ROZDZIAŁ V
''ROZUMEM SERCA NIE WYSPOWIADASZ''
Hermiona siedziała cicho pośród swoich ulubionych kwiatów - białych orchidei, rozmyślając o wydarzeniach mających miejsce w Maladze podczas jej pobytu. Jak to możliwe, że w mieście słynącym z ogólnej radości, zapanował wszechobecny smutek? I dlaczego właśnie ona, czarownica, ale i prosta dziewczyna zarazem miała wrażenie, że jest powiązana z owymi zdarzeniami?
Od zaginięcia jej kuzyna, Toma minęło zaledwie sześć dni, ale sam fakt ciążył na wszystkich mieszkańcach okolicznych ulic. Mugolska policja nie ustawała w śledztwach, podejrzewając każdego, kto mógłby się rzucać przesadnie w oczy. Mione nagle oświeciło. Odtworzyła szczegółowo zdarzenia tamtego dnia:
Obudził mnie śpiew przepięknych, niebieskich ptaków, których nigdy wcześniej nie widziałam w owych okolicach. Oczarowana wyszłam na niewielki balkon oczekując chociażby paru chwil zachwytu, bo w końcu nieczęsto można zobaczyć tak piękne stworzenia. Nim jednak zdążyłam postawić stopę na czarnych kafelkach zdobiących podłogę balkonu, niesamowite stworzonka umknęły mi gdzieś, nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu. Rozczarowana przypomniałam sobie o liście do Ginny. Nie odpisała na niego, a jej ostatnia, dość dziwna przecież wizyta nie pozwalała twierdzić, że wszystko jest w porządku.
Być może ktoś przechwycił sowę? - pomyślałam ze smutkiem, bezradnie porównując zniknięcie zwierzątek, do ostatniego spotkania z przyjaciółką. - Nie, to chyba niemożliwe. W końcu, kto mógłby się na to zdobyć? I jaki byłby cel tej całej maskarady? Zdecydowanie trzeba mi odrzucić tą teorię.
Z tą oto myślą postanowiłam skorzystać z porannej toalety.
Koleżanki Toma zabrały mnie ostatnio na zakupy odzieżowe, wskutek czego uboga w mugolskie ubrania szafa zapełniła się najnowszymi trendami mody. Tego dnia wybrałam śliczną, turkusową sukienkę, która idealnie podkreślała moją opaleniznę i (co zawsze wprawiało mnie w zakłopotanie) krągłe kształty. Dobrałam do niej sandałki na koturnie i bransoletkę, którą dostałam kiedyś w prezencie od Rona. Rzęsy przeciągnęłam lekko tuszem do rzęs i tak jak radziły mi dziewczyny postanowiłam użyć szminki o malinowym odcieniu, który nadawał ustom jeszcze pełniejszy kształt. W tym odzieniu w podskokach pobiegłam do kuchni. Tam czekała już na mnie miseczka ulubionych musli i słodka niespodzianka, a mianowicie przepysznie wyglądające ciastko z wiśniami i bitą śmietaną. Przeczytałam krótką kartkę następującej treści :
''Kochana Mionko! Nie gniewaj sie, ale postanowiliśmy razem z ciocią i Tomem zrobić sobie małą wycieczkę. Wiesz przecież, że Twój kuzyn dostał się do jednej z prestiżowych szkół w Andaluzji. Pomyśleliśmy, że warto byłoby zobaczyć warunki, w jakich zostanie przyjęty! Nie chcieliśmy Cię budzić, wyglądałaś na bardzo zmęczoną.
Całujemy, Rodzice.
P.S Nie czekaj na nas z kolacją, wrócimy nad ranem! Pieniądze zostawiliśmy na szafce w przedpokoju.''
Pierwszy raz zostanę sama na dłużej w tym mieście. Właściwie, to co też mam robić przez cały dzień? No trudno, będzie trzeba wymyślić coś sensownego - pomyślałam po czym zabrałam się za pałaszowanie pozostawionego dla mnie śniadania.
Dwie godziny później wyszłam do niewielkiego ogródka z listą, która wydawała mi się niezbędna. Zrobiłam sobie nawet plan dnia, aby żadnego z zaplanowanych punktów nie przeoczyć.
Na początek biblioteka El pais, jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Maladze.
Właściwie to tego nie pojmuję. W Hogwarcie ciągle naśmiewają się z tego, że lubię przebywać w bibliotece. Tutaj ludzie są bardziej oczytani? Dziwne.
Po odwiedzeniu tego miejsca, którym mówiąc krótko dziewczyna była iście zachwycona i wypożyczeniu paru dzieł wybitnych poetów, nadszedł czas na wizytę w kawiarni Placa Reail. Przemiła kelnerka pogawędziła chwilę z Hermioną, podając jej zimną, musującą lemoniadę, zwaną w tamtych rejonach Gaseosa. Nieświadomie Gryfonka zasiedziała się w tym przytulnym miejscu pogrążając się we wspomnieniach i planach na przyszłość. Z zamyśleń wyrwał ją nienaturalnie zimny głos
- No, no szlama Granger tuła się po mugolskich kawiarenkach. Oczekujesz spotkania jakiegoś mugolskiego chłopaczka? Spójrz na siebie w lustrze, kto by Cię zechciał?
Dziewczyna podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą osobę, której nienawidziła z całego serca. Dracona Malfoya. Stał przed nią, uśmiechając się ironicznie, a w jego wzroku było coś przyprawiającego Hermionę o dreszcze. Mimo to odcięła się
- Malfoy, ale chyba Ty możesz pochwalić się tym samym, co? W końcu postawiłeś nogę w miejscu do którego zaglądają same szlamy - syknęła, uśmiechając się pobłażliwie i lustrując go wzrokiem.
Nagle zauważyła, że nie ma na sobie szat czarodzieja, a jedynie szare, krótkie spodenki i białą bokserkę podkreślającą jego muskularne, opalone ramiona.
- Mam tu sprawę do załatwienia, miałem nadzieję spotkać Twojego chłoptasia, tego Toma czy jak mu tam - stwierdził krótko Ślizgon.
- Masz pecha, dzisiaj go ze mną nie ma.
- Rzucił Cię, Granger? Nie dziwiłbym się w sumie. - złośliwie uśmiechnął się Draco, odrzucając białą czuprynę opadającą mu w tej chwili zalotnie na czoło.
Ooo matko, pomyślałam ''zalotnie''? Chyba się zastrzelę, co sie ze mną dzieje! - przeraziła się Gryfonka.
- Trafiłem w dziesiątkę? No cóż, arystokracja zawsze ma rację. - powiedział blondyn, nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi.
- Najwyraźniej ta jak to mówisz ''arystokracja'' ma poważnie zawyżoną samoocenę. Kompletnie nie trafiłeś. Ten ''chłoptaś'' jest moim kuzynem, ma na imię Tom i właśnie dzisiaj wyjechał. Ale właściwie co Cię to może obchodzić Malfoy?
Chłopak wybałuszył oczy na dziewczynę. Rodzina?! ONA MOŻE BYĆ POWIĄZANA Z CZARNYM PANEM? Toć to hańba! Przyjaciółka Pottera, rodziną Voldemorta? To jakiś żart, cholernie dobrze ukartowany żart!
- Mam do niego sprawę - głucho powtórzył młodzieniec i dodał - na długo wyjechał? Gdzie?
- Nic Ci do tego, tak sądzę. Nie, nie na długo, przekażę mu, że pytałeś - kąśliwie powiedziała Hermi, poważnie zastanawiając się nad tym, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
- Nie musisz się fatygować - syknął Dracon obawiając się, że wpadł w poważne tarapaty. Dla niepoznaki, a raczej wizerunku ''maski'' dodał więc - Wiesz co, Granger, odprowadzę Cię. W końcu przyszywany braciszek nie chciałby, żeby jego ukochana siostrzyczka znowu na kogoś wpadła.
- Czy Ty masz gorączkę, Malfoy? Odprowadzisz MNIE?!
- Tak, nie drzyj się do cholery, wszyscy na nas patrzą. Nie chcę zwracać na siebie uwagi,szczególnie gdy przebywam w takim towarzystwie - podkreślił słowo ''takim'' i uśmiechnął się jadowicie.
- Sam tego chciałeś, nikt Cię nie zmuszał i nie rozumiem zupełnie o co Ci chodzi. - fuknęła dziewczyna.
I dobrze, że nie rozumiesz - pomyślał Draco czekając aż Hermiona będzie gotowa do wyjścia. Gdy wstała spojrzał na nią i chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, po raz drugi pomyślał, że jest ona piękna.
W połowie drogi postanowił nawiązać jakąkolwiek konwersację
- Został miesiąc wakacji. Cieszysz się, że wracasz do Hogwartu? - zagaił.
- Cieszyłabym się bardziej, gdyby nie fakt, że będe musiała oglądać tam Ciebie. A może zamierzasz wskrzesić Voldemorta i powtórnie sprowadzić szeregi śmierciożerców do szkoły?
- Pytałem poważnie! Zresztą, nie miałem wyboru - odpowiedział cicho, udając skruchę i gratulując sobie zdolności aktorskich.
- Nie miałeś wyboru! Co to w ogóle za tłumaczenie?! - prychnęła dziewczyna, oburzona taką wymówką ze strony Dracona.
- Nie rozumiesz jak się czułem, gdy wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię... - urwał
- Jeśli tego nie zrobisz, to niby co?
- Że jeśli tego nie zrobię, zabiją moją rodzinę - wykrztusił chłopak po raz pierwszy spoglądając na dziewczynę.
Był zadziwiony szczerością swej odpowiedzi. Dziękował w myślach za to, że Gryfonka już się nie odzywała, idąc cicho z zaciśniętymi piąstkami.
Właściwie, po co jej to powiedział? Przecież nie chodziło o fakt zabicia rodziny, nie zależy mi na niej! Na niczym mi do cholery nie zależy! - wrzeszczał na siebie w myślach, wiedząc że to nieprawda.
A ona?
Co on plecie za bzdury. Nie mógł! Mógł iść do Dumbledora, pomógł by mu, ale nie duma arystokracji nie pozwala na takie wyczyny! No tak i przecież splamiłby swój honor w oczach rodziny. Może jednak nie miał wyboru? A może... Może nie jest tak straszną osobą? Nie, przestań - nakazała sobie. Zawsze jest jakiś wybór!
W tym momencie wpadła na kogoś i czyjeś ręce oplotły jej nadgarstki. Były to ręce Malfoya.
- Co Ty robisz? Puść mnie! - krzyknęła
- To Ty znowu na mnie wpadasz, Granger. - oznajmił Ślizgon i dodał - to chyba tutaj. No, to do zobaczenia... szlamo. - odszedł szybkim krokiem w stronę ciemnej ulicy, prowadzącej jak wszystkie - do nikąd.
Dotknęło ją to ostatnie z słów arystokraty, chociaż obiecała sobie nie przejmować się obelgami, które zadziwiająco często rzucał w jej stronę Malfoy. Pogrążona w smutku, którego przyczyny właściwie nie znała, wzięła prysznic i otworzyła wypożyczoną książkę, znajdując się w całkowicie innym świecie.
Draco kroczył ciemną uliczką pewnie i żwawo. Wiedział już, że jest tylko jeden sposób. Uwięzić Toma. Dzięki legilimencji wiedział, gdzie wybrał się młody mężczyzna. Z wyrazem pogardy dla szkół mugolskich, wszedł do domu przywołując Averego
- Tak, panie? - rzekł, tęsknie spoglądając w stronę niedopitego trunku, który pozostał w salonie.
- Avery, zbieraj się. Wiem, gdzie jest chłopak. Zrobimy to dzisiaj.
- Teraz, zaraz? - jęknął śmierciożerca.
- Nie, za tydzień palancie! Pewnie, że zaraz! Rusz się, zabieraj płaszcz - warknął blondyn, rzucając czarną peleryną w towarzysza. - wezwij pozostałych, spotkamy się na Valtoria Street,na rogu londyńskiej ulicy. - rzekł wychodząc z pomieszczenia i znikając za drzwiami wyjściowymi.
Wyrywając się ze wspomnień owego dnia i spotkania z Draco, dziewczyna pełna obaw wciągnęła na siebie bluzę i pobiegła w stronę kawiarni, w której spotkała chłopaka. Musiał mieć z tym coś wspólnego, ale dlaczego dopiero dziś na to wpadła!? Gdy dotarła na miejsce, zastanowiła się przez chwilę.
Co właściwie chcę zrobić? Jestem bezbronna, bez czarów i różdżki nie mam przy sobie nawet telefonu komórkowego! Spanikowana pomyślała o Tomie.
- MALFOOOOOOY! - wrzasnęła, by po chwili upaść bezbronnie na ziemię i stracić przytomność.
Przepraszam wszystkich za tak niemrawe rozwijanie się akcji, ale dalej mam problem z komputerem. Czytajcie i szczerze komentujcie!
''Kochana Mionko! Nie gniewaj sie, ale postanowiliśmy razem z ciocią i Tomem zrobić sobie małą wycieczkę. Wiesz przecież, że Twój kuzyn dostał się do jednej z prestiżowych szkół w Andaluzji. Pomyśleliśmy, że warto byłoby zobaczyć warunki, w jakich zostanie przyjęty! Nie chcieliśmy Cię budzić, wyglądałaś na bardzo zmęczoną.
Całujemy, Rodzice.
P.S Nie czekaj na nas z kolacją, wrócimy nad ranem! Pieniądze zostawiliśmy na szafce w przedpokoju.''
Pierwszy raz zostanę sama na dłużej w tym mieście. Właściwie, to co też mam robić przez cały dzień? No trudno, będzie trzeba wymyślić coś sensownego - pomyślałam po czym zabrałam się za pałaszowanie pozostawionego dla mnie śniadania.
Dwie godziny później wyszłam do niewielkiego ogródka z listą, która wydawała mi się niezbędna. Zrobiłam sobie nawet plan dnia, aby żadnego z zaplanowanych punktów nie przeoczyć.
Na początek biblioteka El pais, jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Maladze.
Właściwie to tego nie pojmuję. W Hogwarcie ciągle naśmiewają się z tego, że lubię przebywać w bibliotece. Tutaj ludzie są bardziej oczytani? Dziwne.
Po odwiedzeniu tego miejsca, którym mówiąc krótko dziewczyna była iście zachwycona i wypożyczeniu paru dzieł wybitnych poetów, nadszedł czas na wizytę w kawiarni Placa Reail. Przemiła kelnerka pogawędziła chwilę z Hermioną, podając jej zimną, musującą lemoniadę, zwaną w tamtych rejonach Gaseosa. Nieświadomie Gryfonka zasiedziała się w tym przytulnym miejscu pogrążając się we wspomnieniach i planach na przyszłość. Z zamyśleń wyrwał ją nienaturalnie zimny głos
- No, no szlama Granger tuła się po mugolskich kawiarenkach. Oczekujesz spotkania jakiegoś mugolskiego chłopaczka? Spójrz na siebie w lustrze, kto by Cię zechciał?
Dziewczyna podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą osobę, której nienawidziła z całego serca. Dracona Malfoya. Stał przed nią, uśmiechając się ironicznie, a w jego wzroku było coś przyprawiającego Hermionę o dreszcze. Mimo to odcięła się
- Malfoy, ale chyba Ty możesz pochwalić się tym samym, co? W końcu postawiłeś nogę w miejscu do którego zaglądają same szlamy - syknęła, uśmiechając się pobłażliwie i lustrując go wzrokiem.
Nagle zauważyła, że nie ma na sobie szat czarodzieja, a jedynie szare, krótkie spodenki i białą bokserkę podkreślającą jego muskularne, opalone ramiona.
- Mam tu sprawę do załatwienia, miałem nadzieję spotkać Twojego chłoptasia, tego Toma czy jak mu tam - stwierdził krótko Ślizgon.
- Masz pecha, dzisiaj go ze mną nie ma.
- Rzucił Cię, Granger? Nie dziwiłbym się w sumie. - złośliwie uśmiechnął się Draco, odrzucając białą czuprynę opadającą mu w tej chwili zalotnie na czoło.
Ooo matko, pomyślałam ''zalotnie''? Chyba się zastrzelę, co sie ze mną dzieje! - przeraziła się Gryfonka.
- Trafiłem w dziesiątkę? No cóż, arystokracja zawsze ma rację. - powiedział blondyn, nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi.
- Najwyraźniej ta jak to mówisz ''arystokracja'' ma poważnie zawyżoną samoocenę. Kompletnie nie trafiłeś. Ten ''chłoptaś'' jest moim kuzynem, ma na imię Tom i właśnie dzisiaj wyjechał. Ale właściwie co Cię to może obchodzić Malfoy?
Chłopak wybałuszył oczy na dziewczynę. Rodzina?! ONA MOŻE BYĆ POWIĄZANA Z CZARNYM PANEM? Toć to hańba! Przyjaciółka Pottera, rodziną Voldemorta? To jakiś żart, cholernie dobrze ukartowany żart!
- Mam do niego sprawę - głucho powtórzył młodzieniec i dodał - na długo wyjechał? Gdzie?
- Nic Ci do tego, tak sądzę. Nie, nie na długo, przekażę mu, że pytałeś - kąśliwie powiedziała Hermi, poważnie zastanawiając się nad tym, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
- Nie musisz się fatygować - syknął Dracon obawiając się, że wpadł w poważne tarapaty. Dla niepoznaki, a raczej wizerunku ''maski'' dodał więc - Wiesz co, Granger, odprowadzę Cię. W końcu przyszywany braciszek nie chciałby, żeby jego ukochana siostrzyczka znowu na kogoś wpadła.
- Czy Ty masz gorączkę, Malfoy? Odprowadzisz MNIE?!
- Tak, nie drzyj się do cholery, wszyscy na nas patrzą. Nie chcę zwracać na siebie uwagi,szczególnie gdy przebywam w takim towarzystwie - podkreślił słowo ''takim'' i uśmiechnął się jadowicie.
- Sam tego chciałeś, nikt Cię nie zmuszał i nie rozumiem zupełnie o co Ci chodzi. - fuknęła dziewczyna.
I dobrze, że nie rozumiesz - pomyślał Draco czekając aż Hermiona będzie gotowa do wyjścia. Gdy wstała spojrzał na nią i chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, po raz drugi pomyślał, że jest ona piękna.
W połowie drogi postanowił nawiązać jakąkolwiek konwersację
- Został miesiąc wakacji. Cieszysz się, że wracasz do Hogwartu? - zagaił.
- Cieszyłabym się bardziej, gdyby nie fakt, że będe musiała oglądać tam Ciebie. A może zamierzasz wskrzesić Voldemorta i powtórnie sprowadzić szeregi śmierciożerców do szkoły?
- Pytałem poważnie! Zresztą, nie miałem wyboru - odpowiedział cicho, udając skruchę i gratulując sobie zdolności aktorskich.
- Nie miałeś wyboru! Co to w ogóle za tłumaczenie?! - prychnęła dziewczyna, oburzona taką wymówką ze strony Dracona.
- Nie rozumiesz jak się czułem, gdy wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię... - urwał
- Jeśli tego nie zrobisz, to niby co?
- Że jeśli tego nie zrobię, zabiją moją rodzinę - wykrztusił chłopak po raz pierwszy spoglądając na dziewczynę.
Był zadziwiony szczerością swej odpowiedzi. Dziękował w myślach za to, że Gryfonka już się nie odzywała, idąc cicho z zaciśniętymi piąstkami.
Właściwie, po co jej to powiedział? Przecież nie chodziło o fakt zabicia rodziny, nie zależy mi na niej! Na niczym mi do cholery nie zależy! - wrzeszczał na siebie w myślach, wiedząc że to nieprawda.
A ona?
Co on plecie za bzdury. Nie mógł! Mógł iść do Dumbledora, pomógł by mu, ale nie duma arystokracji nie pozwala na takie wyczyny! No tak i przecież splamiłby swój honor w oczach rodziny. Może jednak nie miał wyboru? A może... Może nie jest tak straszną osobą? Nie, przestań - nakazała sobie. Zawsze jest jakiś wybór!
W tym momencie wpadła na kogoś i czyjeś ręce oplotły jej nadgarstki. Były to ręce Malfoya.
- Co Ty robisz? Puść mnie! - krzyknęła
- To Ty znowu na mnie wpadasz, Granger. - oznajmił Ślizgon i dodał - to chyba tutaj. No, to do zobaczenia... szlamo. - odszedł szybkim krokiem w stronę ciemnej ulicy, prowadzącej jak wszystkie - do nikąd.
Dotknęło ją to ostatnie z słów arystokraty, chociaż obiecała sobie nie przejmować się obelgami, które zadziwiająco często rzucał w jej stronę Malfoy. Pogrążona w smutku, którego przyczyny właściwie nie znała, wzięła prysznic i otworzyła wypożyczoną książkę, znajdując się w całkowicie innym świecie.
Draco kroczył ciemną uliczką pewnie i żwawo. Wiedział już, że jest tylko jeden sposób. Uwięzić Toma. Dzięki legilimencji wiedział, gdzie wybrał się młody mężczyzna. Z wyrazem pogardy dla szkół mugolskich, wszedł do domu przywołując Averego
- Tak, panie? - rzekł, tęsknie spoglądając w stronę niedopitego trunku, który pozostał w salonie.
- Avery, zbieraj się. Wiem, gdzie jest chłopak. Zrobimy to dzisiaj.
- Teraz, zaraz? - jęknął śmierciożerca.
- Nie, za tydzień palancie! Pewnie, że zaraz! Rusz się, zabieraj płaszcz - warknął blondyn, rzucając czarną peleryną w towarzysza. - wezwij pozostałych, spotkamy się na Valtoria Street,na rogu londyńskiej ulicy. - rzekł wychodząc z pomieszczenia i znikając za drzwiami wyjściowymi.
Wyrywając się ze wspomnień owego dnia i spotkania z Draco, dziewczyna pełna obaw wciągnęła na siebie bluzę i pobiegła w stronę kawiarni, w której spotkała chłopaka. Musiał mieć z tym coś wspólnego, ale dlaczego dopiero dziś na to wpadła!? Gdy dotarła na miejsce, zastanowiła się przez chwilę.
Co właściwie chcę zrobić? Jestem bezbronna, bez czarów i różdżki nie mam przy sobie nawet telefonu komórkowego! Spanikowana pomyślała o Tomie.
- MALFOOOOOOY! - wrzasnęła, by po chwili upaść bezbronnie na ziemię i stracić przytomność.
Przepraszam wszystkich za tak niemrawe rozwijanie się akcji, ale dalej mam problem z komputerem. Czytajcie i szczerze komentujcie!
Ale to jest tajemnicze! :O Pisz szybko, jestem ciekawa co dalej! :) I pisz WIĘCEJ! :) Buziole! :*
OdpowiedzUsuń