ROZDZIAŁ XI
''SÓL W NASZE RANY, CAŁY WAGON SOLI''
- Diable! - głowy moich przyjaciół skierowały się w stronę urodziwej dziewczyny, która właśnie rzuciła się biegiem w kierunku Blaisa. - Merlinie a już myślałam, że nie zdążę Cię o to zapytać. O, cześć wszystkim. Co słychać? - pomachała wesoło w naszym kierunku jak gdyby wcześniej nie było nas obok i nie czekając na odpowiedź skierowała wzrok prosto w stronę swojego rozmówcy.
- O co chodzi Dafne? - uśmiechnął się uprzejmie w głębi duszy żywiąc nadzieję, że ta długonoga piękność nie palnie niczego głupiego przy Ginny.
- Oh, chciałam tylko, żebyś potwierdził swoje przybycie - zagruchała, trzepocząc długimi rzęsami
- Nie rozumiem. Przybycie... ale gdzie? - zdezorientowany chłopak spoglądał nic nierozumiejącym wzrokiem w stronę Ślizgonki. Ta nagle zmarszczyła brwi i otworzyła szeroko oczy na znak oburzenia.
- Jak to gdzie? - usłyszałam głęboki głos i w tym samym momencie poczułam przypływ bezgranicznego ciepła. - Wyprawiamy przyjęcie z okazji naszych zaręczyn - Draco niedbale strzepnął pyłek z nieskazitelnie białej koszuli i otoczył narzeczoną ramieniem. Serce we mnie zamarło. Jak mógł?!
- Smoczusiu dlaczego on nie wie? - oburzała się Greengrass, tupiąc ze złości nogami. - nie kochasz mnie? Przyznaj, dlatego go nie poinformowałeś! - teraz miała już łzy w mocno podkreślonych tuszem oczach. Co za kretynka. Obserwowałam tę scenę z boku w głębi duszy współczując tej słodkiej idiotce, myślącej że Malfoy jest w stanie pokochać kogokolwiek, prócz własnego odbicia.
- Ależ skarbie, oczywiście że wie. Diabeł lubi się zgrywać, prawda? - Ślizgon dał dziewczynie pstryczka w nos, uśmiechając się do niej uroczo, po czym spojrzał znacząco w stronę przyjaciela.
- Wybacz mi Dafne, jak mogłem zapomnieć! - zaśmiał się mulat doskonale grając rolę sklerotyka. - Smok od razu przyleciał do mnie i postanowiliśmy to oblać! Był taki szczęśliwy! - w tym momencie postanowiłam włączyć się do rozmowy
- Czyżby? - przybrałam najbardziej lodowaty ton głosu na jaki było mnie stać. Uniosłam do góry brew czekając na odpowiedź któregoś z tych gadów.
- Miona nie zgrywaj! Przecież i Ty przy tym byłaś! - kontynuował przyjaciel chcąc bronić Dracona.
- A tak, teraz sobie przypominam! Dracuś opowiadał o sztuce całowania, którą podobno opanował już do perfekcji - parsknęłam ironicznie i odwróciłam się na pięcie decydując się na znalezienie wolnego przedziału. Cała kipiałam ze złości. Odchodząc usłyszałam jeszcze skrawek rozmowy Malfoya i Ślizgońskiej piękności
- Smoczusiu dlaczego ta Granger tak dziwnie się gapi?
Odczekałam moment by dokładnie przeanalizować odpowiedź chłopaka
- Nie przejmuj się nią kochanie, przecież to tylko szlama.
Ze łzami w oczach jak burza wpadłam do już i tak zatłoczonego pociągu. Nie mogłam znieść myśli o tym, jak łatwo dałam się podjeść! Naiwna - tak brzmiało słowo, które wpadało mi na myśl.
- Uważaj jak chodzisz! - wrzasnęłam na czarodzieja, który wpadł na mnie z impetem.
- Hermiona, jak dobrze Cię widzieć! - w odpowiedzi owy czarodziej rzucił się w moją stronę z przepraszającym uśmiechem. Podniosłam zaszklone oczy i ujrzałam przed sobą Nevilla.
- Nevill! Co słychać?! - nieśmiało zaczęłam rozmowę, nadal chowając w pamięci karygodne zachowanie, jakie pokazałam przed chwilą.
- Wiesz, jest w porządku. Całe wakacje spędziłem z Luną! I zgadnij co? - wyszczerzył się od ucha do ucha, tym samym zaczerpując sporo powietrza. - Ja i Luna pobieramy się wkrótce! - radość Gryfona nie miała końca, a ja nie zamierzałam psuć mu tej chwili.
- Merlinie Nevill, to fantastycznie! Gratuluję Wam, gratuluję! - wykrzyknęłam rzucając się na szyję kolegi. Głęboko w środku jakiś niewidzialny potwór boleśnie ukuł mnie w serce. - a jak u Ciebie i Rona? Macie coś w planach? - wyrwał mnie z rozmyśleń skutecznie sprowadzając na ziemię.
- My... My... Ja i Wieprz... To znaczy ja i Ron... my... nie jesteśmy już razem - wydusiłam z siebie tą przykrą wiadomość z niemałym trudem. Czar prysł.
- Ale jak to nie jesteście? - Luna, która niezauważenie podeszła do Nevilla udzieliła mu odpowiedzi za mnie
- Zrobił Ci krzywdę - taksowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Odwróciłam wzrok - zawsze wiedziałam, że coś z nim nie tak. - skwitowała blondynka i zwróciła się w stronę ukochanego - idziemy poszukać wolnego miejsca? Hermiona wolałaby zostać sama.
Nie pytając mnie nawet o zdanie odeszli, trzymając się kurczowo za ręce. Zresztą, kto jak to ale Luna bezbłędnie odczytywała emocje. Tego dnia po raz kolejny pożałowałam, że nie mam nikogo bliskiego.
Parę godzin później słońce chyliło się ku zachodowi, a pociąg z głośnym warkotem mijał jeziora, rzeki i lasy. Przebrana w szatę czarodzieja samotnie siedziałam przy oknie w przedziale prefektów. Nagle poczułam, jak miejsce koło mnie ugina się pod czyimś ciężarem. Poczułam drogie perfumy arystokraty i odruchowo moje dłonie zwinęły się w piąstki.
- Co jest Granger, chcesz do toalety? Posikałaś się już z zazdrości?- zironizował Malfoy śmiejąc się z mojej reakcji.
- Oh, odwal się Malfoy - warknęłam nie mając ochoty na rozmowy z tym podłym gadem.
- Tylko na tyle Cię stać? Słyszę to odkąd pamiętam! Co jest szlamo, znudziło Ci się zgrywanie milusiej? - wysyczał, a moje usta zaczęły drżeć niebezpiecznie. - no co jest, panno wiem wszystko? - kontynuował z jadem w głosie.
- Zamknij się Malfoy! Myślisz, że możesz bezkarnie nazywać mnie szlamą?! Tatuś nie uratuje już Twojego arystokratycznego tyłka! A wiesz dlaczego?! Bo siedzi! Jest w Azkabanie! I zgadnij! Status krwi przestał się liczyć! Nawet dla takiego dupka jak Ty, Malfoy - moje oczy ciskały błyskawicami, gdy ten zanosił się pogardliwym śmiechem. Nie wytrzymałam. Mocne uderzenie orzeźwiło Dracona.
- Zapłacisz mi za to, szlamo! - wrzasnął podczas gdy ja cała w nerwach ściągałam swój kufer. Co się z nim dzieje! Nagle postanowił mnie upokarzać, wyzywać i dręczyć. Nie mogłam uwierzyć, że prawie mu zaufałam. W tym oto momencie bezmyślny Ślizgon rozpoczął wojnę, w której postanowiłam górować. Wyprzedzę każdy jego ruch, byleby tylko mu dopiec! - krzyczałam w myślach do siebie. Nie wiedziałam, jak mam dać upust emocją. Nagle z przedziałów zaczęli wypadać uczniowie i zrozumiałam, że pociąg zatrzymał się jakiś czas temu. Niespiesznie wyszłam na zewnątrz i znalazłam się prosto w objęciach Rudej
- Kochana gdzie Cię nosiło? Szukałam Cię wszędzie! Byłam nawet w wagonie prefektów, ale Malfoy powiedział...
- Nie chcę wiedzieć co mówił ten podły imbecyl! - wrzasnęłam a kilka par oczu skierowało się w moją stronę. Starsi koledzy zganili mnie samym spojrzeniem. Nie mogłam uwierzyć w to jak zakłamany może być Malfoy.
- Powiedział, że jesteś nie w sosie - dokończyła cicho Ginn mrużąc oczy. - Miona, co się stało? - zapytała po chwili troskliwie, przyglądając mi się niezwykle uważnie.
- Oh Ginny, gdyby życie było bajką, byłabym w niej rumakiem, który po północy zmienił się w brzydką żabę - westchnęłam kierując się w stronę powozów.
Tiara przydziału właśnie zakończyła doroczny obowiązek, oddając głos Pani Dyrektor. Na widok Minerwy wszyscy zamarli
- Uczniowie! Jak wiecie, wojna skończyła się dla nas pomyślnie. Chciałabym z bezbrzeżną radością i szczerą dumą poinformować Was, że w ramach prezentu w tym roku, odbędzie się Wielki Bal! - po sali rozeszły się głosy. Wszyscy chcieli wiedzieć, dlaczego owy bal określono mianem ''Wielkiego''. Mcgonagall słysząc te szepty postanowiła wyjaśnić dręczące wszystkich pytanie - Otóż określamy go mianem wielkiego, ponieważ wezmą w nim udział trzy szkoły! - zagrzmiała, na co usłyszano zawiedzione głosy - Uwaga! Prócz szkół, które przybędą tu, do Hogwartu każdy uczeń siódmego roku ma prawo zaprosić nieoczekiwanego gościa! Oczywiście warunkiem są jego moce magiczne! Ufam jednak - tu spojrzała w stronę Gryfonów - że relacje zagraniczne powielą się, gdy rozdam Wam listy! Tak moi drodzy! Będziecie korespondować z mało znanymi Wam do tej pory szkołami! Przechodząc do porządku dziennego, chciałabym poinformować najmłodszych uczniów jak i przypomnieć tym starszym, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony! Jak wiecie od paru lat lista wszelkich innych zakazów wisi przy gabinecie naszego drogiego woźnego, Pana Filcha! A teraz rozpocznijmy już ucztę - uśmiechnęła się zachęcająco i na złotych półmiskach pojawiły się prawdziwe pyszności.
- Ginny - nachyliłam się w stronę przyjaciółki - kontaktowałaś się z Harrym?
- Nie. Nie odpisał na żaden z mych listów. Nie wiem co z nim nie tak. - odpowiedziała sfrustrowana.
- Po kolacji zapytamy Mcgonagall - stwierdziłam zabierając się za sałatkę z tuńczyka, a w moim sercu zagościł niepokój. Ginny natomiast wzruszyła tylko ramionami beznamiętnie grzebiąc w swoim puddingu.
Podeszłam do nauczycielki transmutacji ciągnąc za sobą Rudą.
- Pani Profesor? - zaczęłam śmiało, a ta dała mi znak, bym kontynuowała pytanie - wie Pani może, gdzie teraz jest Harry?
- Jak Pani zapewne wie, panno Granger, Zakon Feniksa nie przestał działać. Pan Potter wykonuje obecnie bardzo ważne zadanie i cóż, pojawi się z opóźnieniem.
- Ależ Pani Prof...
- Dosyć już pytań, panno Granger! Życzę miłego wieczoru - odeszła z groźnym błyskiem swych bystrych oczu.
Zrezygnowana podeszłam do drzwi wykrzykując
- PIERWSZOROCZNI! DO MNIE!
Gdy wyczerpana skierowałam się w stronę schodów prowadzących wprost do sypialni dziewcząt usłyszałam za sobą głos Pani Sprout.
- Panno Granger! - odwróciłam głowę, unosząc wysoko brwi i czekając na dalsze słowa nauczycielki zielarstwa - przyszłam tu, aby poinformować Panią o nowych okolicznościach! Otóż Minerwa przydzieliła w tym roku specjalne pokoje, tylko dla Prefektów Naczelnych! - mina mi zrzedła na tą wiadomość. Rok ze Ślizgonem? Ja chyba śnię! - Niestety Pani dyrektor słabo się czuję i musiała się wcześniej położyć. A jednak jutro po lekcjach chciałaby się z Panią zobaczyć. Tymczasem jednak proszę za mną. Zaprowadzę gdzie trzeba.
- Pani Profesor, moje kufry...
- Kufry już tam czekają, drogie dziecko - dobrodusznie uśmiechnęła się Sprout wychodząc przez dziurę w portrecie - idzie pani?
Przeprowadziła mnie przez dwa piętra zatrzymując się przy jednej z odrestaurowanych ścian zamku. Spojrzałam na nią niepewnie. Zrozumiała i natychmiast podjęła się wytłumaczeń
- Aby zobaczyć drzwi, należy wypowiedzieć hasło. Chwilowo brzmi ono ''wielka radość'' jednakże po wcześniejszym ustaleniu nowego hasła z Panem Malfoyem radziłabym je po prostu zmienić.
Weszłyśmy niespiesznie do środka. Zaparło mi dech w piersiach. Salon urządzony był w barwach czerwieni i srebra. Zaraz, zaraz - pomyślałam. Srebra? No tak, godło Slytherinu. Czerwone fotele stały naprzeciwko marmurowego kominka, a srebrne zasłony dawały przyjemną poświatę łącząc się z blaskiem świec.
- Pani Dormitorium również zabezpiecza specjalne hasło. Nie zostało ono założone, więc chwilowo można wejść tam swobodnie. Jednakże, jeżeli zajdzie taka potrzeba proszę się nie krępować. Łazienka prefektów jest wspólna, proszę więc konsultować potrzeby indywidualne z Draconem. A więc dobranoc panno Granger! - wyszła spoglądając na moją przerażoną minę z niemym rozbawieniem.
Myśląc tylko o śnie, przebrałam się szybko w piżamę i z myślą wzięcia prysznica z rana ułożyłam się na poduszce. Już morzył mnie sen, gdy nagle drzwi dormitorium otwarły się z wielkim hukiem i stanął w nich nie kto inny jak tylko bezczelny Ślizgon.
- Co do cholery wyprawiasz, Malfoy?! - wrzasnęłam zrywając się z łóżka. Chłopak nie odpowiedział. Podeszłam do niego trzymając bezpieczny dystans i wtedy to zobaczyłam. Krwawił.
- Widzę, że przyjęcie nie było udane. Bądź aż zanadto - powiedziałam cała w nerwach a Śligon kiwając głową osunął się wolno na ziemię.
Rozdział nie był sprawdzany. Mam ostatnio straszne problemy ze zdrowiem, więc piszę i jestem taka zmęczona, że wszystko wydaje mi się fatalne!
No ale Wy piszcie, jak na to patrzycie. W końcu piszę nie tylko dla siebie ale i dla Was!
- Smoczusiu dlaczego on nie wie? - oburzała się Greengrass, tupiąc ze złości nogami. - nie kochasz mnie? Przyznaj, dlatego go nie poinformowałeś! - teraz miała już łzy w mocno podkreślonych tuszem oczach. Co za kretynka. Obserwowałam tę scenę z boku w głębi duszy współczując tej słodkiej idiotce, myślącej że Malfoy jest w stanie pokochać kogokolwiek, prócz własnego odbicia.
- Ależ skarbie, oczywiście że wie. Diabeł lubi się zgrywać, prawda? - Ślizgon dał dziewczynie pstryczka w nos, uśmiechając się do niej uroczo, po czym spojrzał znacząco w stronę przyjaciela.
- Wybacz mi Dafne, jak mogłem zapomnieć! - zaśmiał się mulat doskonale grając rolę sklerotyka. - Smok od razu przyleciał do mnie i postanowiliśmy to oblać! Był taki szczęśliwy! - w tym momencie postanowiłam włączyć się do rozmowy
- Czyżby? - przybrałam najbardziej lodowaty ton głosu na jaki było mnie stać. Uniosłam do góry brew czekając na odpowiedź któregoś z tych gadów.
- Miona nie zgrywaj! Przecież i Ty przy tym byłaś! - kontynuował przyjaciel chcąc bronić Dracona.
- A tak, teraz sobie przypominam! Dracuś opowiadał o sztuce całowania, którą podobno opanował już do perfekcji - parsknęłam ironicznie i odwróciłam się na pięcie decydując się na znalezienie wolnego przedziału. Cała kipiałam ze złości. Odchodząc usłyszałam jeszcze skrawek rozmowy Malfoya i Ślizgońskiej piękności
- Smoczusiu dlaczego ta Granger tak dziwnie się gapi?
Odczekałam moment by dokładnie przeanalizować odpowiedź chłopaka
- Nie przejmuj się nią kochanie, przecież to tylko szlama.
Ze łzami w oczach jak burza wpadłam do już i tak zatłoczonego pociągu. Nie mogłam znieść myśli o tym, jak łatwo dałam się podjeść! Naiwna - tak brzmiało słowo, które wpadało mi na myśl.
- Uważaj jak chodzisz! - wrzasnęłam na czarodzieja, który wpadł na mnie z impetem.
- Hermiona, jak dobrze Cię widzieć! - w odpowiedzi owy czarodziej rzucił się w moją stronę z przepraszającym uśmiechem. Podniosłam zaszklone oczy i ujrzałam przed sobą Nevilla.
- Nevill! Co słychać?! - nieśmiało zaczęłam rozmowę, nadal chowając w pamięci karygodne zachowanie, jakie pokazałam przed chwilą.
- Wiesz, jest w porządku. Całe wakacje spędziłem z Luną! I zgadnij co? - wyszczerzył się od ucha do ucha, tym samym zaczerpując sporo powietrza. - Ja i Luna pobieramy się wkrótce! - radość Gryfona nie miała końca, a ja nie zamierzałam psuć mu tej chwili.
- Merlinie Nevill, to fantastycznie! Gratuluję Wam, gratuluję! - wykrzyknęłam rzucając się na szyję kolegi. Głęboko w środku jakiś niewidzialny potwór boleśnie ukuł mnie w serce. - a jak u Ciebie i Rona? Macie coś w planach? - wyrwał mnie z rozmyśleń skutecznie sprowadzając na ziemię.
- My... My... Ja i Wieprz... To znaczy ja i Ron... my... nie jesteśmy już razem - wydusiłam z siebie tą przykrą wiadomość z niemałym trudem. Czar prysł.
- Ale jak to nie jesteście? - Luna, która niezauważenie podeszła do Nevilla udzieliła mu odpowiedzi za mnie
- Zrobił Ci krzywdę - taksowała mnie wzrokiem od stóp do głów. Odwróciłam wzrok - zawsze wiedziałam, że coś z nim nie tak. - skwitowała blondynka i zwróciła się w stronę ukochanego - idziemy poszukać wolnego miejsca? Hermiona wolałaby zostać sama.
Nie pytając mnie nawet o zdanie odeszli, trzymając się kurczowo za ręce. Zresztą, kto jak to ale Luna bezbłędnie odczytywała emocje. Tego dnia po raz kolejny pożałowałam, że nie mam nikogo bliskiego.
Parę godzin później słońce chyliło się ku zachodowi, a pociąg z głośnym warkotem mijał jeziora, rzeki i lasy. Przebrana w szatę czarodzieja samotnie siedziałam przy oknie w przedziale prefektów. Nagle poczułam, jak miejsce koło mnie ugina się pod czyimś ciężarem. Poczułam drogie perfumy arystokraty i odruchowo moje dłonie zwinęły się w piąstki.
- Co jest Granger, chcesz do toalety? Posikałaś się już z zazdrości?- zironizował Malfoy śmiejąc się z mojej reakcji.
- Oh, odwal się Malfoy - warknęłam nie mając ochoty na rozmowy z tym podłym gadem.
- Tylko na tyle Cię stać? Słyszę to odkąd pamiętam! Co jest szlamo, znudziło Ci się zgrywanie milusiej? - wysyczał, a moje usta zaczęły drżeć niebezpiecznie. - no co jest, panno wiem wszystko? - kontynuował z jadem w głosie.
- Zamknij się Malfoy! Myślisz, że możesz bezkarnie nazywać mnie szlamą?! Tatuś nie uratuje już Twojego arystokratycznego tyłka! A wiesz dlaczego?! Bo siedzi! Jest w Azkabanie! I zgadnij! Status krwi przestał się liczyć! Nawet dla takiego dupka jak Ty, Malfoy - moje oczy ciskały błyskawicami, gdy ten zanosił się pogardliwym śmiechem. Nie wytrzymałam. Mocne uderzenie orzeźwiło Dracona.
- Zapłacisz mi za to, szlamo! - wrzasnął podczas gdy ja cała w nerwach ściągałam swój kufer. Co się z nim dzieje! Nagle postanowił mnie upokarzać, wyzywać i dręczyć. Nie mogłam uwierzyć, że prawie mu zaufałam. W tym oto momencie bezmyślny Ślizgon rozpoczął wojnę, w której postanowiłam górować. Wyprzedzę każdy jego ruch, byleby tylko mu dopiec! - krzyczałam w myślach do siebie. Nie wiedziałam, jak mam dać upust emocją. Nagle z przedziałów zaczęli wypadać uczniowie i zrozumiałam, że pociąg zatrzymał się jakiś czas temu. Niespiesznie wyszłam na zewnątrz i znalazłam się prosto w objęciach Rudej
- Kochana gdzie Cię nosiło? Szukałam Cię wszędzie! Byłam nawet w wagonie prefektów, ale Malfoy powiedział...
- Nie chcę wiedzieć co mówił ten podły imbecyl! - wrzasnęłam a kilka par oczu skierowało się w moją stronę. Starsi koledzy zganili mnie samym spojrzeniem. Nie mogłam uwierzyć w to jak zakłamany może być Malfoy.
- Powiedział, że jesteś nie w sosie - dokończyła cicho Ginn mrużąc oczy. - Miona, co się stało? - zapytała po chwili troskliwie, przyglądając mi się niezwykle uważnie.
- Oh Ginny, gdyby życie było bajką, byłabym w niej rumakiem, który po północy zmienił się w brzydką żabę - westchnęłam kierując się w stronę powozów.
Tiara przydziału właśnie zakończyła doroczny obowiązek, oddając głos Pani Dyrektor. Na widok Minerwy wszyscy zamarli
- Uczniowie! Jak wiecie, wojna skończyła się dla nas pomyślnie. Chciałabym z bezbrzeżną radością i szczerą dumą poinformować Was, że w ramach prezentu w tym roku, odbędzie się Wielki Bal! - po sali rozeszły się głosy. Wszyscy chcieli wiedzieć, dlaczego owy bal określono mianem ''Wielkiego''. Mcgonagall słysząc te szepty postanowiła wyjaśnić dręczące wszystkich pytanie - Otóż określamy go mianem wielkiego, ponieważ wezmą w nim udział trzy szkoły! - zagrzmiała, na co usłyszano zawiedzione głosy - Uwaga! Prócz szkół, które przybędą tu, do Hogwartu każdy uczeń siódmego roku ma prawo zaprosić nieoczekiwanego gościa! Oczywiście warunkiem są jego moce magiczne! Ufam jednak - tu spojrzała w stronę Gryfonów - że relacje zagraniczne powielą się, gdy rozdam Wam listy! Tak moi drodzy! Będziecie korespondować z mało znanymi Wam do tej pory szkołami! Przechodząc do porządku dziennego, chciałabym poinformować najmłodszych uczniów jak i przypomnieć tym starszym, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony! Jak wiecie od paru lat lista wszelkich innych zakazów wisi przy gabinecie naszego drogiego woźnego, Pana Filcha! A teraz rozpocznijmy już ucztę - uśmiechnęła się zachęcająco i na złotych półmiskach pojawiły się prawdziwe pyszności.
- Ginny - nachyliłam się w stronę przyjaciółki - kontaktowałaś się z Harrym?
- Nie. Nie odpisał na żaden z mych listów. Nie wiem co z nim nie tak. - odpowiedziała sfrustrowana.
- Po kolacji zapytamy Mcgonagall - stwierdziłam zabierając się za sałatkę z tuńczyka, a w moim sercu zagościł niepokój. Ginny natomiast wzruszyła tylko ramionami beznamiętnie grzebiąc w swoim puddingu.
Podeszłam do nauczycielki transmutacji ciągnąc za sobą Rudą.
- Pani Profesor? - zaczęłam śmiało, a ta dała mi znak, bym kontynuowała pytanie - wie Pani może, gdzie teraz jest Harry?
- Jak Pani zapewne wie, panno Granger, Zakon Feniksa nie przestał działać. Pan Potter wykonuje obecnie bardzo ważne zadanie i cóż, pojawi się z opóźnieniem.
- Ależ Pani Prof...
- Dosyć już pytań, panno Granger! Życzę miłego wieczoru - odeszła z groźnym błyskiem swych bystrych oczu.
Zrezygnowana podeszłam do drzwi wykrzykując
- PIERWSZOROCZNI! DO MNIE!
Gdy wyczerpana skierowałam się w stronę schodów prowadzących wprost do sypialni dziewcząt usłyszałam za sobą głos Pani Sprout.
- Panno Granger! - odwróciłam głowę, unosząc wysoko brwi i czekając na dalsze słowa nauczycielki zielarstwa - przyszłam tu, aby poinformować Panią o nowych okolicznościach! Otóż Minerwa przydzieliła w tym roku specjalne pokoje, tylko dla Prefektów Naczelnych! - mina mi zrzedła na tą wiadomość. Rok ze Ślizgonem? Ja chyba śnię! - Niestety Pani dyrektor słabo się czuję i musiała się wcześniej położyć. A jednak jutro po lekcjach chciałaby się z Panią zobaczyć. Tymczasem jednak proszę za mną. Zaprowadzę gdzie trzeba.
- Pani Profesor, moje kufry...
- Kufry już tam czekają, drogie dziecko - dobrodusznie uśmiechnęła się Sprout wychodząc przez dziurę w portrecie - idzie pani?
Przeprowadziła mnie przez dwa piętra zatrzymując się przy jednej z odrestaurowanych ścian zamku. Spojrzałam na nią niepewnie. Zrozumiała i natychmiast podjęła się wytłumaczeń
- Aby zobaczyć drzwi, należy wypowiedzieć hasło. Chwilowo brzmi ono ''wielka radość'' jednakże po wcześniejszym ustaleniu nowego hasła z Panem Malfoyem radziłabym je po prostu zmienić.
Weszłyśmy niespiesznie do środka. Zaparło mi dech w piersiach. Salon urządzony był w barwach czerwieni i srebra. Zaraz, zaraz - pomyślałam. Srebra? No tak, godło Slytherinu. Czerwone fotele stały naprzeciwko marmurowego kominka, a srebrne zasłony dawały przyjemną poświatę łącząc się z blaskiem świec.
- Pani Dormitorium również zabezpiecza specjalne hasło. Nie zostało ono założone, więc chwilowo można wejść tam swobodnie. Jednakże, jeżeli zajdzie taka potrzeba proszę się nie krępować. Łazienka prefektów jest wspólna, proszę więc konsultować potrzeby indywidualne z Draconem. A więc dobranoc panno Granger! - wyszła spoglądając na moją przerażoną minę z niemym rozbawieniem.
Myśląc tylko o śnie, przebrałam się szybko w piżamę i z myślą wzięcia prysznica z rana ułożyłam się na poduszce. Już morzył mnie sen, gdy nagle drzwi dormitorium otwarły się z wielkim hukiem i stanął w nich nie kto inny jak tylko bezczelny Ślizgon.
- Co do cholery wyprawiasz, Malfoy?! - wrzasnęłam zrywając się z łóżka. Chłopak nie odpowiedział. Podeszłam do niego trzymając bezpieczny dystans i wtedy to zobaczyłam. Krwawił.
- Widzę, że przyjęcie nie było udane. Bądź aż zanadto - powiedziałam cała w nerwach a Śligon kiwając głową osunął się wolno na ziemię.
Rozdział nie był sprawdzany. Mam ostatnio straszne problemy ze zdrowiem, więc piszę i jestem taka zmęczona, że wszystko wydaje mi się fatalne!
No ale Wy piszcie, jak na to patrzycie. W końcu piszę nie tylko dla siebie ale i dla Was!
Fajne :D Sadystka z ciebie, kończyć w takim momencie! ;)
OdpowiedzUsuń