ROZDZIAŁ XII
''KTOŚ MUSI ODEJŚĆ''
Ślizgon spał już dobre dwanaście godzin i zaczęłam się niepokoić. Co prawda opatrzyłam niewielkie rany, ale mimo tego, że nie były ewidentnym zagrożeniem dla życia, wymagały specjalistycznych środków.
- Kretyn, imbecyl. Ty nieodpowiedzialna fretko, co ty żeś sobie wyobrażał przyłażąc tu w nocy i bezczelnie wymagając ode mnie pomocy. Oh, jak ja Cię nienawidzę Malfoy! - warczałam sama do siebie, zdenerwowana chodząc w tą i z powrotem po dormitorium.
- Nie udawaj, że nie podobało Ci się oglądanie mnie bez koszuli - moich uszu dobiegł słaby głos Tlenionego. Podskoczyłam jak oparzona i podbiegłam do łóżka. No nie - szlag mnie trafi! Nie mogę się zaczerwienić, nie teraz! Opanowałam się szybko i spojrzałam na domniemanego pacjenta. Gdy ten podnosił się już przecierając wierzchem dłoni oczy, brutalnie popchnęłam go ponownie w miękkie poduszki
- Granger, czy ty naprawdę nie widzisz, że dzisiaj nie mam na to ochoty? - zakpił sobie ze mnie znienawidzony chłopak, a na jego twarz wpłynął dobrze mi znany szelmowski uśmiech. Z niedowierzaniem pokręciłam głową i powiedziałam
- Ty się nigdy nie zmienisz.
- I tutaj masz rację.
Nastąpiła wymowna cisza, po której dobra atmosfera prysła jak bańki mydlane. Oczywiście to Malfoy musiał wyrazić swoje żałosne poglądy
- Mogłabyś poinformować mnie, jak długo muszę leżeć w TYM łóżku? No wiesz, nie chcę ubrudzić się szlamem.
Zamurowało mnie i w tym momencie mi, Hermionie Granger zabrakło słów, by się odciąć.
- Głucha jesteś? - ponaglił mnie ten niewdzięczny dupek. Zebrałam się w sobie i z całym spokojem odpowiedziałam
- Jakieś cztery godziny, później możesz przenieść się już do siebie.
- Tak długo? Merlinie, będę musiał wylać masę eliksirów odkażających do wanny! - zaperzył się, oskarżycielsko kierując palec w moją stronę.
- Posłuchaj mnie Fretko. To nie ja przylazłam w nocy do twojego dormitorium zalana w trupa, a do tego ciężko poraniona. Nie moja wina, że nie byłeś w stanie ruszyć stąd swojego arystokratycznego tyłka, ale jeżeli tak bardzo boisz się szlamu idź stąd po prostu i nie zawracaj mi więcej głowy swoją nędzną osobowością! - wykrzyczałam upokorzona i cała czerwona ze złości.
Urażony mężczyzna pociągnął mnie za nadgarstek tak, że byłam zmuszona się nad nim nachylić. Gdy jego zimne i nieobecne oczy odnalazły moje orzechowe tęczówki wyszeptał
- Zastanów się co mówisz, szlamo. To może źle się dla Ciebie skończyć.
Mimowolnie zadrżałam i ze zdziwieniem odkryłam, że bynajmniej nie ze strachu. Tak zareagowało moje ciało na jego głos. Po raz kolejny odrzuciłam od siebie myśl o tym, że Malfoy mógłby być sympatycznym człowiekiem, tolerującym mugolaków. Spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy i mogłabym przysiąc, że dostrzegłam ból w jego spojrzeniu. Nie mogłam jednak potwierdzić swoich przekonań, gdyż w tym właśnie momencie do pokoju wpadł nie kto inny jak Ginny Weasley Szybko oceniła sytuację.
- Ou, widzę że jesteście bardzo zajęci. To ja może pójdę do siebie - wysyczała czerwieniejąc na twarzy i odwróciła się na pięcie
- Nie, Ginny poczekaj! To nie tak jak myślisz! - krzyknęłam ale było już za późno. Ruda trzasnęła drzwiami z całej siły, wypadając z mojego dormitorium jak burza. Zwróciłam się do Malfoya, a mój głos przepełniała furia
- Widzisz, co żeś narobił ty, ty kretynie?!
- Odwal się Granger, to nie moja wina, że Wiewióra jest taką idiotką. Co ona sobie myślała? Że ruszę Cię palcem! Z kijem bym nie podchodził!
- Nie mów tak o niej! Przyjaźnię się z Ginn! - zagrzmiałam, ciskając w niego błyskawicami.
- Czyżby? No cóż, więc pokazała klasę! Wiesz co, chyba będę się zbierał. Myślę, że trafię do siebie. - spokojnie, jak na Ślizgona przystało, Malfoy odrzucił kołdrę i włożył świeżo wypraną przeze mnie koszulkę. Obserwowałam jego pełen zadowolenia uśmiech i przyrzekałam, że kiedyś uduszę tego palanta.
- Rusz się, Malfoy - warknęłam otwierając na oścież drzwi dormitorium.
- Nie udawaj, że nie podobał Ci się mój dotyk, Granger. - szepnął mi na odchodne delikatnie pieszcząc palcami mój gładki policzek. Odtrąciłam jego rękę i zawołałam oburzonym głosem
- No chyba śnisz, Malfoy!
- Malfoy, Malfoy... Mogłabyś czasem wysilić swój mózg i nazwać mnie jakoś inaczej - zadrwił ściągając brwi i czekając na moją reakcję.
- Masz rację - żegnam, skończony kretynie. - Mówiąc te słowa szybkim ruchem zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Słyszałam jak mruczał do siebie
- Jeszcze mi za to zapłacisz, szlamo.
Nie przejmując się wcale jego groźbami usiadłam przy biurku i wyciągnęłam pergamin. Nakreśliłam parę zdań i przeczytałam je szybko dla pewności, że są dość dobre
'' Ginny!
Nie wiem co pomyślałaś, gdy zobaczyłaś mnie w tak niezręcznej sytuacji, ale to nie to co myślisz! Wiesz przecież, że ja i Malfoy to jakaś abstrakcja! Myślę, że musimy wytłumaczyć to sobie dokładniej i to jak najszybciej! Proszę bądź u mnie przed 19.
Hermiona.''
- Pospiesz się kochana, zanieś to Ginny Weasley - szepnęłam do jednej ze szkolnych płomykówek, która była do mojej dyspozycji dzięki prywatnemu dormitorium. Dla odprężenia postanowiłam wziąć długą kąpiel. W końcu jutro miały się zacząć zajęcia, a ja nie pojawiłam się nawet na śniadaniu! Spojrzałam ukradkiem na zegarek. Jeżeli teraz pójdę popływać, spokojnie zdążę na obiad. Niewiele myśląc przebrałam się w białe bikini, które było prezentem urodzinowym od mamy i weszłam do łazienki prefektów.
- Wow! - wyrwało mi się. No cóż, łaźnia była przepiękna. Staromodny basem był ogromny niczym jezioro i bardzo głęboki, a cudowne witraże w oknach dodawały uroku pomieszczeniu, podkreślając jego atuty. Do wyboru miałam masę zapachów, bąbelków oraz kolorów. Ostatecznie zdecydowałam się na płyn jaśminowy. Z lubością wciągałam w płuca ten zapach, rozkoszując się parą unoszącą się już w całej łazience. Zapełniłam monstrualną wannę po brzegi i ostrożnie zanurzyłam w niej rękę - oczywiście w celu sprawdzenia, czy woda nie jest oby za gorąca. Poczułam, jak ktoś wciąga mnie pod wodę. Krzyknęłam przerażająco i w ostatniej chwili nabrałam powietrza. Gdy wynurzyłam się na zewnątrz przetarłam oczy i doprowadzona do granic wytrzymałości wrzasnęłam
- ZABIJĘ CIĘ!
- Tak sądzisz? - zaśmiał się głos i po chwili poczułam jak Draco wypływa na powierzchnię.
- Ty durniu! Mogłam utonąć! - wrzeszczałam bez opamiętania okładając go pięściami po klatce piersiowej. Była nieźle wyrzeźbiona. Na tą myśl spłonęłam rumieńcem i odwróciłam głowę.
- Ale żyjesz, prawda? I z tego co widzę widok Ci się podoba - wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w irytującym uśmiechu.
- Oh, zamknij się Malfoy - warknęłam i z braku lepszych perspektyw odpłynęłam na drugi koniec basenu. Nie dane było mi jednak wziąć kąpiel w spokoju. Już po chwili Blondyn znalazł się blisko mnie.
- A może zaprzeczysz? - wyszeptał tuż przy moich ustach. Gęsia skórka okryła całe me ciało. Chłopak znajdował się zdecydowanie za blisko.
- Daj spokój, Malfoy - odpowiedziałam mu szeptem, przerażona spoglądając w te znienawidzone, szare tęczówki.
Draco musnął moje wargi swoimi, a mnie na wylot przeszła fala ciepła.
- No dalej, wiem że tego chcesz, Granger - mruczał mi do ucha, obejmując mnie w talii. W tym momencie odepchnęłam go od siebie i odpłynęłam na bezpieczną odległość po czym warknęłam
- Co, już nie boisz się, że się ubrudzisz?
W tym momencie chłopak spoważniał. Ponownie dostrzegłam w jego oczach ten dziwny błysk. Zacisnął usta i odwrócił wzrok.
- Tak jak myślałam - stwierdziłam wzruszając ramionami i powoli skierowałam się w stronę drabinek.
- Nie to nie tak. Chodzi o to, że ty jesteś...
- Szlamą? - wpadłam mu w zdanie - tak wiem. Właśnie dlatego zapomnijmy o tym, co miało tu miejsce. - mówiąc to owinęłam się ciasno ręcznikiem i skierowałam w stronę drzwi.
Blondyn odprowadził mnie wzrokiem, a jego myśli urządziły mu w głowie niezły huragan, choć ja, Hermiona Granger nie mogłam mieć o tym większego pojęcia. Przekroczyłam próg swojego prywatnego pokoju i ciężko westchnęłam. Starałam się wyrzucić z głowy bezczelnego Ślizgona, który mącił mi w głowie. Szybko ułożyłam sobie włosy i delikatnie przeciągnęłam tuszem rzęsy, po czym postanowiłam przejść się do miejsca, które zawsze dawało mi ukojenie - do biblioteki. Po drodze wpadłam na Rona. Już chciałam zapytać, co u niego, ale ten mnie uprzedził
- Jak mogłaś - wysyczał na wstępie, a moje oczy rozszerzyły się ze strachu gdy popchnął mnie w stronę ściany - ty dziwko, jak mogłaś to zrobić z Malfoyem!
- C..Co? - wyjąkałam bezradnie patrząc na obłąkane spojrzenie Rudzielca. - Nn.. nie Ron. To wcale nie było tak - wymamrotałam przerażona. - Puść mnie, proszę.
Na te słowa chłopaka poniosło. Bez wahania uniósł dłoń i wymierzył mi siarczystego policzka.
- Kłamliwa suko! Puściłaś się z nim! Jesteś zwykłą szmatą - kolejny policzek. Łzy gorzko spływały po moim podbródku.
- Nieprawda! To nieprawda Ron! - rozpaczliwie próbowałam się bronić.
- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale stoczyłaś się Hermiono. Nie jesteśmy już przyjaciółmi. Jesteś dla mnie skończona! - wykrzyczał mi prosto w twarz a ja zaszlochałam jeszcze głośniej - ale nie przejmuj się - dodał - skoro tak bardzo to lubisz, możemy się tutaj zabawić.
- Nie! - krzyknęłam przerażona, ale on zaśmiał się tylko szaleńczo i zaczął ponownie dobierać się do mnie. Przed oczami przewijały mi się wspomnienia z wakacji. Jak mógł pomyśleć, że po tym co mi zrobił kiedykolwiek będziemy jeszcze przyjaciółmi - Oszalałeś! Puszczaj mnie, puszczaj! - szarpałam się z całej siły. Nagle poczułam, jak uderza mnie pięścią w skroń. Okropny ból przeszył mi czaszkę. Bezsilnie osunęłam się po ścianie, poddając się jego obleśnym poczynaniom. Gdy myślałam już, że to koniec usłyszałam znany mi głos.
- Zostaw ją Wieprzlej - to Blaise Zabini odciągał ode mnie tego parszywca. Po chwili spostrzegłam Dracona i zanim zemdlałam ujrzałam jeszcze jak łamie nos Rudzielcowi.
Obudził mnie potworny hałas. Podniosłam głowę i szybko opadłam z powrotem na łóżku. Każdy mięsień odmawiał mi posłuszeństwa. Nagle wszystko ucichło i zorientowałam się, że wszyscy czekają na moje słowo
- Gdzie ja jestem? - zdezorientowana rozejrzałam się po chirurgicznie białym pomieszczeniu. - skrzydło szpitalne? - wymamrotałam.
- Miona! Tak, skrzydło szpitalne. Pamiętasz jak tu trafiłaś, kochanie? - Ginny jako pierwsza dobiegła do mojego łóżka.
- Nie do końca. Pamiętam, jak Ron... jak...
- A więc to prawda? - zapytała Ginny podejrzliwie spoglądając w stronę chłopaków, którzy znaleźli się po drugiej stronie.
- Tak, to prawda - poczułam jak gorące łzy palą mnie pod powiekami. Przymknęłam więc oczy, nie chcąc okazywać słabości w takim momencie.
- Zabiję gnoja! Uduszę gołymi rękoma! - wrzasnęła Ruda wybiegając z sali. Nikt nie próbował jej nawet powstrzymać.
- Hermiono, jak się czujesz? - to Zabini posłał mi współczujące spojrzenie i w geście pocieszenia złapał mnie za rękę.
- Nie najlepiej Diable, ale przecież mogło być gorzej - skrzywiłam się imitując uśmiech. - Dziękuję Wam - wyszeptałam spoglądając na nich znacząco. Malfoy wyglądał jakby bił się z myślami. W końcu podszedł bliżej i zostawiając czerwoną rożę na mojej pościeli powiedział chłodno
- Wracaj szybko do zdrowia. - po czym wyszedł nie oglądając się za siebie. Ponuro spojrzałam w kierunku drzwi, którymi wyszedł.
- Daj mu trochę czasu - dotarł do mnie głos Mulata. - Draco uczy się życia od nowa.
- Od nowa? - nie rozumiałam co miał na myśli. A może po prostu nie chciałam zrozumieć.
- KONIEC WIZYTY! - wrzasnęła Pani Pomfrey wyłaniając się zza parawanu. - masz, wypij to dziecko - podała mi kubek z jakąś bezbarwną cieczą, a gdy tylko upiłam troszeczkę poczułam, że zapadam w długi, głęboki sen.
Gdy w końcu się obudziłam za oknami panował półmrok. Rozejrzałam się leniwie i w nikłym blasku świec dostrzegłam kwiaty w wazonie. Białe orchidee! Ale to przecież nie mógł być przypadek. Tylko jedna osoba wiedziała, że kocham je do szaleństwa.
- Jeżeli zastanawiasz się, od kogo dostałaś te badyle, to podpowiem Ci, że Potter w końcu zaszczycił nas w szkole - oziębły głos wrogiego mi przez ostatnie lata Ślizgona, wdarł się do moich uszu, a ja sama szybko oprzytomniałam.
- Harry? Harry wrócił? - nie byłam pewna jak zareagować. W końcu kto jak kto, ale Malfoy równie dobrze mógł robić jej złudne nadzieje.
- Taaa, wrócił. - mruknął zamyślony Blondyn podchodząc bliżej. Przyjrzałam się mu uważniej. Był bardzo blady, cienie pod oczami podpowiadały mi, że ostatnio nie sypiał. Nagle wpadło mi do głowy ważne pytanie
- Malfoy.,.. jak długo spałam?
- Oh. - chłopak spuścił wzrok - pięć długich dni, Granger.
- Co? - aż mnie zatkało. - a więc dzisiaj jest...
- Piątek - dokończył za mnie.
- Po co właściwie przyszedłeś? - palnęłam głupio i dojrzałam jak jego oczy nagle zieją chłodem i nienawiścią. - przepraszam, to było strasznie głupie z mojej strony - próbowałam jakoś odkręcić to karygodne zachowanie.
- Nie ważne, nie zależy mi Granger. Przyszedłem po raport od Pani Pomfrey. No wiesz, teraz wykonuje obowiązki za dwoje - żachnął się. - no to... - urwał na moment a ja przymrużyłam oczy, gdy zauważyłam jak rozpaczliwie się w nie wpatruje - to do zobaczenia Granger.
- Ale... ale Malfoy! A kto mi przyniesie notatki z lekcji! - krzyknęłam za nim spanikowana.
- Masz przecież przyjaciół - odparł uśmiechając się ironicznie i zniknął. O nie, tak nie będzie! Próbowałam wstać. Przeszłam zaledwie dziesięć kroków, gdy poczułam jak wiruje mi w głowie. Rozejrzałam się desperacko po pomieszczeniu szukając ostatniej deski ratunku, zanim upadłam ponownie tracąc przytomność.
- Dziewczyno, przyprawisz mnie kiedyś o zawał serca! - przywitał mnie zdenerwowany głos Rudej.
- Która godzina? - zapytałam słabo, nie mając siły otworzyć oczu.
- 9.30 - odparła Ginny bez entuzjazmu. Coś ją wyraźnie dręczyło.
- wieczorem?
- Nie, Miona. Rano.
Osłupiałam. Natychmiast otworzyłam oczy. Zobaczyłam Panią Pomfrey pędzącą w moim kierunku.
- Panno Granger, eliksir wzmacniający. Okazało się, że uraz głowy jest o wiele poważniejszy, niż na początku myślałam. Poleży tu Pani jeszcze dwa dni. We wtorek może Pani wrócić na lekcje.
- We wtorek? - jęknęłam. - ale...
- Żadnego ale Panno Granger! Panno Weasley, koniec wizyty! Moja pacjentka musi wypocząć! Potrzeba jej teraz spokoju, nie Twoich wrzasków nad uchem! - chcąc, nie chcąc Ginny musiała opuścić salę. Kiedy pielęgniarka zniknęła w swoim pokoju uniosłam się nieznacznie na poduszkach. Od razu spostrzegłam jakieś zwoje i pergaminy. Przyjrzałam się im dokładniej. Czy to były notatki? Ale od kogo? Wzięłam do ręki pierwszy pergamin, a z niego wypadła jakaś karteczka. Szybko ją odczytałam.
''Notatki z lekcji - z całego tygodnia. Nie tak dokładne jak Twoje, ale myślę że się nadadzą.
Zszokowana przejrzałam je wszystkie i z niemałym zdziwieniem musiałam przyznać mu rację. Były bardzo dokładne. Nawet te z historii magii, na której przecież wszyscy prócz niej byli polegli!
Wieczorem oczekiwałam wizyty Rudej. Nie pojawiła się jednak. W zamian za to do sali wparował Harry Potter.
- Merlinie, Hermiona! Jak się cieszę! - pocałował mnie w oba policzki i wyściskał tak mocno, że myślałam, iż połamie mi żebra.
- Harry! Wróciłeś! - uradowana zarzuciłam mu ręce na szyje. Jak dobrze było mieć go przy sobie.
Jego uśmiech przygasł.
- Właściwie to... ja nie wróciłem Hermiona. - dopiero teraz zauważyłam podróżny płaszcz i torbę chłopaka.
- Ale... Harry... Ja... Ginny - słowa przerywane były moimi łzami. Znowu miał zamiar nas zostawić?
- Miona... Ja i Ginny nie jesteśmy już razem. Uznaliśmy, że tak będzie lepiej - wydusił z siebie Harry, a w jego oczach dostrzegłam cierpienie. - niestety odchodzę. Mój świstoklik odlatuję za - tu spojrzał na zegarek - dwie i pół minuty. Muszę już lecieć,Hermi. Przepraszam - na pożegnanie pogłaskał mnie szybko po głowie i wyszedł, a w jego oczach szkliły się łzy.
Kochani, ten rozdział jest dla Wszystkich którzy postanawiają czytać moje wypociny! Pozdrawiam i zapraszam do dzielenia się wszelkimi uwagami.
- Zostaw ją Wieprzlej - to Blaise Zabini odciągał ode mnie tego parszywca. Po chwili spostrzegłam Dracona i zanim zemdlałam ujrzałam jeszcze jak łamie nos Rudzielcowi.
Obudził mnie potworny hałas. Podniosłam głowę i szybko opadłam z powrotem na łóżku. Każdy mięsień odmawiał mi posłuszeństwa. Nagle wszystko ucichło i zorientowałam się, że wszyscy czekają na moje słowo
- Gdzie ja jestem? - zdezorientowana rozejrzałam się po chirurgicznie białym pomieszczeniu. - skrzydło szpitalne? - wymamrotałam.
- Miona! Tak, skrzydło szpitalne. Pamiętasz jak tu trafiłaś, kochanie? - Ginny jako pierwsza dobiegła do mojego łóżka.
- Nie do końca. Pamiętam, jak Ron... jak...
- A więc to prawda? - zapytała Ginny podejrzliwie spoglądając w stronę chłopaków, którzy znaleźli się po drugiej stronie.
- Tak, to prawda - poczułam jak gorące łzy palą mnie pod powiekami. Przymknęłam więc oczy, nie chcąc okazywać słabości w takim momencie.
- Zabiję gnoja! Uduszę gołymi rękoma! - wrzasnęła Ruda wybiegając z sali. Nikt nie próbował jej nawet powstrzymać.
- Hermiono, jak się czujesz? - to Zabini posłał mi współczujące spojrzenie i w geście pocieszenia złapał mnie za rękę.
- Nie najlepiej Diable, ale przecież mogło być gorzej - skrzywiłam się imitując uśmiech. - Dziękuję Wam - wyszeptałam spoglądając na nich znacząco. Malfoy wyglądał jakby bił się z myślami. W końcu podszedł bliżej i zostawiając czerwoną rożę na mojej pościeli powiedział chłodno
- Wracaj szybko do zdrowia. - po czym wyszedł nie oglądając się za siebie. Ponuro spojrzałam w kierunku drzwi, którymi wyszedł.
- Daj mu trochę czasu - dotarł do mnie głos Mulata. - Draco uczy się życia od nowa.
- Od nowa? - nie rozumiałam co miał na myśli. A może po prostu nie chciałam zrozumieć.
- KONIEC WIZYTY! - wrzasnęła Pani Pomfrey wyłaniając się zza parawanu. - masz, wypij to dziecko - podała mi kubek z jakąś bezbarwną cieczą, a gdy tylko upiłam troszeczkę poczułam, że zapadam w długi, głęboki sen.
Gdy w końcu się obudziłam za oknami panował półmrok. Rozejrzałam się leniwie i w nikłym blasku świec dostrzegłam kwiaty w wazonie. Białe orchidee! Ale to przecież nie mógł być przypadek. Tylko jedna osoba wiedziała, że kocham je do szaleństwa.
- Jeżeli zastanawiasz się, od kogo dostałaś te badyle, to podpowiem Ci, że Potter w końcu zaszczycił nas w szkole - oziębły głos wrogiego mi przez ostatnie lata Ślizgona, wdarł się do moich uszu, a ja sama szybko oprzytomniałam.
- Harry? Harry wrócił? - nie byłam pewna jak zareagować. W końcu kto jak kto, ale Malfoy równie dobrze mógł robić jej złudne nadzieje.
- Taaa, wrócił. - mruknął zamyślony Blondyn podchodząc bliżej. Przyjrzałam się mu uważniej. Był bardzo blady, cienie pod oczami podpowiadały mi, że ostatnio nie sypiał. Nagle wpadło mi do głowy ważne pytanie
- Malfoy.,.. jak długo spałam?
- Oh. - chłopak spuścił wzrok - pięć długich dni, Granger.
- Co? - aż mnie zatkało. - a więc dzisiaj jest...
- Piątek - dokończył za mnie.
- Po co właściwie przyszedłeś? - palnęłam głupio i dojrzałam jak jego oczy nagle zieją chłodem i nienawiścią. - przepraszam, to było strasznie głupie z mojej strony - próbowałam jakoś odkręcić to karygodne zachowanie.
- Nie ważne, nie zależy mi Granger. Przyszedłem po raport od Pani Pomfrey. No wiesz, teraz wykonuje obowiązki za dwoje - żachnął się. - no to... - urwał na moment a ja przymrużyłam oczy, gdy zauważyłam jak rozpaczliwie się w nie wpatruje - to do zobaczenia Granger.
- Ale... ale Malfoy! A kto mi przyniesie notatki z lekcji! - krzyknęłam za nim spanikowana.
- Masz przecież przyjaciół - odparł uśmiechając się ironicznie i zniknął. O nie, tak nie będzie! Próbowałam wstać. Przeszłam zaledwie dziesięć kroków, gdy poczułam jak wiruje mi w głowie. Rozejrzałam się desperacko po pomieszczeniu szukając ostatniej deski ratunku, zanim upadłam ponownie tracąc przytomność.
- Dziewczyno, przyprawisz mnie kiedyś o zawał serca! - przywitał mnie zdenerwowany głos Rudej.
- Która godzina? - zapytałam słabo, nie mając siły otworzyć oczu.
- 9.30 - odparła Ginny bez entuzjazmu. Coś ją wyraźnie dręczyło.
- wieczorem?
- Nie, Miona. Rano.
Osłupiałam. Natychmiast otworzyłam oczy. Zobaczyłam Panią Pomfrey pędzącą w moim kierunku.
- Panno Granger, eliksir wzmacniający. Okazało się, że uraz głowy jest o wiele poważniejszy, niż na początku myślałam. Poleży tu Pani jeszcze dwa dni. We wtorek może Pani wrócić na lekcje.
- We wtorek? - jęknęłam. - ale...
- Żadnego ale Panno Granger! Panno Weasley, koniec wizyty! Moja pacjentka musi wypocząć! Potrzeba jej teraz spokoju, nie Twoich wrzasków nad uchem! - chcąc, nie chcąc Ginny musiała opuścić salę. Kiedy pielęgniarka zniknęła w swoim pokoju uniosłam się nieznacznie na poduszkach. Od razu spostrzegłam jakieś zwoje i pergaminy. Przyjrzałam się im dokładniej. Czy to były notatki? Ale od kogo? Wzięłam do ręki pierwszy pergamin, a z niego wypadła jakaś karteczka. Szybko ją odczytałam.
''Notatki z lekcji - z całego tygodnia. Nie tak dokładne jak Twoje, ale myślę że się nadadzą.
Malfoy.
PS szybko wracaj do zdrowia, Granger''Zszokowana przejrzałam je wszystkie i z niemałym zdziwieniem musiałam przyznać mu rację. Były bardzo dokładne. Nawet te z historii magii, na której przecież wszyscy prócz niej byli polegli!
Wieczorem oczekiwałam wizyty Rudej. Nie pojawiła się jednak. W zamian za to do sali wparował Harry Potter.
- Merlinie, Hermiona! Jak się cieszę! - pocałował mnie w oba policzki i wyściskał tak mocno, że myślałam, iż połamie mi żebra.
- Harry! Wróciłeś! - uradowana zarzuciłam mu ręce na szyje. Jak dobrze było mieć go przy sobie.
Jego uśmiech przygasł.
- Właściwie to... ja nie wróciłem Hermiona. - dopiero teraz zauważyłam podróżny płaszcz i torbę chłopaka.
- Ale... Harry... Ja... Ginny - słowa przerywane były moimi łzami. Znowu miał zamiar nas zostawić?
- Miona... Ja i Ginny nie jesteśmy już razem. Uznaliśmy, że tak będzie lepiej - wydusił z siebie Harry, a w jego oczach dostrzegłam cierpienie. - niestety odchodzę. Mój świstoklik odlatuję za - tu spojrzał na zegarek - dwie i pół minuty. Muszę już lecieć,Hermi. Przepraszam - na pożegnanie pogłaskał mnie szybko po głowie i wyszedł, a w jego oczach szkliły się łzy.
Kochani, ten rozdział jest dla Wszystkich którzy postanawiają czytać moje wypociny! Pozdrawiam i zapraszam do dzielenia się wszelkimi uwagami.
Bardzo fajne :)
OdpowiedzUsuńNie rozumiem Malfoya.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem Ginny.
Co, do cholery, dzieje się z Harrym?!
PISZ WIĘCEJ I SZYBCIEJ!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam ciepło i zapraszam na przedostatnią część OS <3
Ina
Kochana słowo daję, że zachowanie Dracona wyjaśni się w dwóch kolejnych rozdziałach, ale jeżeli chodzi o naszą Potterowską dwójkę, to trzeba będzie jeszcze odrobinę zaczekać ;) Pozdrawiam ;3
Usuń