kopertę i zaniemówiłam. Jak ona mogła pamiętać cokolwiek z tej nocy?! Skubana spryciula.
Kochana Hermiono!
Nie wiem, gdzie byłaś w nocy ale wróciłaś w niemrawym humorze.
Nie mów, że tak nie było, bo przecież wiesz, że słyszałam Twój płacz.
Przede mną nic nie ukryjesz, dlatego wraz z Bleaisem zabieramy Cię dzisiaj w specjalne miejsce.
Zabierz ze sobą coś przewiewnego, bo te zakupy będą niezapomniane.
Mówię poważnie!
Twoja Ginny.
PS spotkajmy się o 12 przy Sali Wejściowej.
Coś ciepłego? Co ta mała kombinuje?
Zrezygnowałam z przemyśleń i zabrałam się za to cudowne śniadanie, które z pewnością zafundowała mi Ruda. Czasami potrafiła być więcej niż kochana!
Gdy talerze zaświeciły pustkami, dyskretnie zerknęłam na zegar w pokoju. Wskazywał 10:15. Ślamazarnie wyszłam z pod kołdry i skierowałam się w stronę szafy. W końcu wybrałam zestaw dla siebie, jednocześnie pakując do torby ubrania, które wskazała zabrać mi Weasley'ówna.
Szybki prysznic i delikatny makijaż wydawały się być dopełnieniem. Zadowolona z siebie wzięłam się jeszcze za książkę, którą dostałam niegdyś od mamy. Dotyczyła mugolskiej medycyny, która była mi przybliżona, by nie powiedzieć, że dobrze znana. Zaczytana nie zauważyłam nawet, kiedy zegar wybił 12. Przestraszona zerwałam się z miejsca i porywając torebkę wybiegłam z pokoju.
- Hermiona Granger spóźniona. To trzeba gdzieś upamiętnić - zaśmiał się Zabini, gdy zdyszana dotarłam na miejsce.
- Gotowa? - powitała mnie Ginny a ja skinęłam jej w odpowiedzi głową. - Ślicznie wyglądasz - skwitowała jeszcze i równym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Hermiono, później dołączy do nas jeszcze paru znajomych - poinformował mnie Diabeł, a ja nagle zarumieniona odpowiedziałam tylko
- Nie ma sprawy. - poczułam, jak Ruda ciągnie mnie mocno za rękę i wydyszałam - co jest?
- Przekonasz się zaraz - gdy uniosłam brwi oczekując odpowiedzi natychmiast ta delikatnie zirytowana dodała - mamy pozwolenie Dumbledora.
- Jak to pozwolenie? Na co?
- Łap ten świstoklik. - Blaise podał mi jakiś srebrny zegarek i poczułam ten nieprzyjemny ścisk wokół pępka.
- No to jesteśmy - oznajmił zadowolony chłopak, a ja otworzyłam powoli oczy. Rozejrzałam się i zachłysnęłam z zachwytu powietrzem
- ZNAM TO MIEJSCE! - wykrzyczałam im w twarz, nagle skacząc z radości.
STRÓJ HERMIONY (oczywiście w momencie, gdy wybierała się na zakupy)
STRÓJ ZABRANY PRZEZ HERMIONĘ:
Rozdział nie był sprawdzany.
Szukam bety!
Pozdrawiam serdecznie!
Fajnie, szybko pisz dalej, czekam
OdpowiedzUsuńMmm.. super ^^ paru znajomych.. Draco. Taak xd Ciekawe gdzie sie przeniesli.. zawsze w takim momencie przerywasz?! A no i Hermiona pijana.. hahahah :D Pocalunek.. aww.. <3 Pisz nastepny! Czeeekam :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam , Patrycja :3