ROZDZIAŁ XIII
''TROCHĘ ZMIAN''
Przemierzałem właśnie całą długość pokoju, bezskutecznie próbując znaleźć sposób na wydostanie się z Hogwartu bez wzbudzania zbędnych podejrzeń, gdy wparował zziajany Blaise. Trzaskając drzwiami opadł na szmaragdowozielony fotel ustawiony nieopodal kominka, który teraz ugiął się nieznacznie pod ciężarem chłopaka.- Stary! Miona jutro wraca na lekcje! - uradowany wykrzyknął po raz wtóry zaciągając sporą ilość powietrza do ust.
- Zapomniałeś już, skąd ta szlama pochodzi Diable? - zapytałem zniesmaczony, mierząc przyjaciela wzrokiem pełnym pogardy. Ten przewrócił oczami i żachnął się
- Słuchaj, wojna już się skończyła. Tak wiem, masz nas poprowadzić do dalszej bitwy i temu podobne bzdury, ale odpuść trochę dziewczynie.
Na słowa kumpla parsknąłem śmiechem.
- O tak, bo ja mam jakiś wybór! - odwróciłem się i zapatrzyłem w płomienie ognia, które beztrosko skakały po starym kominku.
- Co jest Smoku? - zapytał nagle zaniepokojony Zabini.
Zanim zebrałem się w sobie, podszedłem do barku i wyciągnąłem ognistą. Pociągnąłem spory łyk prosto z butelki i przemówiłem grobowym głosem
- Musimy upozorować śmierć Toma.
Reakcja była natychmiastowa. Blaise zakrztusił się dymem, a papieros wypadł mu z ręki. Dusząc się wymamrotał
- Nie możesz mi tego zrobić, Draco.
Zaperzyłem się. Co za kretyn, nie rozumie nawet powagi sytuacji! Jest śmierciożercą, ale zachowuje się jak naiwne dziecko! Do tej pory nie nauczył się rozumu. Ale przecież to ja tu rządzę.
- Nie mam wyjścia. - odpowiedziałem siląc się na spokój, ale dobrze wiedziałem co zaraz nastąpi.
- Au! Oczekiwałem wybuchu złości, Twoich wrzasków i wyzwisk, ale nie tego, że uderzysz mnie w twarz! - warknąłem, przecierając skroń i czując tępy ból prawego policzka.
- Otrząśnij się! Jesteś moim przyjacielem Malfoy! Potter węszy i trafi na trop! Stracę Rudą i wolność! - syczał Blaise tonem nieznoszącym sprzeciwu. Normalnie starałbym się wytłumaczyć mu zaistniałe okoliczności, ale poczułem jak coś we mnie pęka. Wydarłem się
- Jak śmiesz wydawać mi rozkazy?! Mi, który ma poprowadzić was do zwycięstwa! Szlama była potrzebna, a ten gówniarz wychowany w smrodzie mugolaków wczoraj nam uciekł! Wysłałem pościg, ale ten kretyn zgłosił to wszystko mugolskiej policji! Musimy działać, wywołać pożar, zatrucie gazem, cokolwiek zanim o wszystkim dowie się Ministerstwo! Bo wtedy nie będzie ratunku i pociągnę cię za sobą na samo dno! Kurwa człowieku! Wiewióra jest tu nie ważna! Zdrajczyni krwi była przydatna, przekabaciłeś tą Granger! A teraz przejrzyj na oczy, gra się skończyła! - zakończyłem ten wybuch złości głośnym brzękiem tłuczonego szkła.
- Po co rozbiłeś ognistą? - oburzył się Ślizgon jakby w ogóle nie przykładając wagi do tego co powiedziałem.
- Ja mówię ci tutaj o zaistniałej sytuacji, a ty pytasz o głupi alkohol? - fala złości zalewała mnie od środka. Musiałem się uspokoić, ale nie wiedziałem zupełnie jak.
- Wyluzuj Smoku. Złapią gówniarza. Nawiasem mówiąc myślę, że powinniście sprowadzić do niego Olivandera.
- I Ty jesteś tak durny, żeby uwierzyć że przyjdzie tam z własnej woli? - nie dowierzałem głupocie mulata. Ten spojrzał na mnie wzrokiem godnym politowania i zasugerował
- Z własnej woli to może nie przyjdzie.
- Mamy go uprowadzić? - oczy chłopaka zabłysły złowrogo, a ja zadowolony z pomysłu zacząłem rozważać wszystkie za i przeciw.
- Da się zrobić - mruknąłem w końcu zaglądając do barku po raz drugi dzisiejszego dnia. Po chwili wyjąłem ostatnią butelkę ognistej, jaka została w moim zapasie i nalałem nam obu do szklanek.
- Za sukces! - jednym haustem połknęliśmy zawartość naczynia. Diabeł przetarł oczy i zaczął jakoś tak od niechcenia
- Wyglądasz ostatnio jakoś mizernie. Czyżby nie było chętnych do zaspokajania naszego Blondynka? - po czym z kpiącym uśmieszkiem na twarzy napełnił swą szklankę po raz wtóry.
- Astoria przychodzi dzisiaj wieczorem - oznajmiłem jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się przy tym szelmowsko.
- Błagam, zdradzasz Dafne z Astorią? Stoczyłeś się Draco, tak nisko mierzysz. - ten człowiek kpił sobie ze mnie w żywe oczy. Jego wścibski uśmiech i świdrujące spojrzenie uzmysłowiły mi, że Astoria to rzeczywiście był kiepski wybór.
- Nie Twój interes - odparowałem mu jednak, bo w końcu nikt nie może bezkarnie rzucać we mnie takich oskarżeń, szczególnie jeżeli tyczy się to kobiet.
- No tak, tak - Blaise powoli działał mi już na nerwy - w końcu najlepiej trzymać się stale tych samych.
- Słucham?! - oburzyłem się - nie obrażaj mnie z łaski swojej. Mogę mieć każdą! - dumnie wypiąłem pierś i wyzywająco spojrzałem na przyjaciela. Ten dusząc się w duchu ze śmiechu, że tak naiwnie połknąłem haczyk (o czym oczywiście w tamtym momencie nie miałem zielonego pojęcia) podjął dalszą rozmowę
- Każdą? Jakoś nie słyszałem, żebyś poderwał jakąś Gryfonkę.
- Nie ruszam brudu - oznajmiłem odrobinę niezgodnie z prawdą.
- A może po prostu nie dajesz rady? - Zabini dalej ironizował w najlepsze, a ja denerwowałem się coraz bardziej. Zarzucił mi słabość. Nie mogłem znieść myśli o upokorzeniu, jeżeli teraz odmówiłbym sobie pytania, które padło kilkanaście sekund później
- Która twoim zdaniem byłaby odpowiednia.
- Granger - bez chwili zastanowienia odpowiedział mi Ślizgon, przywołując na twarz firmowy, złośliwy uśmieszek. Spojrzałem na niego z przerażeniem w oczach
- Granger? Żartujesz, prawda? Każdy, tylko nie ona! - jęknąłem w duchu wiedząc już, że to wcale nie kawał i będę musiał podjąć się tego zadania.
- Wiedziałem, że stchórzysz - Blaise wstał z wygodnego fotela i skierował się w stronę dębowych drzwi. Rzuciłem mu szybkie spojrzenie i patrząc gdzieś w przestrzeń w końcu odpowiedziałem twierdząco
- Dam radę.
W tym momencie przyjaciel obrócił się w moją stronę i uradowany przybrał słodziutką minkę, po czym świetnie udając Pansy rzekł
- No to powodzenia, Smoczusiu. - po czym zostawiając mnie samego z myślami wyszedł, kręcąc zabawnie tyłkiem na wszystkie strony.
Podszedłem do wielkiego łoża i zdenerwowany kopnąłem w materac. Granger! Jak mógł mi to zrobić! Ta szlama mnie nienawidzi, ze wzajemnością! Poza tym ja torturuję jej kuzyna! Jeżeli się o tym dowie, już jestem trupem. A z drugiej strony może być powiązana z Lordem Voldemortem. Nie, to niemożliwe - odrzuciłem od siebie tę myśl jak najdalej. Muszę się teraz skupić i zrelaksować. Niech ta Astoria przylezie szybciej! Klnąc w myślach zabrałem się za przygotowania do jej wizyty.
Ginny:
Od dłuższego czasu czekałam na Diabła. Tyłek zaczął mnie już porządnie boleć, gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
- Blaise! - wykrzyknęłam dusząc się ze śmiechu, gdy chłopak zaczął mnie nagle łaskotać. - Blaise, Blaise napastujesz mnie! - krzyczałam i krzyczałam, a zabawie nie było końca. Gdy opadałam już z sił poczułam jego usta na swoim policzku i mimowolnie zadrżałam z przyjemności. Odkładając to na bok, zapytałam o rzecz najważniejszą
- Rozmawiałeś ze Smokiem?
- Tak - chłopak wyszczerzył zęby - i wiesz co? Zgodził się! Jak łatwo było go podejść!
Cała w uśmiechach spojrzałam w kierunku Zabiniego. Trudno uwierzyć, jak bardzo się zmienił. Odszedł od śmierciożerców, a teraz pomagał mi w pogodzeniu dwójki odwiecznych wrogów. Ja miałam przy tym nadzieję na to, że Hermiona kiedykolwiek zaufa jeszcze mężczyźnie, Ślizgon natomiast niczego bardziej nie pragnął niż tego, żeby jego przyjaciel odrzucił swą ciemną stronę i pokochał Gryfonkę.
- Oni mogą pomóc sobie nawzajem - wyszeptałam wtulając się w mężczyznę, którego skrycie kochałam.
Blaise:
Tuliłem do siebie Ginewrę, a w mojej głowie szalało tornado. Z jednej strony tak bardzo chciałem uratować Dracona przed losem podobnym jego ojcu, a z drugiej pragnąłem chronić wszystko to, co moje. Od lat pielęgnowałem w sobie nienawiść do mugoli tylko po to, by teraz ją zniszczyć. I jeszcze ta Ruda Wiewiórka, która tak bardzo zawróciła mi w głowie. Odkąd pamiętam, przez moją sypialnie przewijała się cała masa łatwych puszczalskich, a teraz to chyba jakiś celibat. No ale nie jestem księdzem! Muszę to zmienić zanim poczuję cokolwiek do tej dziewczyny. Ona nie mogła być moja. Nie byłaby w stanie pokochać człowieka mojego pokroju. No i musiałbym odejść od Smoka. Być może nie uszedł bym z życiem. Moje rozmyślania przerwała osoba, która ostatnio zajmowała mi każdą chwilę wolności
- umówiłam się z Mioną. Wiesz, chcę pomóc jej w za klimatyzowaniu się u siebie. No i oczywiście urządzić jakieś babskie pogaduchy - uśmiechnęła się do mnie rozbrajająco i po chwili poczułem jej ciepłe usta na swoim policzku. Ciepło rozlało się w okolicach brzucha. Patrzyłem jak odchodzi zarzucając swoimi ognistymi włosami i marzyłem o tym, by kiedyś mogła być ze mną.
Hermiona:
Po południu zostałam zwolniona ze Skrzydła Szpitalnego. Zadowolona zebrałam się szybko i zagarniając notatki pozostawione mi przez Draco ruszyłam w stronę swojego pokoju. Po drodze mijałam nieznane mi twarze pierwszaków, którzy ze strachem patrzyli na białą koszulę w jakiej przyszło mi paradować. Przyspieszyłam i już po chwili rozkoszowałam się ciepłą kąpielą w ogromnym basenie.
- Mmmm, jak cudownie być znowu u siebie - wymruczałam nurkując już po raz setny.
Pachnąca fiołkami owinęłam się ciasno białym ręcznikiem i stanęłam przed szafą. Z włosów kapały kropelki wody opadając na moje jasne ramiona, a ciało na które patrzyłam było bardziej kobiece niż w tamtym roku.
- Chyba muszę wybrać się na zakupy - westchnęłam, decydując się na białą bokserkę i krótkie spodenki w kolorze lawendy. Włosy pozostawiłam rozpuszczone i podsuszyłam je tylko różdżką. Uznałam, że dam sobie radę bez makijażu.
Była już siedemnasta, gdy skończyłam przepisywać długie, obszerne notatki. Spojrzałam na zegarek i zmarszczyłam czoło, wiedząc, że Ginny przyjdzie przed czasem. Postanowiłam więc odłożyć wypracowanie dla Sprout na jutro i zagarnęłam pergaminy do szuflady pięknie wyrzeźbionego biurka stojącego w rogu pokoju. Mahoniowe meble doskonale kontrastowały z czarno-złotymi ścianami i zasłonami łóżka. Godna podziwu dla gustu nauczycieli zabrałam się za nieznaczne poprawki wyglądu. Po chwili na poduszkach spoczywał już mój ukochany miś, a przy baldachimie wisiał zielony, puchaty szlafrok. Usłyszałam pukanie do drzwi i zadowolona otworzyłam je przyjaciółce. Ta rozglądając się po moim pokoju wydusiła z siebie
- ile bym dała, za takie dormitorium. - po czym odwróciła wzrok w moją stronę i rzuciła mi się na szyję - Hermiś, jak ciesze się że wróciłaś! Jak się czujesz? Wszystko już dobrze? - przyglądała mi się z zatroskaną miną, a ja roześmiałam się perliście mówiąc
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Ginny, wyglądasz zupełnie jak Molly. - tu Ruda skrzywiła się nieznacznie i zapytała udając oburzoną
- A więc to tak? Wyglądam już staro? - co wywołało kolejną salwę śmiechu, odbijającą się echem od ścian.
Rozmawiałyśmy tak godzinami zajmując się błachostkami, takimi jak nowa fryzura Parvati, czy śmieszne kolczyki Luny.
- A tak w ogóle, to musimy iść na zakupy - stwierdziła Ginny podnosząc głowę z poduszki. Widziałam, że była już senna i sama nie trzymałam się lepiej
- Tak, przydałoby się wyjść do Hogsmeade - przytaknęłam jej przymykając oczy. Czułam, że za moment zmorzy mnie sen.
- W sobotę - odpowiedziała mi jeszcze Ruda po czym obie odpłynęłyśmy w krainę Morfeusza.
- Na rany Merlina, za chwilę ósma! - krzyczałam spanikowana rzucając ciuchami po całym pokoju. W końcu udało mi się wygrzebać elegancką, zieloną sukienkę, która niegdyś tak doskonale podkreślała moją opaleniznę i koturny, które dostałam w prezencie od ciotki (od autorki: na dole wstawię zdjęcia, jak sobie to wyobrażam - tak mniej, więcej). Delikatny makijaż idealnie dopełniał całość. - Ginny wstawaj! - rzuciłam w przyjaciółkę wieszakiem.
- Dobra nie bij, już wstaję - broniła się Ruda, leniwie podnosząc się z łóżka. Zaspana spojrzała na zegarek i wyskoczyła jak oparzona, krzycząc z wyrzutem w głosie
- Mogłaś obudzić mnie wcześniej! O matko, powiedz że coś mi pożyczysz!
- Wszystko jest tutaj do Twojej dyspozycji - wspaniałomyślnie wskazałam na szafę. W nagrodę Ginewra obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i zniknęła w drzwiach ubikacji (tu znowu, strój na dole, jeżeli ktoś chciałby zobaczyć)
Godzinę później wchodziłam już do klasy Flitwicka.
- Panna Granger! Witamy, witamy! - rozejrzałam się uważnie po klasie i dopiero teraz zauważyłam Ślizgonów, którzy nie mieli przyjaznych min. - Popatrzmy, popatrzmy. Ah, tak. W tym roku usiądzie Pani z Panem Malfoyem.
- Słucham?! - wyrwało mi się. - przepraszam. Tak, oczywiście - skierowałam się w stronę ławki nadal nie mogąc uwierzyć w swoje nieszczęście. Że też musiała to być ta Fretka.
- Nie przywitasz się Granger? - wyszeptał zgryźliwie, gdy profesor wrócił do prowadzenia zajęć. - nawet pasuje Ci ta sukienka. Podkreśla pewne... atuty - zaśmiał się widząc, jak czerwienieje na twarzy.
- Oh, zamknij się Malfoy - warknęłam, przeklinając dzień, w którym trafiłam do Skrzydła Szpitalnego. Rozejrzałam się i nagle dostrzegłam Rudą czuprynę. Ginny siedziała z Blaisem. Ale chwila. Ginny?
- Jak to się stało, że Ginny tu jest? - zapytałam zdezorientowana, a Ślizgon spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Nie powiedziała Ci, że dostała zgodę na przeniesienie? - był wyraźnie zdumiony.
- Nie - mruknęłam - później z nią porozmawiam - zabrałam się za rzetelne robienie notatek. Niestety przez cały dzień Ślizgon utrudniał mi to skutecznie, gdyż dziwnym trafem na każdej lekcji tylko i wyłącznie koło niego było wolne miejsce.
- No to żeś mnie załatwił, Malfoy - westchnęłam.
Pod koniec lekcji poczułam prawdziwą ulgę. Naprawdę nie miałam pojęcia jakim cudem wytrzymam rok z tym chłopakiem.
- To pa, Granger - krzyknął z szelmowskim uśmiechem, a parę uczennic odwróciło głowy, wpatrując się we mnie z nieukrywaną nienawiścią. No, tylko tego potrzebowałam! Przygłupich fanek Malfoya, myślących że coś mnie z nim łączy!
Strój Hermiony:
Strój Ginny:
To chyba wszystko. Przepraszam za niepodkreślane dialogi, ale mam sporo do roboty.Pozdrawiam wszystkich! ;*
Co za wyzwanie! ;) Ciekawe jak sobie z nim poradzi Malfoy. Haha, już to widzę. :D
OdpowiedzUsuńBardzo dobry rozdział, chyba nawet bez błędów. Albo coś przeoczyłam. Nieważne, jest git. :)
Dziękuję Ci bardzo, słodziutka, za życzenia! <3
Ina
Ostatnia część one shota, zapraszam gorąco! :)
OdpowiedzUsuńMmm.. robi sie ciekawie ^^ Maszbardzo fajnego bloga. Bede tu czesciej zagladac :) Zastanawia mnie Harry.. o Draco to juz nie wspomne..duperk i tyle -.- Niech sie wkoncu ogarnie.! Pisz szybko nastepny , bo nie moge sie doczekac.! :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam , Patrycja :3
Dziękuję ;) Niezmiernie się cieszę, że na blogu przybywa czytelniczek! ;) Serdecznie zapraszam i gwarantuję, że wszystko się wyjaśni, a rozdział postaram się dodać jak najszybciej! ;)
UsuńPozdrawiam ;3
Fajnie, czekam na nn
OdpowiedzUsuń